czwartek, 16 stycznia 2014

Niektórym kobietom nie wystarcza bukiet róż... - antyporadnik matrymonialno-ogrodniczy

Ciężki temat zadał wpieprz, którego mam ochotę nazwać w(p)ieprz (to jak jest (w)pieprz czy w(p)ieprz ?) do wygranej wprawki u Fidrygauki co to słyszy szepty w metrze...

Jednakowoż wypadałoby chyba zająć głos w kwestii tak ważkiej, zważywszy na fakt, iż moja druga połowa, ta brzydsza ponoć, róż ma na hektary...

Tak tak Szanowni Państwo, jestem, nabytą poprzez tak zwaną ustawową wspólnotę majątkową, lecz jestem, właścicielką różanych pól...


(Chociaż zaraz zaraz -  refleksja prawna: synowie są dziedzicami, ale ja to mogę mieć prawo do udziału w zyskach, bo do ziemi, to nihuhu).

"No tak", pomyślą niektórzy, "ta to śpi na łożu w różanych płatkach...przed nogami ściele jej się różana ścieżka, zaś anieli sypią wokół niej cudowny pyłek i rozpylają różane olejki eteryczne"... i takie tam inne trele morele.

Otóż, nic bardziej mylnego, proszę Państwa.
Ta, to róż prawie nie widuje. Zresztą tak jak męża. O.
I bynajmniej nie zza krzaków róż.
A róż też nie widuje, chyba że z okien samochodu lub ze wzniesienia na końcu wsi. Więc żeby nie było, że obstawia się różami wokoło, to bukiety z róż dostaje też symbolicznie, sporadycznie, akceptując je sceptycznie. Poniewóż? - o tym dalej.

Zatem onego posta, zwanego antyporadnikiem, pisze się na przestrogę panienkom, co by chciały za męża mieć królewicza z różami.

Panienko! Zastanów się dobrze, niebogo!
Toż to człek przywiązany do roli, związany z ziemią jak... jak Kargul z Pawlakiem. Nie zobaczyżli go za wiele w życiu, oj nie zobaczysz...
Zimą będzie zamówienia na nawozy składał, zwoził je sprzętem dostępnym przed zbliżającym się sezonem, przeglądał park maszynowy w postaci traktorów, wialni, odkopywaczy, okopywaczy, siewników, opryskiwaczy itp. itd., aby w porę prac sezonowych sprawny był. Będzie oleje wymieniał, śruby przesmarowywał, dopieszczał łożyska i zwory, łańcuchy, sprawdzał uszczelki, zaworki oraz inne stworki. A im prędzej wiosna zawita na niwę tym prędzej będzie Ci on sadził, wysadzał, odkopywał, przekopywał, nawoził, odchwaszczał, opryskiwał przed: mszycą, przędziorkiem, rdzą, mączniakiem prawdziwym i rzekomym.
Nie wygrasz z takim towarzystwem, mówię ci to, przenigdy.
Nie masz szans żadnych. Powiadam ci, żadnych. Z taką armią nie zwyciężysz ani za dnia, ani nocą, bo bywa że ślubny w pole wyjeżdża o zmroku, kiedy wiatr ustaje i pszczółki idą spać. Ekologia i właściwe procedury zachowane muszą być!

Im dalej w sezon i ciepłych dni więcej oraz nadchodzą wydłużone weekendy wolne od pracy, w tym więcej tej pracy. Sic!
Na wolne weekendy majowe, czerwcowe, sierpniowe (ale głównie te majowe), kiedy wiara pakuje torby na wyjazd, taki pakuje róże na wyjazd.


To dla tych sklepów ogrodniczych i punktów z zielstwem najróżniejszym, które oblegane będą przez odpoczywających na ogródkach działkowych rodzinnych, i po dłuuugiej, wyjątkowo szkodliwej zimie odnawiać będą sobie nasadzenia z RÓŻ.
Zatem szykuje po nocach RÓŻnorodny asortyment: a to czerwone pnące, a to angielskie pachnące, a to herbaciane pachnące, niewiędnące, niechorujące, najlepiej niewymagające żadnej pracy naokoło nich.

Pewnie, każdy chciałby mieć full luxus bez starań, ale nie tędy droga kochani "miłośnicy" róż! Każde stworzenie wymaga opieki, aby wydało plon stukrotny i cieszyło oko swym pięknem, prawda?

A kiedy wszyscy mają wakacje, on ma zarąbiście dużo pracy - okulizacyję czas zacząć. Błogosławić pogodę wówczas, jeśli nie pada co drugi dzień i upały nie sięgają 40 stopni, bo wówczas kochanie twoje pracuje od 4 do 23 tylko, przez 2 -3 tygodnie, tylko.
A jeśli pogoda się skisi i gorąc, tudzież grunt podmokły nie pozwala wejść na pole, to trwa owa okulizacyja miesiąc lub dłużej... Oj były takie lata, były...

Ufff, no to po pracy.
Wróć.
Zatem kiedy dziecka do szkół zdążają, on te róże po okulizacji musi odwiązać, potem dzikie odrosty pościnać i dzięki temu, kiedy czarownice na Łysej Górze robią sobie sabat i ognicha palą, to mają w sezonie materiał opałowy, bo on im dorzuca do stosu. Koniec?
Nieeee. Z końcem, ale jesieni, gdy liście z drzew opadają, on wykopuje te pachnące latem i budzące zachwyt krzaczki. I w zimnie, na wietrze, w błocie sortuje, wiąże, układa, leje wodą by nie pozasychały, a potem do chłodni po nocach wywozi, żeby jadącym rano do pracy nie zawadzać jadąc z prędkością 30 km na godzinę...
Bożesz, mój Boże.
Żeby się regularnie nie przeziębiał, Gwiazdor mu w tym roku bieliznę termoaktywną, stosowną na stok narciarski, sprawił, o taką:




Dopiero jak mróz, lód, śnieg zetnie, zasypie, zawieje, znajdzie ci ten małżonek dla ciebie i rodziny czas. Miesiąc będzie tego?
Zatem po takich 11 niewidzianych to, nie ukrywajmy tego, przeszkadza taki w obejściu, jak... jak słupek w środku drogi. Człek się przyzwyczaja do samotności, samodzielności, samorządności, nieomal samowystarczalności, i co by tam jeszcze ... a, samochodu. Dobrze, że pojedzie zatankować, a i na myjnię (raz czy dwa w roku?) odda twój atrybut niepodległości.

Zastanów ty się dobrze, miła moja.

Plus taki być może, że usłyszysz, że piękna jesteś, wzroku i rąk oderwać od ciebie nie może, i łazi za tobą jak dziecię, klejąc się do nóg i maślanymi oczami patrząc za tobą. I że kocha ciebie powiada. Ale z okazji dostaniesz storczyka.

Zatem, jak która chce bukiety róż to wodę niech zmienia sobie sama. Wrrr.


Wpis bierze udział w międzyblogowym cyklu konkursów pt."Finka z kominka" na blogu Szepty w metrze. Głosowanie już wkrótce!





Zdjęcia przyrody - autorstwa mojego, pochodzenie - pole małżonka; zdjęcie bielizny - stąd.

NO TO GŁOSUJEMY:





16 komentarzy:

  1. Moja kochana, jesteś rozbrajająca...
    A u mnie ni róż, ni chłopa :P
    To może nie masz aż tak źle? Hmm? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę uwierzyć, jak nie ma, przecież jest:P Podejrzewam, że mamy podobnie Basiu, to tylko na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że któraś z nas ma lepiej ;) Wierz mi ;)

      Usuń
    2. Częściej go nie ma niż jest:))

      Usuń
  2. O, wręcz przeciwnie zadziałałaś, ale ja Cie przejrzałam! Ja chcę męża różankowego, coby go rzadziej widywać. My z Małżem widzimy się 24/24 i to stanowczo nie służy zdrowiu!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja, jak wiesz każde przegięcie to przegięcie. To co, wymieniamy się przegięciami ? ;):)))

      Usuń
    2. A to się nie nazywa swing? :P

      Usuń
    3. Taak? nic na ten temat nie wiem... swing to dla mnie rodzaj muzyki tak jak pop, rock lub metal ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że Twój Edyto zachwyt przełoży się na głosy podczas głosowania ;):))) Stay with me!

      Usuń
    2. Jak tylko dasz znać, że głosowanie ruszyło, możesz na mnie liczyć :)

      Usuń
  4. Ale się uśmiałam czytając Twoją przestrogę :). Na szczęście nie znalazłam nikogo z różami w swoim życiu :) - może dlatego, że tak naprawdę gustuję w innych kwiatkach??? :)
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, coś w tym jest, że nasze upodobania nakierowują nas także w stronę pewnych ludzi...
      A jakie kwiaty lubisz najbardziej? Bo ja właściwie to chyba chryzantemy - takie drobne zwane marcinkami, a z tych dużych takie w kolorze złotym :)
      Pozdrawiam również bardzo serdecznie i miło mi, że mnie odwiedziłaś!

      Usuń
  5. Wieprz:) Stanowczo Wieprz, ale o Pieprza racicy kruszyć nie zamierzam...! Mnie sie podoba taki różany mąż, wraca do domu tak ładnie pachnący, odurzony słodkim zapachem, lekko oklapły bo ponakłuwany w kilku miejscach:) Mój śmierdzi terpentyną, jest histeryczny, chlapie farbami, i nie wie jaki jest dzień tygodnia, pora roku i dnia:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też myślałam, że jednak Wieprz. Witaj Wieprzu! :)
      Wiesz, nie zauważyłam objawów oklapłości ;), ponakłuwany jest owszem intensywnie, ale żeby nie było tak idealnie i pachnąco, to za paznokciami często nosi tą swoja ukochaną rolę... ;) taki zawód ;D

      Usuń
  6. Proszę, proszę, to Ci się temacik trafił :))))
    Ja co prawda bez różango męża, ale też miał zadatki na znikającego, bo był zapalonym ornitologiem.
    Z ziemią nie był związany,ale za to w lesie mógłby spokojnie żyć. Alem ja przebiegła była: albo leśniczówk, albo ja. I tym sposobem zyskałam ... wieczystą niechęć teściowej do miastowej synowej, co to synka z wiejskiego dobrobytu wyciągnęła (bo na wsi wszystko jest, kawałek ziemniaka uhodujesz, i marchewki nakopiesz, nikogo się nie prosisz :)))

    I proszę, jak to róże potrafią zaskoczyć ...
    Ale jeśli - jak powiadasz - w prezencie nie daje Ci róż, tylko storczyki, to uważam, że jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe spostrzeżenie Fidrygauko! Masz rację, bo to tak jakby przywozić drewno do lasu ;)
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz :)))

      Usuń

Bardzo lubię czytać komentarze, za każdym razem aż drżę z emocji: a nuż coś nowego się pojawi...

(Aczkolwkiek chamstwa nie zniese ;))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...