Trochę (ale eufemizm) denerwuję się tym, że moje starsze dziecię od września rozpocznie naukę w pierwszej klasie.
Po pierwsze dlatego, że tuż przed rozpoczęciem wakacji usłyszałam od Teściowej, iż po zgłoszeniu do kuratorium przez jednego rodzica uwagi, że szkoła jest niebezpieczna (? no.1) nastąpiła diametralna zmiana zasad panujących w szkole. Otóż uwaga: dwa fakty podane na talerzu w wersji szeptanej, nie wiem ile w międzyczasie obiegły ulic, czytaj zostały odgrzane i doprawione sosem własnym - szkoła została uznana za niebezpieczną ponieważ każdy może do niej wejść i ponieważ uczniowie biegają na przerwach.
Action wyszło takie, iż teraz w szkole nie usłyszysz dźwięku dzwonka a każda klasa ma przerwę w innym czasie (? no.2) Dzieci odprowadzane są przez panią, w grupie, trzymając się za ręce (? no.3)
Po seansie terapeutycznym, przeprowadzonym na mnie we wtorek przez pandeMonię - matkę synów, która jest przynajmniej o poziom wyżej w męsko-szkolnym wtajemniczeniu, przyszłość jawi mi się w bardziej stonowanych barwach. Konkretnie w kolorze: jako tako.
Obie ekscytujemy się od czasu do czasu egzotyczną przyprawą, której oficjalne dawkowanie jest, w moim osobistym i nie tylko mniemaniu zakazane, której esencja i aromat są takie, iż z uwagi na różnice emocjonalne i rozwojowe lepsza byłaby dla chłopców niekoedukacyjna ścieżka nauczania.
Wspominałam już kiedyś o tej sprawie, przy okazji lektury mądrej książki Pań Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej. Pani Koźminska opisuje doświadczenia i cytuje spostrzeżenia innych, którzy do tego wniosku doszli. Zainspirowana tą lekturą nabyłam "Wychowanie chłopców" Steve Biddulpha (jeszcze nie przeczytane).
I żeby wbić sobie nusz w bżóh, przeczytałam dwa wieczory temu artykuł z odłożonego w 2011 roku czasopisma "Reader's Digest", wołający do mnie z okładki żółtymi literami "Jak się uczą chłopaki".
Autorem artykułu opisującego doświadczenia kanadyjskich szkół jest John Lorinc. Wyczytawszy w nim, iż chłopcy mają trudności ze skupieniem się i wystaniem w oczekiwaniu na rezultaty, przyłożyłam ten szablon do obserwacji własnych. Pasuje jak ulał. Większy K. jak ma chwilkę zaczekać przy mnie, żebym na przykład nalała mu wody do picia, zdąży zrobić okrążenie wokół stołu i dojść na drugi koniec pokoju. Jak się z czegoś cieszy lub mocno czymś ekscytuje to podskakuje jak piłeczka :)
"Jak to dziecko wytrzyma siedząc w ławce?" - martwi się ta mamuśka we mnie.
A co mówią specjaliści?
Zdaję sobie sprawę, że każda moneta ma swoje dwie strony. Zdobywanie wiedzy o nas samych, a mam na myśli psychologię dziecięcą, prowadzi do jednych odkryć i zmian, a ingerencja technologii, brak czasu dla siebie nawzajem, pośpiech, brak refleksji, do innych. To widać.
Kończąc pisać te słowa spojrzałam na felieton Katarzyny Lengren, w tym samym numerze RD. Malarka, scenografka, autorka felietonów i wpółprowadząca programy telewizyjne dla kobiet napisała:
Jeśli będzie taka konieczność, jestem gotowa walczyć o zachowanie rozsądku.
Po pierwsze dlatego, że tuż przed rozpoczęciem wakacji usłyszałam od Teściowej, iż po zgłoszeniu do kuratorium przez jednego rodzica uwagi, że szkoła jest niebezpieczna (? no.1) nastąpiła diametralna zmiana zasad panujących w szkole. Otóż uwaga: dwa fakty podane na talerzu w wersji szeptanej, nie wiem ile w międzyczasie obiegły ulic, czytaj zostały odgrzane i doprawione sosem własnym - szkoła została uznana za niebezpieczną ponieważ każdy może do niej wejść i ponieważ uczniowie biegają na przerwach.
Action wyszło takie, iż teraz w szkole nie usłyszysz dźwięku dzwonka a każda klasa ma przerwę w innym czasie (? no.2) Dzieci odprowadzane są przez panią, w grupie, trzymając się za ręce (? no.3)
Po seansie terapeutycznym, przeprowadzonym na mnie we wtorek przez pandeMonię - matkę synów, która jest przynajmniej o poziom wyżej w męsko-szkolnym wtajemniczeniu, przyszłość jawi mi się w bardziej stonowanych barwach. Konkretnie w kolorze: jako tako.
Obie ekscytujemy się od czasu do czasu egzotyczną przyprawą, której oficjalne dawkowanie jest, w moim osobistym i nie tylko mniemaniu zakazane, której esencja i aromat są takie, iż z uwagi na różnice emocjonalne i rozwojowe lepsza byłaby dla chłopców niekoedukacyjna ścieżka nauczania.
Wspominałam już kiedyś o tej sprawie, przy okazji lektury mądrej książki Pań Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej. Pani Koźminska opisuje doświadczenia i cytuje spostrzeżenia innych, którzy do tego wniosku doszli. Zainspirowana tą lekturą nabyłam "Wychowanie chłopców" Steve Biddulpha (jeszcze nie przeczytane).
I żeby wbić sobie nusz w bżóh, przeczytałam dwa wieczory temu artykuł z odłożonego w 2011 roku czasopisma "Reader's Digest", wołający do mnie z okładki żółtymi literami "Jak się uczą chłopaki".
Autorem artykułu opisującego doświadczenia kanadyjskich szkół jest John Lorinc. Wyczytawszy w nim, iż chłopcy mają trudności ze skupieniem się i wystaniem w oczekiwaniu na rezultaty, przyłożyłam ten szablon do obserwacji własnych. Pasuje jak ulał. Większy K. jak ma chwilkę zaczekać przy mnie, żebym na przykład nalała mu wody do picia, zdąży zrobić okrążenie wokół stołu i dojść na drugi koniec pokoju. Jak się z czegoś cieszy lub mocno czymś ekscytuje to podskakuje jak piłeczka :)
"Jak to dziecko wytrzyma siedząc w ławce?" - martwi się ta mamuśka we mnie.
A co mówią specjaliści?
"Specjaliści są zgodni, z aktywność fizyczna jest bardzo ważnym elementem edukacji chłopców. W wielu szkołach wciąż jeszcze karze się uczniów za nadmierną ruchliwość, siłowanie się czy rzucanie śnieżkami. W ramach restrykcji chłopcom nie wolno aktywnie korzystać z przerw, a rodzicom nakazuje się zrobienie testu na ADHD."Pomysł oddzielnej edukacji dziewcząt i chłopców realizuje się też w Stanach Zjednoczonych:
"Leonard Sax, znany lekarz i psycholog rodzinny z Pensylwanii, twierdzi, że obecny system koedukacyjny się nie sprawdza i uważa, że rodzice powinni mieć możliwość zapisywania dzieci do powszechnie dostępnych klas męskich i żeńskich.Jako podsumowanie niech posłuży fragment cytatu z ramki w artukule opisującej to zjawisko na naszym gruncie: "A jak jest w Polsce?"
- To świetnie, że coraz więcej kobiet kończy wyższe studia - mówi Sax, powołując się na kanadyjskie dane. - Pozostaje jednak pytanie, dlaczego mężczyźni nie dotrzymują im kroku."
"Okazało się, że problem "razem czy osobno" nie jest błahy i istnieje. Tyle że mało się o nim mówi, bo jest... niepoprawny politycznie. Tak uważa prof. Anna Brzezińska, psycholog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza:John Lorinc "Jak on się uczy". Reader's Digest, 9/2011, 72-79
W Polsce w ogóle nie mówi się o tym, jak bardzo chłopcy różnią się od dziewcząt. Myślę, że niektórzy żywią przekonanie, że różnice międy płciami znikną, jeśli będziemy udawać, że ich nie ma - wyjaśniła, dodając, że polska szkoła faworyzuje dziewczynki, bo są po prostu grzeczniejsze, łatwiej je prowadzić w grupie i strofować. A chłopcy nieco się przy nich uspokajają. Tylko że sporo tracą, zauważa psycholog."
Zdaję sobie sprawę, że każda moneta ma swoje dwie strony. Zdobywanie wiedzy o nas samych, a mam na myśli psychologię dziecięcą, prowadzi do jednych odkryć i zmian, a ingerencja technologii, brak czasu dla siebie nawzajem, pośpiech, brak refleksji, do innych. To widać.
Kończąc pisać te słowa spojrzałam na felieton Katarzyny Lengren, w tym samym numerze RD. Malarka, scenografka, autorka felietonów i wpółprowadząca programy telewizyjne dla kobiet napisała:
"Nawet w trakcie przemieszczania się z domu do szkoły czy na zajęcia dzieci są odprowadzane i zawożone przez wiecznie zaniepokojonych opiekunów rozglądających się lękliwie w poszukiwaniu strasznych niebezpieczeństw. Nic dziwnego, że wychowywane w ten sposób dzieci, kiedy dorastają, zachowują się jak więźniowie. Mimo wzrastającego dobrobytu wzrasta również agresja, brak autorytetów, samookaleczanie, uzależnienia, czyli "choroby" typowo więzienne.
Budując i organizując nowe, coraz lepsze szkoły, należy pamiętać o wolności. Dzieci muszą się spontanicznie bawić, krzyczeć, śmiać i biegać. Zabawa jest tak samo ważna jak nauka, choćby nie wiem jak psuła nam, dorosłym, nerwy i jak bardzo wydawała się bezsensowna. Taka jest istota zdrowego dzieciństwa. W szkole powinno być przyjemnie, ładnie i wesoło, a nie tylko bezpiecznie i nowocześnie, a dzieci powinny mieć czas na zabawy ze sobą, bez nieustannego korygowania ich "wolnego" czasu przez dorosłych."Katarzyna Lengren "Kocioł piekielnej zupy". Reader's Digest, 9/11, 35-36.
Jeśli będzie taka konieczność, jestem gotowa walczyć o zachowanie rozsądku.
