środa, 30 stycznia 2013

Co to są kukułki?

Wracamy z Większym K. z  przedszkola.
- Mamusiu, a wiesz, że pani Beatka ma taką kartkę ze stajenką, na której są gwiazdki takie kukułki?
Hmmm, myślę myślę, zastanawiam się, w końcu pytam:
- Co kochanie?
- No tak wygladają jak Chudy i Jessie w dawnym filmie*...
- A, kukiełki!


* z bajki "Toy story 2"

wtorek, 29 stycznia 2013

Koncert życzeń, takie odgrzewane kotlety

Zanim zapadną decyzje jeszcze post, który napisałam 2 tygodnie temu. Być może już dziś przed południem coś będzie wiadomo, ale może dopiero za 2 -3 tygodnie? Who knows.

Wbrew oczekiwaniom, albo i też zgodnie z nimi, w piątek (18) jednak mieliśmy udział w koncercie życzeń.
Teoria spiskowa mówiła, że albo będzie ten koncert - znaczy się władza nie wie co robić - albo i nie będzie, mimo zapowiedzi - znaczy się władza przemyślała koncepcje hierarchii poziomo-pionowej i "morda w kubeł".
Koncert był, Ja się wypowiedziało co by chciało robić, usłyszało że ma rozmawiać bezpośrednio z Najwyższą Władzą... troche mię to zdziwiło, ale co, w końcu języka ma. To rozmawiało.
Władza przyjęła informację, lakonicznie, opatrzywszy dwoma czy trzema Tak, podziękowała za informacje.
Hmmm, Najlepszy Kolega świadkiem był tejże rozmowy, bo w wyniku molestowania trasę trochę nadłożyłam i niedaleko domu jego Go zostawiłam.
Wniosek był taki, że chyba się czegoś mocniejszego będę musiała napić. Co też uczyniłam, wychyliwszy kieliszek Montepulciano D'Abruzzo, wieczorem.
Sytuacja się troszku skomplikowała, bo w środę 16 jedna z koleżanek pierdalęła papierami i odchodzi z końcem marca.

Zanim życie, głównie zawodowe, potwierdziło moje przypuszczenia, miałam o sobie zdanie, że łatwo umiem przystosować się do zmieniających się warunków.  W zasadzie jak dotąd zawsze robilam co mi kazali, czasem zapytali o zdanie, ale decyzja nie była zgodna z tym, co ja bym chciała robić. I mimo wszystko było dobrze.
Więc i tym razem powiem: "Co będzie, to będzie". I sru.

niedziela, 27 stycznia 2013

Śnieg w Australii

Większy K. ogląda Auta 2, scena kiedy szpiegowski pociąg Stevenson, przejeżdża przez ośnieżone krajobrazy.
- A czemu tu jest zima, przecież nie było?
Ja, nie zawsze w pełni przytomna oglądając ich kultowe bajki, pytam skąd dokąd jadą.
- Z Francji do Włoch.
- Po drodze z Francji do Włoch są góry Alpy, gdzie zawsze jest śnieg, zimą i latem. To są najwyższe góry w Europie i znajdują się we Francji, Włoszech, Austrii, Szwajcarii.
- Ale przepraszam bardzo, Większy K z poważną miną, ja nie widziałem w Australii śniegu.

Śnieżną mamy zimę, ale jakoś taką ponurą. Wyjątkowo mało jest dni kiedy widać świecące słońce.
A tak mogłoby być pięknie: skrzący się śnieg, biało wokoło, słoneczko, mróz...

Bajki-grajki: Tomek i Przyjaciele, Co słychać na wsi, 1,2,3 -liczysz ty!

Chciałam dziś przedstawić trzy książki grające, które Karolki wyłuskały w piatek ze swojej biblioteczki.

Tomek i Przyjaciele "Pojedź razem z Tomkiem" Play-a-Sound
Tłumaczenie: Barbara Górecka
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2009
Stron: 11
Wiek dziecka: 2-8

Pierwsza z nich, zainteresuje fanów Tomka - ciuchci, znanej z serii bajek, czasopism i książeczek.
Podejrzewam, że aktualne pokolenie maluchów prędzej czy później zetknie się z Tomkiem, Kubą, Gabrysiem, Tobikiem i innymi ciuchciami, i w większym lub mniejszym stopniu ulegnie fascynacji tymi postaciami i ich przygodami. U moich pociech, trwa to od mniej więcej od 4 lat - po starszym synku zainteresowanie odziedziczył młodszy. Myślę, że ta książka wybitnie nadaje się na prezent, ponieważ oprócz opowiadania, zawiera przyciski i kierownicę, które po naciśnięciu wydają dźwięki, a nawet wygrywają melodyjki, w tym motyw główny z bajki. Z tego względu jest atrakcyjna, lecz cena jej też nie była niska.

Bajeczka opowiada krótką historię o pracowitym dniu Tomka: Tomek odbiera z portu przesyłkę dla Grubego Zawiadowcy, w drodze powrotnej spotyka swoich Użytecznych Przyjaciół - Jeremiasza samolot, Piotrka, Kubę, Emilkę, Rózię. Fabuła nie jest tutaj akurat najmocniejszą stroną książki, ale mały czytelnik znajduje wplecione w treść obrazki. Takie same obrazki dziecko odnajdzie na panelu sterującym znajdującym się poniżej kartek. Przyciskając przycisk-obrazek czytanie urozmaicają dźwięki dobrane do treści opowiadania - słyszymy ruszającą ciuchcię, kapiącą wodę, parę wylatującą z komina i cztery melodyjki - również tę znaną z początku i końca animowanej bajki.


Co słychać na wsi
Tłumaczenie i adaptacja: Agata Bernat
Wydawnicwto: Reader's Digest
Rok wydania: 2009
Ilustracje: Jill Muller
Stron: 10
Wiek dziecka: 3+
Zdjęcie ze strony.

oraz druga pozycja


1,2,3 - liczysz ty!
Tłumaczenie i adaptacja: Agata i Zuzanna Bernat
Wydawnictwo: Reader's Digest
Rok wydania: 2009
Ilustracje: Jill Muller
Stron: 10
Wiek dziecka: 3+
Zdjęcie pochodzi z tej strony.
 
Na początek kilka słów wstępu. Swój romans z firmą Reader's Digest zakończyłam chyba 2 lata temu, po około 3 czy 4 latach znajomości. Te dwie pozycje są efektem tego romansu, aczkolwiek chciałam uprzedzić ewentualnych czytelników, że nie zapłaciłam za nie ceny widocznej na oficjalnej stronie wydawnictwa. Musiałabym poszperać w rachunkach (które trzymam), ale myślę że cena za komplet oscylowała między 40 a 60 złotych. Bo uznałam, że tyle to jeszcze za dwie grające książki mogę zapłacić ;)

Kupiłam je z myślą o starszym synku mając nadzieję, że będzie się dobrze bawił oglądając je.
I się nie pomyliłam.
Obie książki zawierają rymowanki o zwierzątkach, a na każdej stronie jest wycięte miejsce na włożenie figurki zwierzątka, o którym czytamy.  Po przyciśnięciu figurki wydobywa się dźwięk. W książce pierwszej odzywa się zwierzę (krowa, konik, owca, świnka, owieczka), natomiast w drugiej - piesek/kotek szczeka/miauczy tyle razy, ile piesków/kotków mamy w rymowance.
Po przejściu na ostatnią stronę książeczek i włożeniu ostatniej figurki, spod której wydobywa się głos włącza się wesoła melodyjka. Te melodyjki dostarczają nam dużo uciechy, do tego stopnia, że opracowaliśmy sposób jak je włączyć nie oglądając książki od początku do końca.
Sposób jest prosty, trzeba wcisnąć wszystkie figurki ułożone na swoich miejscach w dowolnej kolejności.

I jak to z książkami grajkami bywa - dają radość do momentu, kiedy bateryjki jeszcze dychają... ;)

piątek, 25 stycznia 2013

Za dużo naraz

W ciągu 24 godzin dowiadujesz się, że dziecko ma kolejne zapalenie oskrzeli (ostatnie - 2 miesiące temu), po drodze wysypuje się samochód (konkretnie alternator) i musisz brać urlop na żądanie (w końcu nie tak źle, nadarza się okazja żeby trochę dom oprzątnać), wieczorem przychodzi sms od niegdysiejszej psiapsióły, że wspólna koleżanka straciła dziecko 10 dni przed terminem, rano dzwoni kumpela i prosi o grupę wsparcia dla znajomej, która ma 4 letnie dziecko i od 2 miesięcy pluje krwią a szpitale nie przejmują się sytuacją, potem dzwoni mama i mówi, że właśnie wyczytała w gazecie o możliwości składania podań do NFZ-tu o miejsce w sanatorium dla dzieci z problemami oskrzelowo-laryngologicznymi (rzekomo 3 miesiące po złożeniu wniosku, dziecko ma miejsce na turnusie) i że koniecznie powinnaś spróbować to załatwić. Mózg powoli zaczyna się kurczyć i czuję, że nieszczęścia całego świata to dziś moja specjalność. Prozaicznie - nawet umycie podłogi mopem staje się wyczynem ponad możliwości fizyczno-emocjonalne.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...