Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2019

Grunt to orientacja

Letniej świeckiej tradycji stało się zadość i pod nieobecność Karolków mamie udało umówić się z sąsiadką na tzw. shopping (poprzednie wypady TU i TU).
I kiedy usatysfakcjonowane udanymi łowami na wyprzedażach, tuż przed 21 spoczęłyśmy w fotelach kawiarni, na telefonie pojawił się sms od Małego O.
- Zgubiłem spodnie od piżamy.

A był to czwarty dzień obozu piłkarskiego, na którym przebywał młodszy syn. Od początku owego obozu zdążył zgubić (i znaleźć) getry oraz zapodziać koszulkę meczową. Druga zguba została zgłoszona przez Mamę Karolków trenerowi, ale jak można się było spodziewać, szybko się odnalazła.
Tymczasem dziecku groziła noc w niekompletnym stroju do spania, więc szybko acz trzeźwo (znając jego zwyczaje dotyczące stylu rozbierania się) odpisałam:
- Pewnie masz w łóżku, poszukaj dobrze.
Sąsiadka - pedagog i matka dwóch córek - słysząc o problemie, poradziła (jakże zdroworozsądkowo!) zapytać:
-  A gdzie zgubiłeś?
Nie minęła nawet minuta kiedy przyszła odpowiedź:
- Znalazłem
- :-)


Uff ... można było zatem spokojnie sączyć matcha latte na ciepło...

W sumie, po wykonaniu prania, bilans wyjazdu okazał się ujemny:
- minus koszulka sportowa na krótki rękaw,
- minus spodenki treningowe,
- plus obie getry najlepszego kolegi, z którym dzielił pokój.




Tymczasem zaczynamy rodzinne wakacje.
Udanej reszty sierpnia dla wszystkich!


💚💚💚💚


wakacje 2018



sobota, 13 kwietnia 2019

Po zimie

W tym tygodniu powiesiłam na gałęzi sąsiadowej brzozy ostatnią kulkę z ziarnami dla ptaków.
Zostały mi jeszcze słoneczniki z własnej hodowli, które jak tylko zniknie kulka włożę do karmnika i - hulaj dusza - wiosna w pełni.
Zauważyłam tej zimy wyraźną różnicę w
zachowaniu ptaków. W zeszłym roku wróble przeganiały sikorki.  Teraz, z jednej strony wyjadała ziarna sikorka, z drugiej siedział wróbel. Zgodnie, spokojnie, bez paniki.
Udało mi się znów zobaczyć sójkę, przyleciały też dwa inne gatunki ptaków, ale musiałabym wziąć atlas żeby sprawdzić, kogo mieliśmy przyjemność gościć.

Dokarmianie ptaków zimą to nie lada wyzwanie i odpowiedzialność. Jak już się zacznie, nie można zawieść zwierząt.

I cały czas zachodzę w głowę, kto urwał z gałęzi duży  kawał od słoninki... Musiał to być większy egzemplarz ptaka.




niedziela, 24 marca 2019

Przesadzanie

Przesadziliśmy dąb, który wyrósł nam wśród krzaków agrestu i lawendy.  Miał może 3 lata, ale zeszłego roku przerósł już nawet Tatę Obe.
Rozważaliśmy przeniesienie go w róg działki, ale ostatecznie wylądował w lasku, który kilka lat temu przetrzebiła letnia wichura.
Zanim wykopaliśmy dołek pod korzenie okazało się, że wybrane miejsce jest jakąś pozostałością po wysypisku śmieci: sznur, rdzawa ziemia, resztki płytek, resztki ubrania. Głęboko w ziemi. Samo to miejsce jest zaniżone, wygląda jakby faktycznie była tu zasypana rozległa dziura w ziemi.
Wlalismy dwie konewki wody.  Będzie bliżej do opiekowania się nim dopóki nie chwyci się ziemi.
Przy okazji wynieśliśmy z trawy obok 10 puszek po piwie. (Trochę boję się o dąbka żeby nie został bezintetesownie połamany przez miłośników odpoczynku pod chmurką...)
Miesiąc temu poszliśmy na spacer po lesie z reklamówką. Po listopadowym naszym wypadzie myślałam, że trochę będzie lepiej, a tu torba znów pełna butelek szklanych, plastikowych i puszek. W pewnych miejscach byłam załamana widokiem: jakby jaki Zły chodził po naszych śladach i robił jeszcze większy bałagan.

I nowe osiedle: zadbane ogródki, umilające oko gadżety w stylu vintage na tarasach oraz w oknach. A za osiedlową drogą las z własnoręcznie utworzonym pobudowlanym śmietniskiem pod nosem.

Największym zagrożeniem dla świata, w którym żyje człowiek jest on sam.

sobota, 22 lipca 2017

Jeszcze tam dojadę


Jak widać, a raczej nie widać, mój urlop już się skończył.
Ciągle jednak wracam w opowiadaniach lub myślach do tego, co widziałam.




W tygodniu uraczyła mnie tym [KLIK] filmem koleżanka-ogrodniczka (właściwie: architekt zieleni).


Przypomniała mi tym samym, a uświadomiłam sobie to widząc dyskutantkę Mai, że przed wyjazdem miałam w planach mocne postanowienie odwiedzenia pewnego miejsca.

Ostatecznie, nie trafiłam tam. Brak samochodu, pogoda, która była wyzwaniem samym w sobie, nie ułatwiały swobodnego podróżowania. I kiedy teraz po powrocie sprawdziłam mapę okazało się, że to czego nie mogłam dokładnie umiejscowić przed wyjazdem, było tak naprawdę całkiem blisko. Może nie na wyciągnięcie ręki, ale prawie osiągalne. Przy pewnym wysiłku, szczególnie by przekonać moich synów, mogłam TAM dotrzeć.

Może za rok...?

:-)))



piątek, 7 lipca 2017

A niech tam

Po 21 słychać jeszcze krzyki chłopców. Bawią się na ogrodzie piłką i hałasują  jakby ich tu była cała klasa. Podziwiam właścicieli za ich cierpliwość i spokój.
Przypomina mi się moje dzieciństwo. Lato, wakacje pod blokiem, do zmroku.
Niech biegają, niech się wyszaleją. Mają nowych, poznanych tu kolegów, bawią się razem.

Choć na chwilę poluzuję "moje warkoczyki"...
Rano drapią się pogryzieni przez komary. Ale było fajnie :-).

I ja mam swój raj na ziemi. Łąki z kwiatami tworzące niewyobrażone wcześniej połączenia.
Takie proste. Żałuję, że nie umiem malować, nie mam zdolności artystycznych. Jedyne co mi przychodzi do głowy to odtworzyć te połączenia u siebie pod domem.




Nieznane gatunki złocieni polnych (czyli pewnie uciążliwych chwastów).

Odkrywam lokalne zwyczaje wspólne ze zwyczajami w mojej rodzinie. Czyżby nasze korzenie sięgały na Kaszuby?

Czuję się tu wspaniale.


poniedziałek, 3 lipca 2017

Co nie wybije to wzmocni

Tą parafrazą znanego powiedzenia chciałam zagrzać Kalinę, by nie poddawała się po kataklizmie jaki spotkał Jej świeżoobsadzone doniczki.

Wiem, że boli i przykro. Sama zastanawiam się co zastanę u siebie po powrocie z urlopu, gdyż albowiem co prawda mąż dostał polecenie podlewania, ale ... jakoś tak po męskim podlewaniu rośliny nie wyglądają z reguły tak, jak (moim zdaniem) powinny.

I tu mogę nieśmiało wyciągnąć dłoń do uścisku: Kalinie spustoszenie zrobił żywioł,  u mnie spustoszenia dokonuje świadoma decyzja.

A oto jak radzą sobie z zielenią w Kartuzach.


Bardzo mi się to rozwiązanie spodobało.

To samo widzę podczas codziennych spacerów na łąkach i poboczu dróg.


piątek, 30 czerwca 2017

O truskawkach

Trafiliśmy do Krainy Truskawek. Nie słyszałam o niej dotąd. Jak to człowiek niewiele wie...
Kraina stoi owsem i truskawkami właśnie. Myślałam, że zostawiliśmy naszą grzadkę hen daleko stąd, z myślą, że sezon się kończy, że już sobie nie pojemy, a tu taka niespodzianka.
Okolica pachnie.

Idziemy prawie sześć kilometrów a po drodze pola. Kupiliśmy czerwone, nagrzane słońcem truskawki bezpośrednio od rolnika. Szliśmy tak z myślą, że żeby zjeść będziemy musieli sobie nazrywać, wiadomo, pole jest, koszyczki leżą, ludzi brak. Ale trafiliśmy dalej na gospodarstwa, które truskawki sprzedają prosto z pola.

Cała kobiałka zniknęła w ciągu 4 godzin. Dojrzałe, słodziutkie soczyste.
Truskawkowy raj na ziemi.

 
 

piątek, 5 maja 2017

Bociany mówią




- Mamuś, a co bociany robią latem?

- Opiekują się swoimi młodymi a pod koniec lata, w sierpniu, zbierają się żeby odlecieć z Polski.

- A ja myślałem, że jesienią odlatują. Mamuś, a w Egipcie, jak bocian z Polski i bocian z Niemiec się spotkają  to w jakim języku  mówią?

...

- A w Anglii są bociany?

- Hm, chyba nie, tam jest inny klimat, nie wydaje mi się, żeby w Anglii były bociany.






sobota, 25 marca 2017

A wiosną...

... są lepsze i gorsze dni.

Pierwszy dzień wiosny upłynął pod wyjątkowo fatalnym znakiem, drugi był nieco lepszy, trzeci znów kiepski. I w dodatku nie zdążyłam napisać w czwartek notki, a nadszedł dzień czwarty, czyli ...wczoraj. Zastanawiałam się jakiż on będzie w związku z ... (o tym za chwilę).

I okazało się, że był całkiem niezły. W skali od 1 do 10 daję mu chyba dziesiątkę.

Od czego to zależy? Otóż zagadka została rozwiązana: uwaga, cytuję rozmowę* z Candelarią Saenz Valiente, argentyńską malarką, reżyserką i wokalistką, występującą pod pseudonimem "Pictorial Candi". Mieszka w Warszawie, ma męża Marcina Maseckiego:

Jak wyglądasz odstrzelona?
Na co dzień się nie maluję i chodzę w czym popadnie. Także fajny makijaż i przemyślany ubiór dają mi poczucie, że wykonuję wokół siebie niecodzienne czynności. Niestety, czas pryska, kiedy przychodzę tak odpicowana na imprezę, a nikt poza mną nie poświecił tyle czasu na przygotowania (śmiech). Wtedy moje poczucie atrakcyjności momentalnie spada, odczuwam wręcz wstyd i mam ochotę zapaść się pod ziemię. Aha, i czuję się świetnie, kiedy włosy mi się ułożą!
Chyba wszystkie tak mamy. Jak włosy źle, to całe reszta źle. A jak dobrze, to już mało co trzeba robić. (...)

No to informuję, że włosy OK, zrobiłam sobie makijaż, i właśnie jadę TAM.

A w przerwie programowej proszę sobie obejrzeć moje kokusy. Wreszcie wygladają tak jak powinny, tj. są fioletowe i w gromadzie. Czy też mają się obiektywnie dobrze ;-)




   

* Kucel Monika, Puchalska Paulina, Długo i szczęśliwie, "Wysokie Obcasy"  2017 nr 8 (920)
 



niedziela, 29 stycznia 2017

Okno

W tym roku do karmnika, który widzę przez okno w kuchni, dosypujemy "nasiona oleiste" zakupione w niemieckim supermarkecie na A. Po dokładnym przestudiowaniu etykiety wyszło, że są to orzechy ziemne, ale rozmiarem ustępują tym solonym. ;-)
To pożywienie bardzo smakuje sikorkom. Lubię stać i patrzeć jak przylatują i porywają po ziarnie. Potem siadają na gałązce i jedzą. 
Małż stwierdził, że trzeba nabyć kulki z tłuszczu i nasion, które widział w innym sklepie, bo w zeszłym roku chętnie przylatywały do nich sójki. I zatęsknił za nimi [KLIK].
Muszę sprawdzić czy kawałki słoniny zawieszone przez Babcię wysoko na brzozie (w celu ochrony przed Milką) nadają się jeszcze dla ptaków.
Od jutra wracam do pracy a tydzień czeka mnie nielekki, z ważną kontrolą w tle.

Megi snuje ogrodowe opowieści a u mnie na kompoście post z sierpnia leży. Ale... już się dogadałam z Małym O., że słoneczniki wysiejemy za murkami. Zrobimy szpalery w trzech miejscach. W zeszłym roku parę wydałam sąsiadom, resztę wydziobali ptaszory. :-) I tak miało być. 
I nie zdążyłam się pochwalić, ale jesienią zasadziłam dwie różne odmiany czosnku. Tu natchnieniem była Margarithes. Jedną w różach, drugą bliżej lawendy.
To takie małe radości, które rozgrzewają mi serce. 

Znów śniła mi się szkoła. Dostałam na koniec zeszyt z wpisami od różnych osób, z którymi się znałam. Bardzo byłam ciekawa KTO i co napisał. Czy można wejść jeszcze raz do tego snu?

Na koniec mała zjadliwość: można skończyć studia w kierunku, a nie umieć skręcić poprawnie zdania. Przykra konstatacja. Zęby bolą jak się czyta, więc nie kończę. Mam ochotę "dać po łapach" i pokreślić tekst jak nauczyciel w zeszycie. 
Tu przychodzą mi do głowy słowa jednej z bohaterek powieści, o brutalnej szczerości u starszych osób. 
Może i się starzeję. 
Ale sama też jestem pod ostrzałem.

... po raz czwarty zrobiłam wuzetkę...

:-))))






środa, 10 sierpnia 2016

Czy się spieszyć

Ostatnia lektura [a jednak czytam, heh] nastroiła mnie mocno refleksyjnie pod kątem realizacji ogrodu.

Cieszy mnie zatem każdy kamień ułożony pod domem i wsadzona roślina, wyrwany żywiołowi chwastów kawałek ziemi. Choć wykończenie przeciąga się w czasie i przyznaję z ręką na sercu, dotąd wzbudzało we mnie frustrację, nabrałam właściwie przekonania, że radość sprawia mi tworzenie. Celem stało się nie osiągnięcie wykończonego, zaplanowanego ogrodu, lecz droga, która do tego prowadzi...

Wiem, dziwaczeję...

Mój ogród, który stał się łąką.  Tak wyglądał zaraz po powrocie znad morza. Moim, nie jego.

ostrość średnia, bo było pochmurno
Z małych radości, prezentuję begonie, które w tym roku dały się polubić i całkiem nieźle wdzięczą się na tle fioletowo kwitnącej bakopy.



Moim faworytem w tym roku jest komarzyca. Bezsprzecznie Namber Łan!
Ta o fioletowych liściach. Jest nieprawdopodobnie żywotna, pięknie się rozrasta, wytrzymuje lekkie nienawodnienie i tym samym nominuję ją do przyszłorocznych klombów na schodach wejściowych. Polecam z całego serca.

I wreszcie zakwitły mieczyki o biskupim kolorze.

Na koniec fauna: w zeszłym tygodniu wykluły się jascury vel dinozarły. Grasują gdzie się da, szczególnie zaś w słoneczne dni.


środa, 6 lipca 2016

Przedpołudnia

Od niedzieli nie byliśmy na plaży. Popołudnia obfitują w opady i burze. W poniedziałek wybraliśmy się po prasę sportową i świeży zasób owoców korzystając z przerwy pomiędzy chmurami.

Zdjęcia pochodzą z piątkowego i sobotniego przedpołudnia. Na rowerach pojechaliśmy kilka kilometrów na wschód by wyjść nad morze w mniej uczęszczanym miejscu. Stąd do najbliższego wyjścia plażą jest równo 3 km.



uciekający teletubiś
hołd dla stolicy Francji
kopanie tuneli pod plażą; sonda wpuszczona do korytarza nr 3


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Łupy z niedzielnego (popołudniowego) spaceru po terenach z zabudową letniskową.
Podmokłą łąkę zdrenować i zabudować domkami po powierzchni 90 m kw.
Fajnie, fajnie; stylowo - wyrośnięta domowa jukka z nędznymi trzema listkami na końcu, lecz zgrubiałym u dołu i wyciągniętym w formie lejka dwumetrowym pniem wkopana razem z donicą w przydomkowy trawnik.
Ale czy koniecznie trzeba tak bardzo mieć? Z dzikich, urokliwych miejsc nie pozostawimy po sobie nic naturalnego.
Bliżej natury?



Tubylcza julia, co roku spotykana pod sklepem przy piwku, dopytywała się gdzie mam działkę. "Nie mam".






To mogłaby być moja działka...

 
Wczoraj odwiedziliśmy miasto powiatowe. Kilka razy byliśmy tam przejazdem.
Myślę, że warto wrócić na dłużej i dokładniej je zwiedzić.

A dziś znów trzeba przemykać miedzy dziurami w chmurach.

sobota, 2 lipca 2016

Artystka w plenerze

Że natura jest najwspanialszym artystą, można przekonać się widząc taką łąkę.

Dwubarwna, tylko żółta i fioletowa.

Tak to sobie obmyśliła, a ja jestem zachwycona tym połączeniem. Niby takie nietypowe, a jakże urzekające i dojrzałe.

Mijałam to miejsce dwa razy dziennie. Ale w końcu wysiadłam z samochodu i zrobiłam zdjęcia. Niestety poranne słońce nie pozwalało na wyraźną ekspozycję barwy żółtej, natomiast popołudniowe zamykało kwiaty wiesiołka do tego stopnia, iż myślałam że zupełnie przekwitły.  Wniosek: zamierzam zainwestować w bardziej profesjonalny sprzęt fotograficzny. ;-)

A za tydzień, kiedy wrócę na trasę, może być tu coś innego.
Tymczasem w tygodniu przed zakończeniem roku szkolnego było tak.

Około siódmej rano:



zdjęcia z telefonu - nic nie widziałam na ekranie kiedy je robiłam




A po 10 godzinach było tylko fioletowo:




wtorek, 23 lutego 2016

Przedwiośnie

Ponoć ten deszcz co pada jest już wiosenny.
Może i tak.

Gaja już dwa tygodnie temu przycinała winorośl.
A ja mam taki plan, żeby "uporządkować" winobluszcz, który panoszy się niemiłosiernie na siatce. Zagarnęłam i pozakręcałam łyse jeszcze bicze na jedno przęsło. I zamierzam nie dopuścić by się rozlazł dalej. Konieczne będzie ostre i wielokrotne cięcie w sezonie, bo już w zeszłym roku pokazał, że nie ma dla niego granic. Jest strasznie ekspansywny!
Teraz, kiedy nie ma liści zachwycają mnie jego pofalowane gałęzie i miałam pomysł by tak ukształtować to, co rośnie, żeby zgrubiałe pędy układały się w jakiś wzór kiedy nie ma na nich  liści... Bo kiedy liście zasłonią, to nikt nie będzie widział tego planu...
Tak, nie pozwolę mu dalej iść, bo gdzieś tu ma się zacząć ściana z różami. Albo albo. Ale do tego przęsła może sobie szaleć (oczywiście w granicach mego przyzwolenia), bo wtedy zasłoni słomianą/bambusową (?) matę, która przymocowana od strony sąsiada, szarpana jest przez wiatry i właściwie nic już nie zasłania... Tylko ja muszę od czasu do czasu zbierać suche patyki. Co mnie źdzebko wkurza, nie powiem.
Z drugiej strony nie rozumiem, czemu sąsiad, od którego winobluszcz bierze swoje pochodzenie, pozwala mu się tak niecnie rozrastać. Włazi na wszystko, nawet na jego 4 metrowe iglaste niewiemco. Ja bym na to nie pozwoliła. Moim zdaniem taki winobluszcz wszystko zagłuszy. Może nie mam racji, ale nie podoba mi się taka polityka ;-)

Wiem, wiem... u mnie nie lepiej. Od maja nie mogę się doprosić by małżonek wywiózł gruz (bo stwierdził, że to zrobi). No przecież nie muszę mu co kwartał przypominać, że ma to zrobić, prawda? Tylko, że gdybym natenczas zamówiła kontener i wszystko sru wrzuciła jak leci, porządek byłby już daaawno temu zaprowadzony. A tak, co? Lęgowisko jaszczurek i pajonków. Dobre i to :-)
Na froncie buahahaha!
(Może z uwagi na takie sąsiedztwo sąsiedzi nie mogą domu sprzedać, hmmm...)

A jeśli chodzi o faunę, to dzięku karmnikowi, słoninie na drucie i sklepowej kulce tłuszczu z nasionami mamy zapewnione niezwykłe odwiedziny. Sikorki i wróbelki to są stołówkowicze regularni. Ale parę tygodni temu widziałam gile, a w tę niedzielę mąż zawołał mnie, że jest "ten ptak". Widzieli go z chłopakami tydzień czy dwa temu. Mówili, że "taki z czerwonym"...
Najpierw obstawiałam gila co to go sama widziałam. Potem dodali, że z długim ogonem, no to padło na dzięcioła, co tu różne bywają więc czemu i nie dzięcioł, prawda. A co się okazało?
Okazało się, że to sójka była.
Gdzie sójka na czerwone? Mąż twierdzi, że skrzydła ma.
Na co ja, że raczej "cappucino" ;-)

Sójka wygląda tak:

To chroniony ptak, podobnie jak gil.
Zdjęcie sójki pochodzi z tej strony: http://www.glosy-ptakow.pl/sojka

Ci, którzy znają mnie z facebuka wiedzą, że w naszej okolicy znów toczy się wojna o to, co ważniejsze. Tym razem plan jest by poprowadzić linie 2x400kV. W czasie sobotniego spaceru, kiedy wyprowadziłam Karolki by im gile ... pod nosami obeschły... widziałam jakiegoś miłośnika przyrody z aparatem foto zaczajonego przy nieczynnych torach. Wczoraj na f. pojawiło się zdjęcie bielika. Bardzo możliwe, że to ten fotograf "polował" na niego, bo gdy my przeszliśmy, ponad drzewami uniosły się dwa ptaki.

Mamy tu taki obszar gdzie fauna pokazuje się z jak najlepszej strony... Co ją czeka? Tylko zagłada ze strony homo non sapiens?

Wiosny w lesie nie widać, oprócz bazi ;-)
Ale pod domem, i owszem.

Tulipany oraz konkurencja w postaci tzw. chwasta.

A tu poutykane w donicy żonkile. Stokrotki jeszcze uschnięte, całość osłonięta "jedliną", ale jak pogrzebać wśród liści, życie wygląda spod kołderki aż miło się robi na serduchu :-)


No to do wiosny, panie sierżancie!





poniedziałek, 8 lutego 2016

Co zrobić z kaloriami?

Ponieważ internet odmówił w sobotnie popołudnie i wieczór posługi, oto post, który powstawał w piątkowy wieczór.

Siedzę, czytam i coś bym chciała napisać. Bo mię nosi.
Nosi mnie chyba nadmiar kalorii i glukozy skonsumowany wczoraj, czyli w Tłusty Czwartek.
Do poniedziałku powinnam wyspać się z tych trzech pączków, które zjadłam. Lepiej nie kusić losu i jeść, skoro mają przynieść powodzenie, prawda?

Nawiązując zatem do wdzięcznego tematu kalorii poopowiadać chciałam o czekoladach, które ostatnio stanęły na mojej drodze.
Na urodziny od Małżonka, a trochę wody w Warcie upłynęło od tego czasu, dostałam dwie czekolady. Jedna z nich, której zdjęcia tu nie umieszczę, znalazła się w moich łapkach po raz drugi. Kupić ją można w portugalskim dyskoncie na druga literę alfabetu. Zawiera rodzynki w rumie oraz laskowe orzechy w wersji niepokruszonej na miazgę i naprawdę wyczuć można w niej rum. Uwaga na nią, bo kusi bardzo i jeśli nie znajdzie się obok ktoś kto podzieli z Tobą zachwyt lub od kogo dostaniesz po łapach za kolejny "tylko kawałeczek", to można z nią sobie poradzić niezauważalnie w ciągu kilkudziesięciu minut...
Może są i lepsze czekolady, ale ta ma swój urok. Dla mnie na pewno. Potwierdziła to dwukrotnie.


Druga z nich wpisuje się w klimat mojego odkrycia półrocza i odkrycia w ogóle. Kardamon.

Ciemna czekolada, z kawą i kardamonem.

Od kiedy jadąc pod koniec sierpnia w góry, podczas przystanku we Wrocławiu napiłam się po raz pierwszy w MC kawy Chai Latte i doczytałam się na saszetce rossmannowej herbatki Indischer Tanz, że powinna być pita z mlekiem, jestem oddana fanką takich połączeń.

A tu gorzka czekolada z imbirem. Ze lidela. ;-)
Ciekawe połączenie. Można zjeść 2-3 kostki na raz. Więcej to masochizm.

A na koniec pączki.

hortensja (jeszcze w doniczce) przechowana przed mrozami w przedsionku i garażu
tak wygląda przy ziemi. Wiosna, panie, idzie!
Tu pączki bardziej jadalne. Z figi, również przechowanej przed mrozami:



Kalorie można oczywiście spalić, tylko po co, kiedy można się nimi pozachwycać?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...