piątek, 29 grudnia 2017

Czas na fantasy

Autor: Clive Staples Lewis
Tytuł: "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa"
Ilustrowała: Pauline Baynes
Przełożył: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Miejsce i rok wydania: Poznań 1996
Liczba stron: 184

Lektura dla klasy IV szkoły podstawowej




Jak zauważyła 5000lib w komentarzu pewnego letniego dnia [KLIK], czytanie książek dla dzieci i młodzieży w dorosłym życiu może być (jest) elementem rozwoju osobistego. Jak już będę miała tyle czasu, że hoho, to zapiszę się na te studia. Takie jeszcze mam marzenie...


W pradawnych czasach kiedy to ja byłam uczennicą 4 klasy szkoły podstawej tej lektury nie było w kanonie. Ja sobie nie przypominam, a przecież teoretycznie mogłaby być. (Czy ktoś z Was wie od kiedy "Opowieści z Narnii" są na liście lektur?)
W uzupełnianiu pokoleniowych dziur w edukacji podążyłam zatem za starszym synem i już gdy przyniósł książkę do domu wiedziałam, że ją przeczytam. "Masz okazję uzupełnić to, czego nie miałaś okazji dotąd zrobić" - mówił mi głos. Rzeczywistość po kilkunastu dniach zmusiła mnie po sięgnięcie i realizację planów w przyspieszonym tempie. Starszy dostał zadanie dla chętnych pt. "przygotowanie gry planszowej na bazie fabuły". Pomysł fantastyczny i żeby wspomóc jakoś dziecko (czytaj: wiedzieć o co cho i mieć swój udział w tym fajnym przedsięwzięciu) wystartowałam do książki.


Wchłonęła mnie jak tytułowa szafa. Na kilka godzin przeniosłam się do miejsc fascynujących i pięknych, tajemniczych i ubogacających, groźnych i prostych. Dotknęłam prawdy i dobroci, zła i nadziei, magii i zwykłości, czarów i uczuć.
Po kilku ostatnich lekturach, mam nieodparte wrażenie, że literatura angielska skierowana dla młodych czytelników ma bogatą tradycję pisania o zwykłych miejsach, takich jak dom, ogród w niezwykły sposób.
Oto w starym niewiarygodnie ogromnym domu, do którego w czasie II wojny światowej trafia czwórka rodzeństwa (Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja) są miejsca, które można oficjalnie zwiedzać (dom jest sam w sobie miejscem turystycznych wycieczek z przewodnikiem), i w którym znajdzie się miejsce by pysznie bawić się w czasie niepogody. Jest tam szafa, która stanowi przejście do innego świata - Narnii. W czasie, w którym nieletni bohaterowie przenoszą się do niej trwa tam wieczna zima, bez szans na bożonarodzeniowe prezenty.
Wystarczy nieznacznie poszperać w internecie by dowiedzieć się, że dzieło C. S. Lewisa zawiera biblijne odniesienia. Dla osoby, która pierwszy raz czyta "Lwa, czarownicę i starą szafę", a na dodatek niezadługo w TV ma okazję obejrzeć jej ekranizację, "Biblią aż bije po oczach": stwórca Narnii, lew Aslan, oddaje życie i poświęca się za "grzesznika" (Edmunda), po czym ciało jego znika z kamiennego stołu, który pęka. To męka i zmartwychwstanie Chrystusa bez dwóch zdań.
Zastanowiło mnie dlaczego Lewis powielił baśniowy motyw złej królowej (Śniegu) i egoistycznego chłopca, który daje się uprowadzić i omamić. Dlaczego nie uwiódł pierwiastka żeńskiego i zasugerował tu postaci Ewy? Nie dokonał pełniejszej parafrazy? Może nie o to mu chodziło?


Od czasu przeczytania pierwszej części sagi C.S Lewisa zdążyłam obejrzeć ekranizację "Księcia Kaspiana " i nie mogę doczekać się chwili, w której powrócę do Narnii - tej na kartach powieści.


:-)



Wpis bierze udział w wyzwaniu:


- "W 200 książek dookoła świata - 2017".

5 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy Cię pytałam. Pullmana 'Mroczne materie' czytałaś? Po Narnii, kupiłam synowi pod choinkę i nie mogliśmy się oderwać od tej trylogii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pytałaś, dziękuję, wpisuję na listę 😀

      Usuń
    2. Pullman jest dla dzieci, które wyrosły z Narnii, bo Pullmanowski mrok jest ciut głębszy, ale kiedy wchodzisz w te wszystkie materie, nie chcesz wyjść, u nas w domu, czytaliśmy wszyscy, syn nawet wrócił do tej serii w języku angielskim już jako dwudziestolatek, kiedy skończył powiedział: wciąż czad mamo!

      Usuń
  2. A ja nie mogłam się rozkochać w tej książce. Chciałam tak bardzo, że przerzuciłam się nawet na oryginał, myśląc, że może to wszystko wina złego tłumaczenia. Niestety ten świat mnie nie wchłonął. Ale za to zanurzyłam się teraz w świat Nigdziebądź Gaimana...i szkoda mi, że książka zaraz się skończy. W piątek wracam do Londynu, kto wie...może gdzieś tam w metrze dostrzegę wejście do Londynu Pod:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaiman mnie również wciągnął w swoje światy :)

      Usuń

Bardzo lubię czytać komentarze, za każdym razem aż drżę z emocji: a nuż coś nowego się pojawi...

(Aczkolwkiek chamstwa nie zniese ;))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...