wtorek, 18 kwietnia 2017

Porażka przez duże P

Chyba popadłam w marazm.

Mimo, że za oknem wiosna, jakoś trudno wykrzesać mi z siebie entuzjazm i chęć do pracy w ogrodzie.
Nie ułatwiają mi też tego moje dotychczasowe "osiągnięcia". Oto porażka przez duże "P", choć pokazuję to zdjęcie również dla rozśmieszenia towarzystwa. Na pierwszym planie bratki, których zakupiłam dwa razy po 20 sztuk, i z których ostały mi się 2 sztuki.

Reszta wygląda/ła tak.:


Przed świętami kombinowałam, że dokupię parę nowych sztuk, plus parę prymulek i stokrotek, ale wymieniłam je dziś na przycięte "wystawowo" kulki bukszpanów. Tak sobie umyśliłam wracając wczoraj samochodem ze świąt u Rodziców.

Nie wiem skąd mi się to wzięło. Jak pomyślę, że 3 lata temu ograniałam bloga (w tym recenzje), ogródek i dzieci to nie wierzę własnym myślom. Cóż rzec - albo ktoś ze mnie wyssał energię, albo to energia uszła ze mnie, od kiedy od zeszłego roku pozmieniało mi się mocno w życiu zawodowym.

Może powinnam sobie stawiać małe, ale widoczne cele, tak jak te dwa bukszpanki dzisiaj?
Bo przyroda nadal mnie cieszy i zachwyca, choć i smuci, bo biedne sasanki nie mają siły się pokazać w pełni, a tulipany stoją od tygodnia w zamkniętych pąkach, a tu właściwie można byłoby już zasiać słoneczniki, wysadzić cebulki mieczyków, przyciąć i wsadzić resztę lawendy.

tu sasanki w początkowym stadium, ale aktualne niewiele się różni; może tylko dłuższe badylki mają

A to miała być cimcifuga (pluskwica), a wyszedł ciemiernik. Tak to jest jak się przez internet kupuje. ;-)
Roślinka zostanie, ale pluskwica nadal pozostaje do zakupienia.

opis na doniczce mówi Cimcifuga, hmm

I tak to się kula, miało być dobrze, a wyszło tak jak zwykle...

Ach, i zapomniałabym o czosnkach - oto one, te większe, reszta wygląda jak pojedynczy szczypiorek:




P.S. W zasadzie nie lubię smęcić, ale stwierdziłam, że jak sobie tutaj pomarudzę to może mi sie polepszy i przejdzie???
P.S.2. Tylko na kogo? ;-)


piątek, 31 marca 2017

"Nie-Boska komedia" - czy komedia?

Autor: Zygmunt Krasiński
Tytuł: "Nie-Boska komedia"
Wydawnictwo: Arcanum
Miejsce i rok wydania:  Bydgoszcz 1991
Liczba stron: 128

Lektura szkolna


"Nie-boska komedia", którą czytałam w liceum pozostała w mej głowie z wyrytym nieusuwalnym hasłem "dzieło genialne". Ciekawa byłam czy po latach to wrażenie nie zniknie...

Pierwsza, romantyczna część dramatu wzbudziłą moją lekką irytację melodramatycznością i nadmiernym uduchowieniem, egzaltacją i odrealnieniem.

Ale geniusz Krasińskiego jak dla mnie ujawnia się nieco dalej i tkwi w historii społecznej opowiedzianej za kulisami rozgrywających się wydarzeń, w tle czynów i planów hrabiego Henryka (Męża). Ponownie zachwyciła mnie przenikliwość autora wobec zakusów polityków i meandrów historii, bezbłędne rozpracowanie planów tych, którzy pod hasłami rewolucji i zburzenia starego świata, nadania praw i przywilejów dotychczas pokrzywdzonym (czy po prostu: daniu im chleba) wprowadzają zmiany obracając w proch dotychczasowy dorobek i status quo rodzaju ludzkiego. Obalają stare warstwy uprzywilejowane by na ich miejsce powołać do życia nowych, lecz tym razem swoich "arystokratów".
Zaś w głębi myśli, w na dnie tego dna historii, w tym niestałym świecie, i wśród walk, głodu i rzezi jedyną cnotą i stałym oparciem jest umiłowanie życia rodzinnego.

Czy to komedia?
Jeśli spojrzymy na przedstawione losy prześmiewczym okiem kogoś kto widzi więcej, to uzasadniony tytuł i mieści się w tym gatunku. Nie można brać wszystkiego dosłownie i na serio.
Spójrzmy na rzeczywistość z boku - czy to co się wokół nas współcześnie dzieje nie jest również swoistą komedią...?


Wpis bierze udział w wyzwnaiach:
- "W 200 książek dookoła świata",
- "Gra w kolory III (2017)" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie".

sobota, 25 marca 2017

A wiosną...

... są lepsze i gorsze dni.

Pierwszy dzień wiosny upłynął pod wyjątkowo fatalnym znakiem, drugi był nieco lepszy, trzeci znów kiepski. I w dodatku nie zdążyłam napisać w czwartek notki, a nadszedł dzień czwarty, czyli ...wczoraj. Zastanawiałam się jakiż on będzie w związku z ... (o tym za chwilę).

I okazało się, że był całkiem niezły. W skali od 1 do 10 daję mu chyba dziesiątkę.

Od czego to zależy? Otóż zagadka została rozwiązana: uwaga, cytuję rozmowę* z Candelarią Saenz Valiente, argentyńską malarką, reżyserką i wokalistką, występującą pod pseudonimem "Pictorial Candi". Mieszka w Warszawie, ma męża Marcina Maseckiego:

Jak wyglądasz odstrzelona?
Na co dzień się nie maluję i chodzę w czym popadnie. Także fajny makijaż i przemyślany ubiór dają mi poczucie, że wykonuję wokół siebie niecodzienne czynności. Niestety, czas pryska, kiedy przychodzę tak odpicowana na imprezę, a nikt poza mną nie poświecił tyle czasu na przygotowania (śmiech). Wtedy moje poczucie atrakcyjności momentalnie spada, odczuwam wręcz wstyd i mam ochotę zapaść się pod ziemię. Aha, i czuję się świetnie, kiedy włosy mi się ułożą!
Chyba wszystkie tak mamy. Jak włosy źle, to całe reszta źle. A jak dobrze, to już mało co trzeba robić. (...)

No to informuję, że włosy OK, zrobiłam sobie makijaż, i właśnie jadę TAM.

A w przerwie programowej proszę sobie obejrzeć moje kokusy. Wreszcie wygladają tak jak powinny, tj. są fioletowe i w gromadzie. Czy też mają się obiektywnie dobrze ;-)




   

* Kucel Monika, Puchalska Paulina, Długo i szczęśliwie, "Wysokie Obcasy"  2017 nr 8 (920)
 



niedziela, 19 marca 2017

"Niezła draka, Drapak! Puść to jeszcze raz"

Autorzy: Sztybor, Kaczkowski
Tytuł: "Niezła draka, Drapak! Puść to jeszcze raz"
Rysunki: Tomasz Kaczkowski
Wydawnictwo: Egmont Polska Sp. z o.o.
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 48



Już nie pamiętam jak to się stało, że weszłam w posiadanie tego komiksu. Wydaje mi się, że znalazłam go w Empiku, prawie dokładnie rok temu. Do kupienia zachęciła mnie informacja, że został nagrodzony w drugiej edycji konkursu im. Janusza Christy na komiks dla dzieci. Starszy miał akurat fazę na czytanie komiksów. Zaczęło się bodajże od Asterixa i Obelixa. Jakiś czas później podsunęłam mu Tytusa, Romka i Atomka, Binio Billa, Antresolkę Profesora Nerwosolka, czyli to wszystko, co sama czytałam na ostatniej stronie "Świata Młodych". :-) . Przy łóżku nadal leży i czeka na oddanie do biblioteki Kleks.
Ale do ad remu, jak mawiał św. pamięci mój dyrektor.
Było nie było komiks został kupiony. Wygląda na to, że autorzy mają już na koncie wydawniczym kolejne wspólne dziecko.
Pierworodny udał im się nieźle: wyrazista grafika, ciekawe choć dziwaczne postaci, żartobliwa fabuła. Co prawda syn stwierdził "dziwny", ale tak bywa gdy czytelnik nie jest zbyt doświadczony. ;-)
Dzieło Sztybora i Kaczkowskiego to zabawa konwencją - pastisz komiksów o superbohaterach. Autorzy zresztą bawią się nie tylko narracją, wystarczy dokładnie przyjrzeć się rysunkom, by stwierdzić, że mrugają okiem do pokolenia takich jak oni. Smaczki Panie!

Kornel, małolat (albo i nie, ale tak wygląda) pracujący w antykwariacie (uwaga na szyld) bywa wzywany do ratowania miasta. Występuje wówczas jako Drapak. Wygląda na to, że regularnie zostaje za to oficjalnie nagradzany przez władze miasta (z fajerwerkami). Zdarza się (a tak tu jest), że koliduje to z takim wydarzeniem jak impreza urodzinowa jego najlepszego przyjaciela Chrobota (na visus Yeti ze słuchem absolutnym). Ale superbohater jest podzielny i pod pozorem wyjścia do łazienki, obskakuje dwie imprezy na raz, co w pewnym momencie kończy się tym, że wpada na prywatkę w stroju "służbowym". Jakże oczywista gafa; czy któryś z amerykańskich pierwowzorów miał taką na swoim koncie? Nie wiem, nie znam tak dokładnie treści pierwowzorów, ale wyobrażam sobie, że nie.

Superbohaterska konwencja ma w sobie dużo autoironii. Szeryf jest najbardziej bojaźliwym mieszkańcem miasta, zachowania bohaterów mają swoje korzenie w dzieciństwie, dialogi brzmią jak ze skeczu kabaretowego. Zakręcona fabuła wnosi współczesne wynalazki techniczne, jak drony upowszechniające muzykę wykorzystane tu do opanowania świata.

Warto zobaczyć i przeczytać: ten komiks to coś innego, niejednoznacznego...



Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Gra w kolory III (2017)" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";
- "W 200 książek dookoła świata  - 2017.





środa, 1 marca 2017

Kto-co-kiedy, czyli mężczyźni w akcji

Rozmowa przy stole, w trójkę, jedno obok drugiego.

- Chciałam wam powiedzieć, że Tata ma urodziny za tydzień, a dokładnie w środę, 8 marca. Co wymyślamy na prezent?
- Ale kiedy?
- Tak jak powiedziałam:  za tydzień, a dokładnie w środę, 8 marca.
- Ale imieniny...?


poniedziałek, 27 lutego 2017

Julia Fiedorczuk "Nieważkość"

Autor: Julia Fiedorczuk
Tytuł: "Nieważkość"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Marginesy
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 288


Jak ja lubię czytać opisy i recenzje zamieszczone na obwolucie...

Zastanawiam się czy to możliwe, że kilka słów może nam zakreślić w głowie obszar, w którym znajdzie się wszystko. Nie da się. I dotyczy to także mojej próby. Świat, który powstaje jest tylko jedną z projekcji, do której dostęp ma jej autor i nieliczne grono współodczuwających.

"Zmysłowa, pełna tajemnic i mrocznego erotyzmu opowieść o poszukiwaniu duchowej wolności".
"Trzy kobiety, z których każda - w poszukiwaniu samej siebie - musiała zejść do innego piekła. Trzy losy naznaczone namiętnością i pragnieniem piękna."

Czy któraś z trzech przedstawionych w "Nieważkości" kobiet osiąga wolność?

Zuzanna, która wygląda na najbardziej wrażliwą z trójki, przeżyła miłość i duchową i fizyczną będąc jeszcze nastolatką. Epizod z profesorem rysunku, malarzem i nauczycielem - całe szczęście, że to był taki właśnie związek. Wyzwolilo ją to z zależności duszy od ciała i oddziela fascynację fizyczną od uczucia.

Nie wiem, czy sama zdaje sobie sprawę z tego, skąd bierze się jej zamiłowanie do poznawania i fascynacja językami... Myślę, że to wewnętrzna, nieuświadomiona potrzeba kontaktu, ułatwiania sobie porozumienia z takimi osobami, które nie chcą lub nie potrafią skomunikować się ze światem. Widzę w jej greckiej wyprawie przekonanie o tym, że niedostępny artysta da się namówić na kontakt. A obawa przed ponownym zranieniem i równie głębokim związkiem, kończy się kolejną "ucieczką" po zakończeniu każdego projektu. Zuzanna zmienia pracę mimo, że odnosi sukcesy... Pozostaje twardą i niezdobytą kobietą.

Najbardziej ponura postać to dla mnie Helena, dla której życie składa się z codziennej listy z punktami do odznaczenia. Zaliczenie kolejnych zrealizowanych zadań wypełnia każdy jej dzień aż do ostatniej wieczornej chwili, kiedy może usiąść na tarasie i wypalić papierosa. Ten moment jest jej wewnętrznym wyzwoleniem. Myślę, że jest w niej niewysłowiony, nieprzepracowany i nieusprawiedliwiony ból po tym, co się stało z Mirkiem (kolegą z dzieciństwa), do czego sama się przyczyniła. Może nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest w niej ukryta agresja wobec dorastających chłopców (co daje o sobie znać kiedy straszy dwóch podrostków). Mam obawy o jej relację z własnym synem. Choć wygląda to w porządku, mam obawy... A jej stosunek do męża - "jej mężczyna" - może i czuły, ale dziwny.

I ostatnia z nich - Ewa. Obroniona przed gwałtem, ale genetycznie skazana na życie w strefie patologii. Zastanawiam się jaki wpływ na jej rozwój miał upadek z jarzębiny. Nieważkość miała w sobie od dzieciństwa w chwilach kiedy wspinała się na drzewa. Ewa, pijaczka, która została podpalona w czasie gdy spała na ławce w parku. Wolność wyczuwa się w jej delirycznej wędrówce w poszukiwaniu miejsca do snu i odpoczynku.

Czym zdobyła mnie ta książka?
"Przyjemnie było tak stać. W dole na światłach utworzył się długi rząd samochodów, ktoś natarczywie trąbił. Trwała przez chwilę bez ruchu, rejestrując dźwięki i gęstniejące światło. Wykonywała to ćwiczenie od wczesnego dzieciństwa. Pytała siebie: Czy zapamiętam ten moment? Czy będę umiała spośród tysiąca podobnych wyłowić akurat tę chwilę? A jeśli nie - to co się z nią stanie? Przepadnie?"

To niełatwa lektura. Tak, jak życie.




Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "Gra w kolory III (2017)" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie",
- "W 200 książek dookoła świata - 2017".

niedziela, 26 lutego 2017

Ronda

I znów proza tygodnia pracy nie pozwala mi na dłuższe obcowanie z blogiem...
Ale poezja weekendowych myśli mego młodszego syna, zmusza.

Otóż Dziedzic Młodszy, zwany dotychczas Małym O., praktykuje jazdę autobusem miejskim. Za zarobione pieniądze udało mu się nabyć autobus szkolny. Obserwuję jego poczynania jak sąsiad szofera.

- Mamuś, a chcesz zobaczyć jak wyglądają ronda w Cichago?





poniedziałek, 13 lutego 2017

World Press Photo - dwadzieścia lat później

Opublikowno właśnie zdjęcia zwycięzców konkursu World Press Photo 2017.

Na 46 zdjęć, które pokazano TU  większość (naliczyłam ich 27) przedstawia łzy, ból, nieszczęście, śmierć, terror, biedę, przemoc, bezwględność poczynań człowieka wobec przyrody, wojnę.

Żyjemy w przerażających czasach...


poniedziałek, 6 lutego 2017

Dobry makijaż

W swoim przed-ostatnim wpisie [KLIK] czcigodny Ove poruszył czułą strunę kobiecej ...  hmmm próżności, niedoskonałości... ?

Makijaż.

Chciałabym i ja dołożyć swoje trzy grosze do tej kwestii.
Te słowa głęboko wryły się w moją świadomość:

"Moje dziecko jest bezproblemowe. Maluję się między jednym karmieniem a drugim"*
powiedziała Paulina Krupińska Miss Polonia 2012.

Ile trwa karmienie?  30- 40 minut? Jak często je dziecko karmione piersią? Co 2, 3 godziny. Takie bardziej żarłoczne (dane z własnego doświadczenia). 
Dobry makijaż wymaga czasu.




*"Głos Wielkopolski. Magazyn" 2015 nr 21.789

wtorek, 31 stycznia 2017

Czesław Centkiewicz "Anaruk chłopiec z Grenlandii"

Autor: Czesław Centkiewicz
Tytuł: "Anaruk chłopiec z Grenlandii"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2004
Liczba stron: 46

Lektura szkolna dla uczniów klasy III szkoły podstawowej

I od własnych dzieci można się czegoś nauczyć.

Nie przypominam sobie, abym w początkowym okresie swej edukacji czytała "Anaruka..", więc była to dla mnie premiera i cieszę się, że go poznałam. Cieszę się też, że kanon lektur nadal oferuje dzieciom takie starocie, bo pewne wartości, cechy ducha i charakteru z jakimi powinien zetknąć się młody, chłonny umysł są uniwersalne i warte poznania. I nie jest to umiejętność czarowania, latania czy przenoszenia się w czasie. Powiem wprost: męczy mnie wszechobecna magia.
Życie to nie jest bajka. W życiu nie ma alternatywnych istnień i dodatkowych żyć-szans.
W życiu trzeba (czasem) wykazać się odwagą, męstwem, życie jest także ryzykiem, za które w najgorszym wypadku płaci się najwyższą cenę.

Tak więc myślę sobie, że warto poznać Anaruka, 12 letniego chłopca, który potrafi popłynąć na ratunek dorosłemu, stanąć w obronie własnego ojca zaatakowanego przez niedźwiedzia polarnego, umie uważnie słuchać i chce naśladować umiejętności dorosłych. Warto poznać zupełnie inny świat, którym rządzi dzika natura i surowa przyroda, w którym uczciwość, prostolinijność i ufność jednostek oraz wzajemna solidarność i poczucie wspólnoty jest imperatywem postępowania. I to dzięki niemu społeczność ma szansę przeżycia.

Może takiego świata już nie ma nawet na przytoczonej w opowiadaniu Centkiewicza Grenlandii, kto wie... Ale czyż nie lepiej by było gdyby istniał, choćby w młodych sercach?

Za namówienie mnie do przeczytania tej lektury dziękuję swojemu starszemu synkowi, Karolowi. :-))

Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Gra w kolory III (2017)" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie",

- "W 200 książek dookoła świata - 2017".

niedziela, 29 stycznia 2017

Okno

W tym roku do karmnika, który widzę przez okno w kuchni, dosypujemy "nasiona oleiste" zakupione w niemieckim supermarkecie na A. Po dokładnym przestudiowaniu etykiety wyszło, że są to orzechy ziemne, ale rozmiarem ustępują tym solonym. ;-)
To pożywienie bardzo smakuje sikorkom. Lubię stać i patrzeć jak przylatują i porywają po ziarnie. Potem siadają na gałązce i jedzą. 
Małż stwierdził, że trzeba nabyć kulki z tłuszczu i nasion, które widział w innym sklepie, bo w zeszłym roku chętnie przylatywały do nich sójki. I zatęsknił za nimi [KLIK].
Muszę sprawdzić czy kawałki słoniny zawieszone przez Babcię wysoko na brzozie (w celu ochrony przed Milką) nadają się jeszcze dla ptaków.
Od jutra wracam do pracy a tydzień czeka mnie nielekki, z ważną kontrolą w tle.

Megi snuje ogrodowe opowieści a u mnie na kompoście post z sierpnia leży. Ale... już się dogadałam z Małym O., że słoneczniki wysiejemy za murkami. Zrobimy szpalery w trzech miejscach. W zeszłym roku parę wydałam sąsiadom, resztę wydziobali ptaszory. :-) I tak miało być. 
I nie zdążyłam się pochwalić, ale jesienią zasadziłam dwie różne odmiany czosnku. Tu natchnieniem była Margarithes. Jedną w różach, drugą bliżej lawendy.
To takie małe radości, które rozgrzewają mi serce. 

Znów śniła mi się szkoła. Dostałam na koniec zeszyt z wpisami od różnych osób, z którymi się znałam. Bardzo byłam ciekawa KTO i co napisał. Czy można wejść jeszcze raz do tego snu?

Na koniec mała zjadliwość: można skończyć studia w kierunku, a nie umieć skręcić poprawnie zdania. Przykra konstatacja. Zęby bolą jak się czyta, więc nie kończę. Mam ochotę "dać po łapach" i pokreślić tekst jak nauczyciel w zeszycie. 
Tu przychodzą mi do głowy słowa jednej z bohaterek powieści, o brutalnej szczerości u starszych osób. 
Może i się starzeję. 
Ale sama też jestem pod ostrzałem.

... po raz czwarty zrobiłam wuzetkę...

:-))))






czwartek, 26 stycznia 2017

Politycy

Przegląd prasy przeterminowanej zaowocował dwoma wywiadami.

Pierwszy z nich przeprowadzony został z ministrem rozwoju*, któremu marzy się, że aktualnie rządzące ugrupowanie polityczne trochę porządzi. Ile? Odpowiedź - poniżej.

Zastanawiam się jak to się ma do pomysłu tejże władzy, by pozwolić li tylko na dwukadencyjność prezydentom, burmistrzom, wójtom.
A dlaczego nie posłom, senatorom i radnym?
Jeśli polityk wybierany jest w wyborach bezpośrednich, przez zadowolony z jego pracy elektorat, to dlaczego nie miałby pozostać dalej na tym stanowisku?
A jeśli on nie będzie mógł, to niech znikną także wieczni posłowie...
Niech to będzie powszechna zasada. Jak PiS chce "ukrócić patologię", to może jednak wszędzie? Jest szansa, że wtedy powstałby pomysł na wychowanie i edukację sukcesorów.
"Kiedy PiS pierwszy raz rządził, spotkał się z absolutnym murem w administracji publicznej. Wielu urzędników wierzyło w krótkotrwałość tej ekipy politycznej. Dlatego podkreślam bardzo mocno: my będziemy długo rządzić. Przynajmniej trzy kadencje."*

Ale jeszcze lepsze jest to:
"Co dziś jest Pańską misją?
Nie ma dla mnie ważniejszej sprawy niż odbudowanie tego, co straciliśmy poprzez zabory, wojny i komunizm. Teraz mamy unikalną szansę i musimy ją wykorzystać. Wykorzystać w trzech podstawowych warstwach. Elity, instytucje i społeczeństwo. Mądre elity, sprawne instytucje i świadome swych celów i zagrożeń społeczeństwo - zbudują silną gospodarkę. Po 300 latach przegrywanej historii kluczowa jest odbudowa naszego potencjału, bezpieczństwa i solidarności. Za Wyspiańskim powtórzę: Polska to wielka rzecz. (podkr. moje)

(...)
Ale co będzie Pan robił po 12 latach rządów PiS?
Rozpocznę czwartą kadencję jako wicepremier, świętując realizację 90 proc. Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Jako wisienkę na torcie polecam ostatnie "Ucho Prezesa":

Drugi, to rozmowa z socjologiem**, popierającym KOD.

"Po rozwiązaniu PGR-ów blisko milion osób w Polsce zostało nie tylko bez miejsca pracy, ale też tożsamości, które na tym modelu życia budowało. Czy Pan się zgodzi, że to autentyczni autorzy obecnych zmian politycznych w Polsce?
Na początku lat 90. robiłem tzw. pierwszy fokus poznański wśród robotników jednej z fabryk. Rozmawiałem z robotnikami, widziałem, jak reagują na podwyżki cen i choć popierałem reformy Balcerowicza, widziałem, że popełniono błędy w czasie transformacji. Ostatnio czytałem, że rok '89, który mnie i mojemu środowisku kojarzy się z odzyskaniem wolności, mieszkańcom Ełku kojarzy się z upadkiem państwowych zakładów pracy i bezrobociem. I tu jest problem. Pytanie jednak, czy PiS rozwiąże problem tych ludzi. Moim zdaniem nie. PiS jedynie użyje ich jako mięso armatnie w walce o wygrane wybory.
Dlaczego?
PiS nie rozwiąże ich problemów, ponieważ jest to możliwe jedynie wówczas, gdy kraj będzie się rozwijał, kiedy będą chciały tu inwestować zagraniczne firmy, napływać ludzie z pieniędzmi, kiedy pozostaniemy w Unii Europejskiej, kiedy polscy przedsiębiorcy nie będą bali się rozwijać. Tymczasem obecnie zarówno inwestorzy zagraniczni, jaki i polscy boją się ruszyć, bo o świcie może do nich zapukać CBA."

Zastanawiam się kto bardziej odleciał w chmury: politycy czy dziennikarze.


* Siennicki Paweł, Nie da się w białych rękawiczkach naruszyć zacementowanych interesów, "Głos Wielkopolski"  2017 nr 22.160. -  wywiad z Kornelem Morawieckim


** Koziołek Karolina, Socjologów bezstronnych nie ma , "Głos Wielkopolski" 2017 nr 22.166 - wywiad z prof. Krzysztofem Podemskim



wtorek, 17 stycznia 2017

... i o jeden dzień dłużej

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Czy ktoś wie dlaczego "o jeden dzień dłużej "?

- Żeby się rozliczyć ze skarbówką.


Popierałam i brałam udział w WOŚP  od samego jej  początku. Kto by pomyślał, 25 lat... Dawno dawno temu wracałam na weekend do rodzinnego miasta i brałam udział w koncertach na scenie Miejskiego Domu Kultury; potem w sali budynku należącego do Spółdzielni Mieszkaniowej.

12 lat temu odwiedziłam 2 dniowe dziecko, które podłączone było do maszyny z serduszkiem. Dziecko natychmiast po urodzeniu zostało odwiezione na specjalistyczny oddział kardiologiczny do innego szpitala i tam maszyna "z serduszkiem" czuwała nad pracą jego małego, bardzo chorego serca. Moje dzieci mają wklejone w książeczki zdrowia ceryfikaty przesiewowego badania słuchu. Jurek Owsiak dokładnie wie komu trzeba pomagać - bardzo się cieszę, że gramy dla seniorów. Brawo! Społeczeństwo nam się starzeje tylko nikt nie chce tego zauważyć. Ani się obejrzymy, a sami staniemy się beneficjentami tego na co zbieramy.

W tym roku po raz kolejny przygotowałam ciasta do świątecznej kawiarenki - po jednym "od" każdego syna. Tym samym, po raz trzeci w ciągu 3 tygodni (aż trudno w to uwierzyć) zrobiłam wuzetkę. I to była kolejna jej wersja, he he.

Po pierwszym, drugim i trzecim razie proponuję w przepisie następujące modyfikacje:

1) białka i żółtka można ubijać mikserem, ale na sam koniec proponuję przy dodawaniu mąki wymieszanej z kakao użyć trzepaczki i delikatnie wymieszać. Kakao jest ciężkie i ciasto podczas mieszania zacznie "siadać", a jeśli za bardzo je poruszymy, to biszkopt urośnie słabo.
2) lepsza jest śmietana 30% ubita ze śmietan-fixami; 36% jest jednak za tłusta.
3) dolny spód ciasta niech będzie grubszy i nie nasączany. W lodówce mocno nasiąka powidłami (lub malinami z soku - dużo lepsza opcja) i przy krojeniu ciasta cały dół się "rozłazi".


Mówię Wam - paluszki lizać...


serduszko pochodzi ze strony WOŚP



niedziela, 15 stycznia 2017

Peter Carnavas "Ostatnie drzewo w mieście"

Autor: Peter Carnavas
Tytuł: "Ostatnie drzewo w mieście"
Ilustracje: Peter Carnavas
Przekład: Magda Szpyrko-Ankiewicz
Wydawnictwo: Adamada
Miejsce i rok wydania: Gdańsk 2015. Wydanie pierwsze
Liczba stron: 32
Wiek dziecka: 6+


To w sumie dość smutna opowieść o tym, jak wrażliwe dziecko potrafi (na szczęście) zaszczepić swoją wrażliwość u innych. Smutna głównie z tego powodu, że pokazuje świat bez roślin. Edward, chłopiec, który jest jej bohaterem, mieszka w mieście, w którym dominuje beton, szarość i samochody. Edward ma na szczęście "swoje" miejsce, dzięki któremu zapomina o całym świecie i dzięki któremu czuje się wolny. To drzewo, jedyne w całym mieście, rosnące na końcu jego ulicy.

Smutna wymowa tej oszczędnej zarówno w słowach jak i ilustracjach książki jest dla mnie oczywista - zmierzamy do takiego świata: zabudowanego, szarego, bez drzew, bez zieleni, bez tlenu...
Miejmy nadzieję, że ludzie się w końcu opamiętają, bo perspektywa wożenia ze sobą drzew i kwiatów może i jest pocieszająca, ale nie pozwoli zachować równowagi w świecie...

Wiem, że brzmi to posępnie i niewiarygodnie. Kiedy mieszka się w mieście, nie widać na codzień tego zanikania przyrody, chyba że ktoś zrobi zamach na aleję drzew, albo takie właśnie jak to, pojedyncze drzewo.
Ale kiedy masz za oknem łąkę albo pole kukurydzy, na których stają kolejne szeregowce lub bloki szumnie zwane willami miejskimi, to wiesz już, że żyjemy w nieodwracalnym procesie samodestrukcji legitymowanej prawem pozwalającym wyciąć każde drzewo bez pytania kogokolwiek o zgodę.

Wolność nie jest nam dana, jest zadana*, co  oznacza, że należy z niej umiejętnie korzystać. Nie wykorzystywać.


Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Gra w kolory III" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";

- "W 200 książek dookoła świata - 2017".

* słowa Jana Pawła II

wtorek, 10 stycznia 2017

Wyzwanie "W 200 książek dookoła świata" rusza od nowa!

Serdecznie zapraszam wszystkie chętne osoby do przystąpienia do kolejnej edycji wyzwania czytelniczego "W 200 książek dookoła świata".

Wszystkie informacje i zasady dostępne są w zakładce "W 200 książek dookoła świata - 2017".


Czekam na Wasze zgłoszenia!



piątek, 6 stycznia 2017

Roczne podsumowanie wyzwania "W 200 książek dookoła świata"

Rok temu podjęłam się kontynuowania wyzwania czytelniczego "W 200 książek dookoła świata", które trzy lata wcześniej wymyśliła Edyta [KLIK].
Po dwóch edycjach Edyta zakończyła je, lecz udzieliła mi zgody na jego dalsze prowadzenie. Bardzo mi się spodobał pomysł czytania książek autorów pochodzących z różnych regionów świata; znaleźć jak najwięcej pisarzy z "egzotycznych" zakątków świata, to naprawdę zajmujące i rozwijające wyzwanie.

W 2016 roku aura na czytanie, a szczególnie na opisywanie przeczytanych książek, wyjątkowo mi nie sprzyjała. Skomplikowana sytuacja zawodowa, od wakacji drugie dziecko w szkole to nie przelewki. Nawet jeśli potomek poszedł do pierwszej klasy jako siedmiolatek... ;-)

Z wielkim podziwem więc odnotowywałam kolejne zgłoszenia recenzji, które spływały od uczestniczek wyzwania. Rekordzistką została Monika [KLIK], która odwiedziła nie tylko największą liczbę krajów - 20, ale zdołała również przeczytać i umieścić recenzje, UWAGA! ... 170 tytułów książek...
Na drugim miejscu uplasowała się Gosia [KLIK] z wynikiem - 13 państw, 29 tytułów, a trzecie przypadko mnie - 11 państw, i 24 tytuły.

Idąc z duchem rocznych podsumowań i list podaję klasyfikację pozostałych uczestniczek:
- Wiki - 10 państw i 56 tytułów! EDIT: 09.01.2017 - 60 tytułów
- Sonrisa - 8 państw, 8 tytułów;
- Basia Pelc - 7 państw, 12 tytułów;
- Sylwia - 5 państw, 7 tytułów;
- Sayuri - 4 państwa, 11 tytułów.

Dziewczyny, jesteście niesamowite, gratuluję Wam serdecznie i dziękuję bardzo za udział.

Ponieważ w regulaminie wyzwania była przewidziana niespodzianka, bardzo proszę Monikę oraz Gosię o PILNY kontakt ze mną na e-maila (idudzinskaantkowiak@gmail.com), bym mogła Wam wysłać nagrody.

Przygotowałam dla Was karty upominkowe do Empiku. Będziecie mogły je spożytkować w dogodny dla Was sposób, w sklepie stacjonarnym lub przez internet.

Ponieważ prowadzenie "200 książek dookoła świata" wiązało się z wyzwaniem również dla mnie (głównie administracyjnym) postanowiłam się nagrodzić prowadzeniem go nadal.

Czy macie ochotę przystąpić do niego raz jeszcze?
Dajcie znać, proszę.

Jeszcze raz gratuluję Wam z całego serca i życzę udanego, dobrego roku oraz spełnienia marzeń.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...