Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sennie i bezsennie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sennie i bezsennie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2018

O, Orlando

To chyba była jakaś wymiana szkolna. Studencka? Byłam wśród wielu sympatycznych, otwartych osób. Debatowalismy przy stole. Nieważne o jakich sprawach. W tolerancyjnej atmosferze, we wzajemnym szacunku i zrozumieniu. To ważne.
Zajęcia zbliżały się do końca i wiedziałam już, że znów będę musiała spieszyć się by zdążyć do domu.
Wtedy okazało się, że wcześniej nie zauważony kolega wyraźnie daje mi do zrozumienia, że wpadlam mu w oko.
Chyba "miał coś do moich włosów". Bardzo mnie tym zaskoczył, ale było to miłe.
Tym bardziej, że kiedy przyjrzałam mu się bardziej dokładnie z drugiego końca stołu spostrzeglam, że był... nie przymierzając prawie wierną kopią Orlando Blooma.
"Że też ja mam takie szczęście" - pomyślałam i oddalilam się jak Kopciuszek, myśląc że może jednak mnie widzi i obserwuje jak się spieszę. Może nawet widzi że już siedzę.

Znowu w samolocie.
Znowu gdzieś na trasie
do Londynu.

P.S. Tak naprawdę to nie mogę powiedzieć o Orlando, że jest w moim typie. Nigdy też nie bujalam się w nim.
P.S.2 Ale czy to nie fajne uczucie wiedzieć, że zakochał się w tobie Orlando Bloom???

... ;-)

niedziela, 29 stycznia 2017

Okno

W tym roku do karmnika, który widzę przez okno w kuchni, dosypujemy "nasiona oleiste" zakupione w niemieckim supermarkecie na A. Po dokładnym przestudiowaniu etykiety wyszło, że są to orzechy ziemne, ale rozmiarem ustępują tym solonym. ;-)
To pożywienie bardzo smakuje sikorkom. Lubię stać i patrzeć jak przylatują i porywają po ziarnie. Potem siadają na gałązce i jedzą. 
Małż stwierdził, że trzeba nabyć kulki z tłuszczu i nasion, które widział w innym sklepie, bo w zeszłym roku chętnie przylatywały do nich sójki. I zatęsknił za nimi [KLIK].
Muszę sprawdzić czy kawałki słoniny zawieszone przez Babcię wysoko na brzozie (w celu ochrony przed Milką) nadają się jeszcze dla ptaków.
Od jutra wracam do pracy a tydzień czeka mnie nielekki, z ważną kontrolą w tle.

Megi snuje ogrodowe opowieści a u mnie na kompoście post z sierpnia leży. Ale... już się dogadałam z Małym O., że słoneczniki wysiejemy za murkami. Zrobimy szpalery w trzech miejscach. W zeszłym roku parę wydałam sąsiadom, resztę wydziobali ptaszory. :-) I tak miało być. 
I nie zdążyłam się pochwalić, ale jesienią zasadziłam dwie różne odmiany czosnku. Tu natchnieniem była Margarithes. Jedną w różach, drugą bliżej lawendy.
To takie małe radości, które rozgrzewają mi serce. 

Znów śniła mi się szkoła. Dostałam na koniec zeszyt z wpisami od różnych osób, z którymi się znałam. Bardzo byłam ciekawa KTO i co napisał. Czy można wejść jeszcze raz do tego snu?

Na koniec mała zjadliwość: można skończyć studia w kierunku, a nie umieć skręcić poprawnie zdania. Przykra konstatacja. Zęby bolą jak się czyta, więc nie kończę. Mam ochotę "dać po łapach" i pokreślić tekst jak nauczyciel w zeszycie. 
Tu przychodzą mi do głowy słowa jednej z bohaterek powieści, o brutalnej szczerości u starszych osób. 
Może i się starzeję. 
Ale sama też jestem pod ostrzałem.

... po raz czwarty zrobiłam wuzetkę...

:-))))






czwartek, 19 maja 2016

Męska decyzja

"Brawo Lamia, podjęłaś męską decyzję!"*

Męskie decyzje kończą się tym, że coraz mniej czasu zostaje na pozaoficjalne siedzenie przed komputrem. Albo się siedzi do późnej nocki i przekuwa frustrację na fascynacje.
Na razie śpię dobrze. Chociaż pociąg z tego snu [KLIK] jeszcze nie dojechał na stację aby zabrać mnie w dalszą podróż.

Z niedzieli na poniedziałek pod każdym łóżkiem śniłam żmiję. Co to znaczy, kto ciekaw niech sprawdzi. Fakt faktem, że oczy trza mieć dookoła głowy. A nuż widelec za winklem czai się Brutus(a)?

Męskie decyzje w damskim wykonaniu, jak widać po mojej aktywności na blogowej niwie, skutkują zupełnym brakiem czasu. Na pisanie. Szkoda, sama czuję, że mi tego brakuje.

Na szczęście, na osłodzenie początku zmian, do których zostałam pchnięta przez potrzeby własne (!), zostałam nagrodzona w konkursie Pana Kuleczkowym zorganizowanym przez Wasiuczyńską Elżbietę! Po raz pierwszy! Hurra!!! Szczegóły TU.

Gratuluję współzwyciężczyniom :-)))
To zaszczyt być w takim towarzystwie. -) Już się nie mogę doczekać kolejnej części przygód Pana Kuleczki, Pypcia i Katastrofy, które będą rozpoczynały się od zwycięskich zdań...





* cytat z filmu Juliusza Machulskiego "Seksmisja"

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Anioł Stróż & Co

Czy mieliście kiedyś do czynienia ze swoim Aniołem Stróżem?

Z moim mam sporadycznie, ale bywa. Jest wtedy niezawodny. Jak można się o tym przekonać?
Jest prosty sposób. Poznałam go kilkanaście lat temu i od czasu do czasu korzystam.

Dzisiaj Anioł znów spisał się na medal.
Współpracował w tym celu z moimi rodzicami, którzy stali ze mną na dworcu kolejowym w K. Czekaliśmy już dość długo na pociąg - połączenie do P. W końcu rodzice stwierdzili, że oni już idą.

Tu na tym dworcu (w ogóle nie pamiętam jak wygląda) zjawił się koło mnie człowiek, którego nie widziałam 20 lat. Jak ten czas leci...
I nadal bym nie wiedziała, czy mam go ochotę spotkać, ale zjawił się cały szcześliwy, że mnie widzi. Że w końcu się spotkaliśmy, po tych wszystkich latach. Był zdziwiony, że ja też jadę na spotkanie z wspólnymi znajomymi. I było bardzo miło. Wyglądało na to, że postanowił odzyskać moją sympatię, którą bezpowrotnie stracił. Wyglądało na to, że nie tylko sympatię... hmm...

Opowiadałam mu o moich podróżach pociągami, które często odbywam. Kiedy łapię nietypowe połączenia, bo przesiadam się z jednego kierunku na połączenie, gdzie pociąg nadjeżdża w ciągu 5 minut. To tyle, by wyskoczyć z zatrzymanego przez konduktora składu i przejść szybkim krokiem  200 metrów na stację, na której już zapowiadają twoje połączenie. Taka podróż jest pełna emocji i może dlatego bardzo ją lubię. Czasem zdarza mi się tak  łapać pociągi dzień po dniu.

On z kolei pokazał mi co jest dla niego teraz ważne. Na pierwszym miejscu długiej listy znajdowały się książki (?) fantasy, potem następowały zdjęcia coraz większych pierścieni Władcy Pierścieni, a na końcu, to co naj: lalka wielkości noworodka.

Znajomy pragnął mnie odzyskać.
Czemu nie, w końcu moja rozpacz, złość, nienawiść, niechęć, etap wyparcia już dawno przeminął. Rany się zagoiły. Przyszło wybaczenie (lecz pamięć pozostała).

A właściwie, to kto jest wienien jeśli ludzie się ranią? Czy strona, która bezwzględnie, bezdusznie, bez cienia emocji wyznacza swoje/nie swoje granice? Pokazuje lub daje odczuć drugiej osobie, że jej miejsce znajduje się na końcu łańcucha? Na dole piramidy, u stóp ogromnej góry, na którą się wspięła/została wyniesiona/wdrapała się...
Czy może winna jest ta druga strona - naiwna, otwarta, myśląca, że pewien ład na świecie istnieje i  porządek tego, co naprawdę w życiu jest ważne... Pozwala się ranić.

I tylko co chwilę przebiegała mi przez głowę myśl, żeby zdążyć mu powiedzieć, że ja mam już męża.
I to samo pomyślałam kiedy rodzice stwierdzili, że nie będą już dłużej towarzyszyć nam w tym czekaniu. Reszty dokonał Anioł Stróż, który punktualnie o 5.31 obudził mnie.

I taka jego sprawdzona (i godna polecenia) rola jest. Jeśli chcecie się obudzić o konkretnej godzinie, poproście go o to. Efekt murowany.



P.S. Wcześniejsze tutaj wpisy stanowiły tematy niby zastępcze w trudnym dla mnie czasie. Może ten sen uwolnił mnie od napięcia, które niszczyło moje nerwy.  Dał mi spojrzenie poza siebie. Wizję, że z czasem wszystko blednie, wygładza się, uspokaja. A na koniec i tak będziemy sądzeni z miłości. *

* Św. Jan od Krzyża

czwartek, 5 marca 2015

Była-by

Na korytarzu czuć było podniosłą atmosferę zakończenia kolejnego etapu edukacji. Pusto. Wszystko działo się za drzwiami sal lekcyjnych. Obok, za ścianą kończyła edukację jego klasa, a ona stała przy niedomkniętych drzwiach wśród swoich.
W pewnej chwili w szczelinie zauważyła jego twarz. Wszedł do ich sali ze swoim najlepszym kolegą i zaczął składać życzenia:
- Wszystkiego najlepszego, powodzenia w nowym świecie - usłyszała. Na twarzy miał uśmiech.
- Dziękuję, dla ciebie również, powodzenia.
Przysiadł na ławce tyłem do reszty klasy a przodem do niej. Zauważyła, że w jego długich włosach zaplątała się guma do żucia.
- Będziesz musiał to wyciąć. Inaczej się nie da.
"Ale może spróbuję to wyczesać?", pomyślała i po chwili już to robiła. Delikatnie przeciągała grzebieniem po ciemnych pasmach.

- Ładna byłaby z was para - te słowa padły z ust kolegi.
Słyszała już to wcześniej od kilku innych osób.
- Ale nie udało się - odparła.
- Nie udało... Takie słowa często psują rzeczywistość - stwierdził.

"Takie słowa, takie słowa... słowa... - mełła w myślach - byłaby... byłaby... była..."

- Racja - stwierdziła głośno.


 

piątek, 4 lipca 2014

Nad ranem

Jak to się stało?

Przecież chwilę wcześniej przechodzili obok siebie, nie widząc się nawzajem, a ona podniosła wzrok i spojrzała w oczy towarzyszącego mu kolegi.
A tu nagle okazało się, że na placu pod domem zrobiło się zamieszanie, podjechał samochód z doniczkami i, pewnie to znowu robota któregoś z nielatów, znalazł się w gronie osób wnoszących rośliny do domu.
Trafił do kuchni, gdzie przygotowywała coś do picia, chyba herbatę. Uwijała się aby szybko uporządkować to i owo przed wejściem niespodziewanych gości-pomocników. Zbliżał się wieczór, zdążyła jeszcze włączyć radio, żeby posłuchać rozpoczynającej się ulubionej audycji. No i żeby cisza nie dzwoniła w uszach.

Wszedł, przechodząc niebezpiecznie blisko niej. Właściwie to wlazł na nią, specjalnie.
I o czym tu porozmawiać? Dlaczego mnie nie widziałaś?
Rozmowa trochę chłodna, on z bliska już nie taki przystojny ("postarzał się"). "Trochę mógłby schudnąć". I niby coś się klei, ale w powietrzu wisi rozczarowanie.


Może nie warto było czekać na ten moment?


Może nie warto było odkładać tak długo tej rozmowy?


Czy to przeterminowały się uczucia, czy dojrzały wrażenia?


I tak jak nagle znalazł się obok, nagle okazuje się, że musi już iść. To znowu namieszał któryś z młodych. Zostaje wezwany w innej sprawie. Ale to nie on wychodzi, tylko ona.
Żegna go z podniesioną głową; idzie przed siebie przez plac. Dumna - ekran z wyprostowanych pleców, a w głowie myśl, że trzeba pokazać siłę.


Szkoda, że nie ma na głowie kaptura. Deszcz nie pada, ale tak byłoby lepiej.


Otuliłby jej biedną głowę.




2-3.07.2014, nad ranem

piątek, 29 listopada 2013

Przedandrzejkowa impreza na sali



zdjęcie pobrane z tej strony


Czy zdarzyło się Wam być poproszoną (tak, kieruję pytanie do kobiet/dziewczyn) do tańca przez najprzystojniejszego mężczyznę/chłopaka na sali???

A było to tak.
Przyszłam na imprezę ze swoim partnerem. Tańczyło i bawiło się nam razem dobrze do jakiegoś momentu. Ale nagle, w trakcie jakiegoś wcale nie takiego szybkiego utworu okazało się, że jestem wyższa od niego. Mimo, że utwór był rytmiczny, starałam się dotrzymać kroku tancerzowi podczas tych obrotów, przewijań itp. figur.
No tak, tańczyć lubię, ale nie uważam się za Katarinę Witt parkietu...
Wyszło na to, że moje szpilki i ja tworzymy 20 centymetrowy nadmiar nad partnerem, który bezceremonialnie zostawił mnie na środku samą, przerzucając się na bardziej filigranową sztukę. Dobrze, że to był już koniec piosenki.

Wkuta ruszyłam pod ścianę, ale zanim usiadłam, zdążyłam kątem oka zauważyć, że z grupy męskiej woła mnie ręką jakiś fajny kudłacz.
"Nie", pomyślałam, "za nic w świecie, męski rodzie".

Ale zanim zdążyłam zrobić sobie lifting kości policzkowych zaciśniętymi pięściami, już stał przede mną i wyciągał rękę.
Cóż było robić, kiedy taki ładny był....

uuuu nanana
Utwór zaczynał się dość niemrawo uuuu nanana  staliśmy na środku wśród innych uuuu nanana reszta też czekała na żywsze rytmy uuuu nanana
Fajnie się z nim rozmawiało uuuu nanana trzeba było się trochę poruszać uuuu nanana ale nagle zaczęłam czuć, że drętwieje mi prawa ręka. Palce zrobiły się już sino-blade (uuuu nanana), towarzyszył temu ucisk i nieprzyjemne wrażenie (uuuu nanana). Na szczęście towarzysz zauważył niepokojące objawy i zaproponował (uuuu nanana), żebym się położyła na podłodze.
Chyba nogi muszą być wyżej? - skonsultowałam szybko problem i pozycję z przyjaciółką, która również była na tej imprezie (uuuu nanana) i wyszliśmy do drugiego pomieszczenia.
...uuuu nanana...
Poczułam, że jeśli natychmiast nie zmienię pozycji to będzie ciężko odwrócić ten stan odrętwienia i niedokrwienia, i może być bardzo źle... uuuu nanana... dobiegało jeszcze zza drzwi.
uuuu nanana... rytmy w końcu przyspieszyły a ja zmieniłam pozycję ...
Odrętwienie czułam całkiem namacalnie...
uuuu nanana
Z zamkniętymi oczami poczekałam, aż odrętwienie minie.

.........

Otworzyłam oczy, wzięłam koc, laptopa i zacząłam pisać.
Dlaczego jak śpię, to mi się to zdarza?

28.11.2013 r.


Tym, które/rzy zamierzają bawić się w Andrzejki życzę szampańskiej zabawy i dobrych emocji. Niech ta magiczna noc przyniesie odmianę losu w tym wymarzonym kierunku.

A o tym, jak zostałam poproszona do tańca przez najprzystojniejszego faceta na sali na jawie opowiem może innym razem?... ;)

wtorek, 10 września 2013

Czwarta nad ranem...*

Co może robić matka dzieci w nocy, jeśli od wpół do trzeciej nie może zasnąć?
Przecież nie wstawię prania...
Więc jeśli już na osi czwarta, to przecież nie pójdę spać, bo za godzinę muszę się obudzić.
Zatem matka przykryta kocem bloguje :P

Chyba u znajomej na FB widziałam obrazek dziewczyny siedzącej w nocy na dachu, z podpisem: "Jeśli nie możesz w nocy spać, to znaczy, że występujesz w czyichś snach".
Zatem uprasza się Tę osobę i nieśnienie o mnie.

Do czwartej przemyślałam sprawę napisania listu do mojej dobrej koleżanki, z którą nie mam od jakiegoś czasu kontaktu, a wiem, że jest w Polsce, i że ma średnie pomysły na to, co dalej robić z życiem.

Myślę o tym, co powiedziała mi ostatnio Mama: "Odrzuć wszystko, co niepotrzebne".

Chodzi o to, że wożąc dwójkę dzieci do przedszkola, wracając około 17, właściwie nie pozostaje mi wiele czasu na cokolwiek. Obrać ziemniaki na następny dzień, przygotować jakieś mięso, nakarmić siebie i przypilnować Młodych, TROCHĘ posprzątać, potem seria odżywek i leków do podania... i iść spać...

A gdzie reszta?

Jest mi ciężko, czuję się jakbym ciagnęła kulę u nogi, tym bardziej, że Mały O. od momentu jak poszedł do przedszkola non stop nadaje w tonie: Mamusiu! Mamuniu!

Chciałabym być tzw. wystarczająco dobrą matką...
Chcę pohamować złość, zniecierpliwienie, zniechęcenie

i iść dalej z podniesionym czołem.

No cóż, pora się budzić.



* ten tytuł pochodzi z utworu Starego Dobrego Małżeństwa

sobota, 31 sierpnia 2013

Niemiecka trutka - japońska impreza (post międzynarodowy o wyraźnym zabarwieniu medycznym)

Mama Karolków odwiedziła w tygodniu swego Ulubionego Pana Stomatologa, nota bene noszącego to samo imę, co młodsza pociecha... Starsza nosi imię po ginekologu ;P
OK, to był żart.
Większy K. już pływając w owodni był nazywany swoim imieniem, ale opuszczał progi lecznicy jako NN. Decyzja co do imienia była jednak szybka, bo jakie imię może nosić dziecię, które urodziło się dokładnie w tym samym dniu co nasz polski papież ? ;) A dodajmy, urodziło się w wyznaczonym 9 miesięcy wcześniej terminie! I tym samym należy do 5% populacji "terminatorów".

Ale wracajmy do ad remu, jak mawiał mój ulubiony dyrektor.
Była to druga wizyta związana z przeglądem uzębienia. Górna prawa czwórka była niepewna i tydzień temu dostała 7 dni na wspomagane tzw. fleczerem (lubię tę nazwę) samouzdrowienie. Na zakończenie tamtej wizyty Ulubiony Pan Stomatolog rzucił w momencie kiedy jeszcze siedziałam z rozdziawioną japą i oddawałam zbędną ślinę w rurkę: "Oj, trzeciego by Pani nie urodziła!"

Kurczę! Zawsze uważałam się za stomatologiczną masochistkę, która uwielbia poczuć nerwy zębowe podczas zabiegów i dzielnie znosiłam bóle różne bez proszenia o znieczulenie... A tymczasem Pan Doktor postawił diagnozę odnośnie mej wytrzymałości na ból, diagnozę która mię zasmuciła, ale też zatrzymałam się nad nią.

Moja riposta musiała jednak czekać tydzień, gdyż gdy wychodziłam z gabinetu, UPS nie miał już okazji zamówić ze mną słowa z uwagi na odebrany telefon.

Aęc teraz od razu ruszyłam do kontrataku i odparłam, że prawdopodobnie trzeciego bym nawet nie donosiła, i tu pięknie zacytowałam Panią Ginekolog, która przy którejś kontroli mojego stanu z Małym O., porównała inny kanał do dojrzałej truskawki: "pięknie wygląda, ale jak dotknąć, to się rozleci"... Cóż... Panu Stomatologowi też bardzo się to porównanie spodobało ;)

Ząbek tymczasem milczał siedząc na miejscu. Następnie różniste operacje nad nim zachodziły, wraz z obrabianiem jakimś kołem zębatym sądząc po odgłosach (nie znam się na sprzęcie stomatologicznym, ale mimo wszystko myślę, że ten którym dysponuje UPS jest najwyższej klasy). Potem wskutek wątpliwości nastąpiła sesja w TV.
Wątpliwości nie ustały. Pan Doktor zaczął energicznie mieszać w wiertłach, igłach i innych utensyliach znajdujących się na szalce petriego.
Coś znalazl. Sięgnął znów do mojej śliniącej się paszczy i z cicha pęk - wsadził igłę w niepozornie wyglądający punkcik na szkliwie.

"AUUUUU" zawyłam jak pies dingo.

"Kocham Go za to" - pomyślałam altruistycznie.

"Niestety, przykro mi bardzo, muszę zatruć. Myślałem, że uratujemy. Szkoda, taka szkoda".

I teraz przejdę do godzin późnowieczornych, kiedy z zatrutym niemieckim lekiem zębem zasnęłam.

Śniły mi się dziwne rzeczy. Znalazłam się na japońskiej dyskotece, w otoczeniu ubranych w błyszczące lateksowe stroje ludzi. Wyglądali dziwnie, mieli umalowane twarze, ale po bliższym poznaniu okazali się całkiem sympatyczni i normalni. I w rzeczywistości szczuplejsi niż wyglądali z dala w tych ubraniach. Zapraszali do przyłączenia się do nich i do zabawy.

I to chyba był też efekt ostatnich wiadomości o planach otwarcia w Poznaniu nowej dyskoteki za 2,5 (?) mln złotych, której inwestor, jak piszą, ma szemrane interesy i jest notowany w kronikach kryminalnych.

Śmię powatpiewać w powodzenie tej inwestycji...
W czasach, kiedy byłam wolna i swobodna jak Swobodny Dżordż, po powrocie z wypadu do Madrytu z moją Amigą de Corazon Espinado wraz w psiapsiółą z grupy wsparcia próbowałyśmy się zabawić na dyskotekach w Poznaniu w okresie styczeń-luty, czyli w samiuśkim karnawale. W ostatkowy weekend nie działo się NIC.
Pozostałe dyskoteki w centrum w innych terminach, bardziej letnich, były oblegane poniżej przeciętnej. Sposób zabawy poniżej średniej - płeć żeńska. (Mój wzorzec referencyjny to dyskoteka w centrum Madrytu).

Jeśli kultura dyskotekowa nie uległa zmianie od tamtych czasów, to jedynie po środkach anestetycznych zabawa ma szanse powodzenia ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

No co? (o tym jak się śpi z nożem w pięści)

Jakoś tak dziś odczułam niełaskawość świata? Dlaczego? Poranek, zasuwam 100km/h, na horyzoncie na ziemi ostry dach pięknego, acz niszczejącego pałacu na sprzedaż... a na niebie wystartowany samolot. Poczułam się tak, hmmm metropolitalnie?

Ale jakoś tak po kilku kilometrach naszła mnie melancholia.

Znowu przysnęłam za długo, budzika ostatnio nie włączam, jak chcę się wyspać w weekend to się budzę, a jak mam iść do pracy, to śpię. Ale w czwartek Zaufany Pan Doktor zalecił mi, żebym dużo odpoczywała i się wysypiała więc staram się dostosować do zaleceń lekarskich. W związku z tym mój piękny, wyrwany naturze przyczółek ogrodu znów zarasta świeżo wykiełkownymi chwastami... Ale wobec dylematu -  angina czy anginek wygrywa to pierwsze...
Chorobowego nie wzięłam bo stwierdziłam lekarzowi na głos, że w pracy bardziej odpocznę niż w domu, z tymi  dwoma demonami.
Wisienką na torciku medycznym okazała się wymuszona wycieczka w sobotę (!) z Małym O., który w nocy dostał nagle wysokiej gorączki.
Podsumowując: na 6 dni - 4 z eskapadami do różnorodnych lekarzy. Wyjątkowo "zdrowy" tydzień.

A jeszcze przyśnił mi się znowu jakiś duch.
Duch przeszłości.

Jakiś promocyjny (z grupona) wyjazd z koleżanką i jej kuzynem. Kuzyn, do którego nic nie mam. Powiedziałabym nawet, że życzę mu jak najlepiej, bo życie mu się za bardzo nie ułożyło, ale to chyba na własne życzenie. Pogubił się trochę chłopak. Myślę, że pogubił się już dość dawno, zanim zdążył skrzywdzić parę osób. Ale swoją pierwszą decyzją, by iść drogą szóstego sakramentu, przeszedł z realnego życia na stronę abstrakcyjną i niedostępną - jak za szklaną szybę. I mimo, że po niecałym roku, chyba nawet kilku miesiącach "gruchnęło" że wystąpił, samolot odleciał. Hen daleko, nie wiadomo dokąd, w niebiosa...
Życie ułożył sobie z naszą koleżanką, tak to uroczo bywa.
Ale nie na długo spokojnie. Od innych naszych wspólnych znajomych słyszałam, że pochłonęły go finansowe machlojki i złe kobiety.
Cóż. Chyba jednak miękki był.

A tu i teraz  mamy spać wspólnie na jakimś wyjeździe. O matko! Zasnęłam uzbrojona w ostry nóż kuchenny - taki nożyk do obierania warzyw. Mały, ale bardzo zaostrzony, z wygłaskanym od ostrzenia ostrzem. W prawej zaciśniętej ręce. W obronie swojej dawno utraconej cnoty.
Przyszedł i pocałował mnie w czoło. Właściwie to nie był pocałunek. On trzymał swoje usta na moim czole długi czas. Długi czas. W końcu w półśnie, półjawie, zaczęłam oddychać ciężko.
Odsunął się. Lewym półprzymkniętym okiem widziałam jego lekko uśmiechnięte usta.
I poczułam dopiero wtedy, że w zacisniętej dłoni mam nóż.
Czy było go widać?
Nie wiem.
Chyba nie.


wtorek, 4 czerwca 2013

Sennie

Długo się nie śnił.


Czekała na Niego kiedy się pojawi. Krążyła wokół szkoły, po korytarzach, zaglądała długim spojrzeniem w grupki osób. Nigdzie ani śladu.
"No tak, w końcu trwają matury, nie ma czasu, uczy się, przygotowuje. Czego się spodziewałaś?"

Zamarzyło Jej się pójście z Nim do lasu. Mogliby zbierać grzyby, iść leśną drogą. To byłoby coś innego.
Ale nie ma Go. "I już Go więcej nie zobaczysz. Pewnie spotyka się z którąś z koleżanek z klasy". Tam były całkiem fajne dziewczyny, i do tego ładne.

Nie wiadomo skąd pojawił się przed Nią, uśmiechnięty. Siedziała na trawie, na podkulonych nogach, gołe kolana i część ud wystawały spod spódnicy. A On położył swoje dłonie na tych odsłoniętych nogach. Czy chciał je sobie ogrzać? Nie, nie były zimne, ale Jej ciało było takie ciepłe.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Pan Jakimowicz może niekoniecznie, ale pan Wasik z tą piosenką bardzo...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Wiosenne śnienie

Namierzyłam winnego długiej zimy.
Jest nim sąsiad dwie ulice wcześniej! Wieczorem przed samiuśkim Popielcem świecił lampkami na ogrodowej choince!
Winnego należy znaleźć oraz przykładnie ukarać... jaką by mu tu karę wymyślić? Hmmmm

Śniło mi się dzisiaj, że gotowałam strawę dla mojego rycerza. Rycerz siedział już na koniu, a ja dałam mu czułego mocnego całusa w czoło. I chyba pognał na wyprawę. Nie wiem, bo mi się film urwał, na skutek obudzenia się Większego K. Gotowane było coś na kształt gęstej zupy. Wyglądało smakowicie i pożywnie.
Ale uczucie "mania" swojego rycerza -  niepowtarzalne :)

Z realnego życia witamy psie kupy!
Odtajał śnieg i nieuchronnie odsłonił naszą jakże przykrą rzeczywistość.
Użyję mocnego słowa - N I E N A W I D Z Ę takiej śmierdzącej wiosny.
W sobotę na spacerze w ostatniej chwili uratowałam Małego O. przed wzięciem do rączki "kamyczka".
Taką ma dziecię skłonność, że zbiera na spacerze kamyczki i patyczki. I pomyliłby się bardzo!

Tak dla równowagi emocjonalnej kilka pięknych zdjęć ze spacerów sobotniego i niedzielnego.
Połyskujące na mchu kryształki...

Sosny niedługo już zakwitną!




Spoglądając na wschód widać jakąś cywilizację...


wtorek, 5 marca 2013

Sen powracający

Sen powracający.
Jest postęp w zażyłości bohaterów. Wcześniej Ona i On unikali swojego wzroku, szukali się, ale jednocześnie odpychali. Patrzyli na siebie z daleka, ale próby bliższego kontaktu kończyły się odrzuceniem i wyparciem.  Niby byli sobą zainteresowani, ale bali się to okazać. Szczególnie Ona. Bała się nawet na Niego spojrzeć z bliska, jak już tak się zdarzyło że byli w odległości 2-3 metrów od siebie. Miała zawsze spuszczony wzrok, albo odwracała głowę. Dlaczego?
Nie mam pojęcia, pewnie pan Freud coś by u Niej znalazł. A może nie. Może to tylko niedojrzałość emocjonalna. Nieśmiałość?
Ale od poprzedniej emisji jest progres. Zaczęli ze sobą rozmawiać. Dziś w nocy Ona zaproponowała Jemu herbatę. Zgodził się aksamitnym Tak. Nie zdążyli ze sobą zamienić więcej słów, ale byli obok siebie, stali ramię w ramię i nie chowali się przed sobą. Nie zdążyli porozmawiać ponieważ Ona szykowała coś więcej do zjedzenia. Ale poznała Jego historię od obecnych przy nich dwóch znajomych. Jest Włochem – stąd ta niesłowiańska uroda, a rodzice jakiś czas temu wyjechali na stałe do Chin. No tak, czego jak czego, ale pieniędzy to im chyba nigdy nie brakowało.

środa, 16 stycznia 2013

Taki sen... taka realita

Obudziłam się zmęczona, bo śniło mi się, że biegłam do pracy. Dystans oceniam na 5 kilometrów. Tak wyczynowo biegłam, nie martwiąc się że się spóźnię. I ten sen nie pozwolił mi się niestety wyspać.
Po wtóre, podświadomość też nie pozwoliła na nocny relaks, bo Większy K. zaczął wczoraj kaszleć, a ponieważ rodzaj tego kaszlu otrzymał kategorię " Brzydki ->umawiamy się do lekarza" więc od rana kulka w łeb.

sobota, 15 grudnia 2012

Bezsenność

3:54, znowu nie mogę zasnąć.
Może to wina tego, że jestem zawalona i nie mogę oddychać (tym razem doprawiłam się przez zbyt intensywne rozgrzewanie wychłodzonego wnętrza samochodu).
Wczoraj o tej porze zrobiłam drugiego pomponika do czapeczki dla chrześnicy i pospisywałam sobie zamówienie do FMa.
Może  to stres, chyba stres, bo wiem, że nie zdążę zrobić wszystkich zaplanowanych prezentów...
Nie zdążę fizycznie i poczta nie zdąży dostarczyć mimo, że zamawiałam już dawno (takie sobie wymyśliłam zamówienie w ksiegarni internetowej) .......

Godzinę temu w końcu nie wytrzymałam i włączyłam kompa. Wywnętrzyłam się ;), skomentowałam i trochę mi się polepszyło ;)

Miałam gonitwę myśli po całym tygodniu, a Mąż przed kolacją wyprowadził mnie z równowagi siedząc przy stole i rysując sobie po kartce jakieś bzdety. Zrobił lakoniczny, acz szczegółwy wywiad co dla kogo na prezent (poglębiając moją frustrację nad "niedoczasem"), i dalej siedział, a w zlewie gotowała się sterta garów po obiedzie. Większy K. zaczął marudzić, że nikt się z nim nie bawi, więc rzuciłam kolejną robótkę i druty, i poszłam do Niego na dywan. Mąż siedział dalej. W końcu dostał zjeb i ruszył dupę, żeby wprowadzić samochód do garażu.
No! porządek musi być! tym bardziej jak rządy nad trzema chłopami sprawuje baba ;)

Ale czasami to nawet nie ma z kim pogadać :D Hop hop, jest tam kto?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...