czwartek, 30 sierpnia 2018

"Żeglarz z Miletu"

Autor: Géza Hegedüs
Tytuł: "Żeglarz z Miletu"
Przełożyła: Camilla Mondral
Ilustracja do okładki oraz projekt graficzny kolekcji: Anita Głowińska
Wydawnictwo: Polityka Sp. z o.o. SKA
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2017
Liczba stron: 256

Książka wydana w kolekcji książkowej CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM Fundacji "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom " oraz tygodnika Polityka


Przenieść się do starożytnej Grecji,  do czasów filozofów, przed epokę demokracji ateńskiej. Stać się świadkiem perskich najazdów, handlu niewolnikami, bitew lądowych i morskich: bitwy pod Maratonem i pod Salaminą.
Poznać całkiem pokaźny fragment historii i obyczajów,  stosunków społecznych, wierzeń, wzajemnych animozji i relacji oraz niuansów w życiu greckich państw - miast.

Wystarczy otworzyć i oddać się lekturze "Żeglarza z Miletu". Od pierwszych słów czuć powiew śródziemnomorskiego wiatru i ciepło tamtejszego słońca.
Opowieść trzyma w napięciu i niebezpiecznie igra z nerwami słabszych czytelników, bo wydać na pastwę losu dwóch trzynasto - czternastolatków to nie lada sztuka. Początkowo martwimy się o Toksarysa i Hermodorosa, ale z czasem poddajemy się nurtowi przygód widząc, że chłopcy nieźle sobie dają radę, by przekonać się, że poradzą sobie na pewno!

 "Nie obawiaj się o chłopca. Tak powinno być, by wokół siebie słyszał różne poglądy. Ty i kapłani wskazujecie mu dobrą drogę, szkoła także uczy go dobrego, ja staram się dawać mu pożyteczny przykład, a od innych ludzi też się różnych rzeczy dowie. W końcu sam się po świecie rozejrzy i dobierze sobie te nauki, które mu będą przynosiły korzyści. Słuszne jest, by człowiek poznawał sprzeczne poglądy i sam decydował, w co wierzyć i jak postępować."

Widzimy jak dorastają i dojrzewają, a najpiękniejsze w tej opowieści jest poczucie wspólnoty i przywiązania. Są dla siebie bardziej jak bracia. Nie ma wśród nich rywalizacji; jest współpraca, zaufanie i altruizm.

"Żeglarz z Miletu" jest pochwałą przyjaźni, wierności, umiłowania wolności i przekonań o równości wszystkich ludzi. Pięknym przykładem, że można żyć w zgodzie z przekonaniami, nie hołdować mamonie i stanowiskom, i nie układać się z tymi, z którymi jest wygodniej i dostatniej żyć.
Taka dobra karta w kieszeni na życiową rozgrywkę.


Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "2 w 1" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";
- "W 200 książek dookoła świata - 2018 ". 

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Pomysł na wakacje

"Jutro wstaję i sobie leżę",

stwierdził Mały O. po dzisiejszej całodziennej  wędrówce po Sandomierzu.



sobota, 25 sierpnia 2018

Między nami sąsiadami

W środę przywiozłam Karolki od Dziadków. Po trwającej dłużej niż przeciętnie podróży, co spowodowane było wypadkami, korkami  i remontami w Poznaniu, o których nie miałam pojęcia) zdążyłam tylko wyładować bagaże i postawić je praktycznie w przejściu. Produkty spożywcze szybko wylądowały w lodówce a ja wzięłam się za robienie kolacji. Bramy wyjątkowo nie zamknęłam.
Było już ciemno kiedy Karolki zawołały mnie, że ktoś puka do drzwi.
Po otwarciu ujrzałam sąsiada po skosie.  Przyszedł z pytaniem czy nie przeszkadza nam szczekający pies. Bo on siedzi na tarasie (wyczułam też, że w towarzystwie szklaneczki czegoś mocniejszego) i jemu przeszkadza.  Wytłumaczyłam mu, że nie, że pies szczeka jak widzi kota (na marginesie: kot przychodzi do nas), ale przyzwyczailiśmy się.
Chyba mamy okna z drugiej strony, usłyszałam. No cóż, bliżej od nas mieć nie może - pies szczeka stojąc przy naszej wspólnej z jego właścicielem siatce. Bo jemu przeszkadza. Chyba ze trzy razy wyjaśniłam mu, że nam nie, i z zawiedzioną miną pożegnał się. Żeby do nas dojść musiał się trochę przejść, bo mieszka na innej ulicy. Że też mu się chciało.
Zapomniałam mu powiedzieć, że pies już szczekał kiedy się przeprowadziliśmy, czyli 7 lat temu, a Mały O. miał niecałe 2 latka i zasypiał przy tym "hałasie". I jakoś żyje. Trochę mnie to wtedy denerwowało, ale głównie dlatego, że bałam się czy szczekanie nie obudzi dziecka.  Tak się jednak nigdy nie stało.
Mąż, któremu powtórzyłam zajście wyraził się niezbyt cenzuralnie o osobach, które sprowadzają się na wieś, a z czasem lub od razu przeszkadza im wszystko co na wsi jest codziennością.
Wieś znika a, co może nie wszyscy rozumieją, "Chiny nas nie wyzywią".
Nie wiem co sąsiad knuje. ;-) Mam nadzieję, że nic.

Z kolei sąsiad, ojciec "sąsiadek", usuwał w poniedziałek gałęzie z wierzby na swoim ogrodzie. Pomagała mu młodsza latorośl. Gdy podeszłam zadał mi następujące pytanie (jego córka stała obok i słuchała): "Czy jak się obcina gałęzie drzewom to je to boli?"
Gdyby nie to, że dziecko stało i patrzyło na mnie wyczekująco, pewnie bym podyskutowała bardziej ogólnie, ale nie wiem skąd wzięła mi się odpowiedź w stylu,  że to jak obcinanie paznokci albo włosów u dzieci. Jeśli zostawi się drzewa owocowe same sobie, to z czasem marnieją i nie będą dawać owoców bo opanują je choroby. Mam nadzieję, że cięcie pielęgnacyjne pomaga roślinom żyć i czuć się dobrze. Odpowiedź całkowicie zadowoliła oboje.

Nie czytałam "Sekretnego życia drzew".

Co tam piszą na ten temat?



wtorek, 31 lipca 2018

Adam Bahdaj "Dan Drewer i Indianie"

Autor: Adam Bahdaj
Tytuł: "Dan Drewer i Indianie"
Ilustrował: Mieczysław Kwacz
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1985
Liczba stron: 176

Seria wydawnicza: "Klub Siedmiu Przygód"



Czy 33 lata poślizgu w czytaniu to dużo?
Właściwie zastanawiam się co takiego we mnie widziała/co miała na myśli moja wychowawczyni, że postanowiła mnie nagrodzić tą książką na zakończenie szóstej klasy: "za bardzo dobre wyniki w nauce, wzorowe zachowanie się i pracę w samorządzie klasowym".
Wręczać 12 letniej dziewczynce książkę o Dzikim Zachodzie i Indianach...?
:-D
Ale w końcu do niej dorosłam!
Znany na całym amerykańskim wschodzie i zachodzie łowca mustangów Daniel Drewer postanawia zatrudnić się jako kurier Pony Express i przewozić  pocztę z jednego końca kraju na drugi. Co go to tego nakłania? Chęć poznania Ameryki i dotarcia wraz z pocztą do jej najdalszych zakątków. Na zachodzie trwa gorączka złota, a w innych rejonach kontynentu wojna z Indianami. Dan ma swoich starych wrogów, którzy nie pozwalają o sobie zapomnieć nawet po latach. W wyprawie, podczas której ma dostarczyć pocztę z eksperyzą ziemi towarzyszy mu młody kurier Edy Millan. Już wkrótce po wyruszeniu zostają napadnięci i oskarżeni o zabójstwo. Ścigani są listem gończym z nagrodą 10 000 dolarów za każdego. To sprytnie uknuty plan wielebnego pastora Goulacka i podłego Alexa Kumnerlaya ma na celu przechwycenie ekspertyzy próbki ziemi z zawartością srebra.
Dan i Edy rozdzielają się - Edy ma jechać dalej by doręczyć przesyłkę, a Dan oddaje się do dyspozycji wojska stacjonujacego w Fort Laramie. Wysłany zostaje na zwiad wraz z żołnierzami. Wystaje się spod kurateli wojskowych chcąc uchronić i ostrzec Indian przed zbliżającym się atakiem.
Ten dosc zawiły splot wydarzeń i okoliczności ma na celu pokazanie niejednoznaczności sytuacji na ziemi amerykańskiej. Indianie giną z rąk Amerykanów, Amerykanie z rąk Indian. Trwa wzajema rzeź spowodowana chęcią posiadania ziemi. Obie strony uważają, że to ich własność i że tylko oni pełnoprawnie mogą na niej żyć.
Dan kilkakrotnie mija po drodze uciekające kobiety, które cudem uniknęły śmierci. Czy to nie przypomina wam wydarzeń z innych czasów i części świata ...?

Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "2 w 1" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie",


- "W 200 książek dookoła świat -2018".





piątek, 13 lipca 2018

Pachnący ogród

Autor: Helga Urban
Tytuł: "Pachnący ogród"
Przekład z języka niemieckiego: Helena Terpińska-Ostrowska, Ewa Heise-Zielicz
Wydawictwo: Elipsa
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2000
Liczba stron: 144




Powoli wciągałam się w lekturę tej książki, jak w rozpoznawanie zapachu. ;-)
W sumie cieszę się, że ją kiedyś nabyłam. Wiele lat stała sobie na półce i czekała na odkrycie. I oto okazało się, że zawiera wiele interesujących informacji. Interesujących dla osób, które lubią ogrody i rośliny, co obserwując współczesne ogrody przydomowe nie zawsze idzie w parze.

Właściwie nawet mogę stwierdzić, że doczekała właściwych czasów, ponieważ w przypadku wielu opisywanych roślin, które nie są opatrzone zdjęciem, ani nawet polską nazwą, po sprawdzeniu jak wygląda roślinka w internecie, wyskakują jedynie anglojęzyczne strony. Co oznacza, że nadal w Polsce nie jest ona znana lub rozpowszechniona mimo istnienia sprzyjających warunków klimatycznych. Co by było, gdybym z pozyskanych z tej książki informacji chciała praktycznie skorzystać i wdrożyć je w życie (czytaj: posadzić roślinę) 15 lat temu? Prawdopodobnie frustracja.

Jej autorka posiada swój ogród i opisując pachnące gatunki roślin korzystała głównie z własnego wieloletniego doświadczenia. Dzięki temu, że mówimy o ogrodzie zlokalizowanym w Niemczech można faktycznie skorzystać z jej podpowiedzi. Panie tłumaczki też wykonały swoją robotę, ponieważ gdzieniegdzie można znaleźć informację z odwołaniem do Polski.
Pani Helga Urban dzieli się zdjęciami ze swojego ogrodu na stronie http://hukurban.de/ (tylko niemiecka wersja).
Częstokroć przeplata swoje myśli o zapachu i pachnących roślinach cytatami z literatury (niemieckiej) i porównuje swoje wrażenia z muzyką niemieckich kompozytorów :-D.


Dla osób zainteresowanych przebywaniem wśród pięknych zapachów i upajaniem się nimi jest to naprawdę dobre źródło informacji, ponieważ znajdziemy tu nazwy gatunków i pachnących odmian według następujacego klucza: drzewa i krzewy, pnącza, róże, byliny, rośliny cebulowe i bulwiaste, rośliny jednoroczne i dwuletnie. Jest tu wykaz ziół, roślin wodnych, bagiennych i przybrzeżnych a także egzotycznych, które można (a w naszym klimacie trzeba) trzymać w domu. Ponadto rośliny pachnące nocą (po zmierzchu), o pachnących liściach i rośliny pachnące,  które kwitną zimą. Naprawdę wiele jak na niewielką objętościowo książkę.
Podstawowy podział, który należy mieć na uwadze rozpatrując pachnącą florę to ten, że istnieją gatunki typowo pachnące, rzadkie specyficzne pachnące rośliny (np. męczennica) oraz gatunki lub odmiany pachnące wśród niepachnących rodzajów. W przypadku pachnących odmian autorka wymienia konkretne nazwy i tu, obawiam się, może być pewien problem gdyby ktoś chciał nabyć tę właśnie roślinę. Z rezerwą odnoszę się do zakupów w internetowych sklepach ogrodniczych po tym, jak dwa lata temu zamiast świecznicy przysłano mi ciemiernika. Okazało się to dopiero wtedy, kiedy rośliny wypuściły kwiaty. Pochodzą tej samej rodziny i sadzonki były nie do rozpoznania.

Niemniej nie zrażajmy się; mamy tu wiele tabel i zestawień, pięknych fotografii i inspirujących informacji.
Ponieważ cytując za panią Helgą Karla Foerestera:
"ogród bez floksów to gorzej niż omyłka, to szaleństwo"
postanowiłam czym prędzej naprawić błąd i nabyłam miesiąc temu 3 sztuki (z opisów na doniczkach wynika, że są to trzy różne odmiany...) i zamierzam użyć ich do zasłonięcia czerpni powietrza. Po niewypale z udziałem goździków, mam nadzieję, że może floksy dadzą radę. Pamiętam te kwiaty z ogródka pod domem Babci. Mama moja ma do nich nieprzychylny stosunek - nie lubi ich zapachu - ale ja nie mam takich uprzedzeń.


Wpis bierze udział w wyzwaniu:
- "W 200 książek dookoła świata - 2018".

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...