Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gajdar Arkady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gajdar Arkady. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

Biedne te dzieci, czyli "Czuk i Hek" Arkadego Gajdara

Autor: Arkady Gajdar
Tytuł: "Czuk i Hek"
Przełożyła: Danuta Wawiłow
Ilustracje: Barbara Świdzińska-Mulas
Wydawnictwo: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1980. Wydanie XI.
Liczba stron: 64
Wiek dziecka: od  10 do 12 lat

Była lektura szkolna dla ucznów  IV klasy szkoły podstawowej


"O matko kochana!"
Takim okrzykiem przywitałam opowieść po pierwszych pięciu akapitach...
Kto tym biednym dzieciom, a pomyślałam o moim pokoleniu, kazał czytać TAKIE książki jako lektury szkolne?! Ale w rękach miałam XI wydanie, więc przed moim rocznikiem musiano wciskać tę propagandę wielu innym...

Odkładając na bok tło historyczne i ideologię, "Czuk i Hek" jawi się jako całkiem udana przygoda. Bracia mieszkają w Moskwie z matką. Ich ojciec został oddelegowany na "koniec świata", o który w Kraju Rad nie tak trudno zresztą, w Błękitne Góry, gdzie jest kierownikiem grupy geologów. Wysyła telegram, w którym zaprasza żonę z dziećmi do siebie. Czeka ich bardzo daleka podróż najpierw pociągiem, a potem wynajętymi saniami. Chłopcy, jak to chłopcy, są niezbyt grzeczni, łatwo przechodzą do rękoczynów i awantur o byle co, a także żartów, co staje się przyczyną niekorzystnych splotów akcji lub prowadzi do trzymających w napięciu epizodów komicznie zakończonych. Wychodzi z tego zgrabna traperska przygoda, lecz nie na Dzikim Zachodzie tylko Dalekim Wschodzie. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie, to że doprawione to jest niestrawną przyprawą. Nie ma jej dużo w książce, ale za to jaka ona jest:
"Mieszkały wraz z matką w dalekim, wielkim mieście, najpiękniejszym na świecie.
Nad wieżami tego miasta dniem i nocą płonęły czerwone gwiazdy." (str. 6)
"I przyśnił mu się sen straszliwy,
że oto Olbrzym przeraźliwy
żelazną pięścią grozi wszystkim
i krawą pianę toczy z pyska.

Z błyskiem bagnetów, z dziką wrzawą
burżujskie wojska walą ławą,
w warkocie bębnów, wśród zamętu,
przez naszą ziemię nieobjętą." (str. 28)
I na koniec:
"Wtedy wszyscy wstali i zaczęli życzyć sobie nawzajem szczęścia z okazji Nowego Roku.
I chociaż szczęście to każdy pojmował inaczej, wszyscy razem wiedzieli i rozumieli, że trzeba żyć uczciwie, dobrze pracować i mocno kochać, i strzec tej wielkiej pięknej ziemi, która zwie się Krajem Rad.
1939 r." (str. 61)
Czwarta klasa szkoły podstawowej to jeszcze całkiem naiwne, niewinne dzieciństwo. Można w takiej chłonnej, pozytywnie nastawionej głowie zaszczepić bardzo różne idee. Na przykład humanitaryzm, internacjonalizm... I nie mieszajmy w to polityki. Polityka namieszała wcześniej, włączając do kanonu lektur szkolnych takie pozycje. Pozwólmy dzieciom być dziećmi.

Po latach, jako dorośli, możemy poszukać kim był Woroszyłow, zastanowić się nad historycznym tłem. W czasach, kiedy ta książka była obowiązkowo czytana, nie można było tak łatwo jak dziś odszukać, co autor miał na myśli...


 Wpis bierze udział w następujących wyzwaniach:

- "Gra w kolory II" i "Cztery Pory Roku" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo,

 

- "Dziecinnie..." i "Rosyjsko mi!" na blogu "Czytelnia" Basi Pelc,
 


- "W 200 książek dookoła świata".

Ruszyliśmy na mocno wschód.

czwartek, 26 marca 2015

Odnajdź w sobie naiwne dziecko - Arkady Gajdar "Timur i jego drużyna" 30 lat później

Autor: Arkady Gajdar
Tytuł: "Timur i jego drużyna"
Przełożyła: Danuta Wawiłow
Ilustrował: Zbigniew Łoskot
Wydawnictwo: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1982. Wydanie XVIII.
Liczba stron: 96
Wiek dziecka: 8 - 12 lat

Kiedyś - lektura dla klasy V szkoły podstawowej


"Timura i jego drużynę" znam, jak większość ludzi z pokolenia 40+, ze szkoły podstawowej. Jakiś czas temu przypomniała mi o niej Ina. A potem znalazłam tę książkę na bookcrossingowej półce w firmowej stołówce i zabrałam ze sobą.
Podążając za ciosem i kontynuując temat lektur wojennych, postanowiłam przybliżyć Większemu K. jak wyglądały (mniej więcej) czasy wojny w Związku Radzieckim (dla dziecka w wieku 7 lat to Rosja). Spędziliśmy więc wspólnie kilka wieczorów na czytaniu książki Arkadego Gajdara.

Pamiętałam dość ogólnie zarys akcji: grupa chłopców pod wodzą szlachetnego Timura pomaga ludziom we wsi. Powrót do fabuły po 30 latach od jej pierwszej lektury okazał się przejściem na drugą stronę lustra. Czytając ją dziecku zaczęłam się mocno zastanawiać, co tak naprawdę opisuje Gajdar. Na końcu książki mamy podpis "1940", trwają wakacje, mężczyźni znajdują się na froncie,  gdzieś trwa wojna, mowa jest o tym, że ktoś "zginął na granicy", następuje mobilizacja kolejnych młodych mężczyzn (wujka Timura). Co to za wojna? Dotychczas żyłam w głębokiej nieświadomości i przekonana byłam, że mowa jest o II wojnie światowej, a akcja faktycznie toczy się w 1940 roku, ale dzięki odnalezieniu tego wpisu:

http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=73459

i zawartej w nim dyskusji, otworzyły mi się oczy.
Wybrzmiewające słowa "Wszyscy dowódcy mają żelazny nakaz, aby pędzić nas z frontu na łeb na szyję..." naprawdę wyjątkowo mnie zastanowiły podczas czytania. "Coś tu nie gra... O co chodzi?", pytałam sama siebie i ciekawość ta poprowadziła mnie w zaskakującym kierunku.
Dla tych co niechętnie odwiedzają załączone linki wyjaśnienie: tak naprawdę w tle mamy wojnę japońsko-rosyjską, a wuj Timura dostaje mobilizację na mający nadejść atak na Polskę, bo opowiedziana historia toczy się nie w 1940, lecz 1939 roku...

Dla bardziej zaciekawionych tematem, polecam interesującą analizę w Kompromitacjach [klik], którą znalazłam kierując się podczas poszukiwań kluczem geograficznym. W tekście "Timura" mowa bowiem o świętowaniu rocznicy zwycięstwa nad jeziorem Hassan. Co to oznacza?

Warstwa historyczna i antypolska wymowa jest przemycona ledwie epizodycznie i do wychwycenia tylko przez w miarę wnikliwych i uważnych czytelników. Powojenna propaganda zrobiła z "Timura i jego drużyny" utylitarną opowiastkę o potrzebie szlachetnego czynu społecznego. Bardzo pouczający przykład dla młodych pokoleń, prawda?  Z czasów dzieciństwa pamiętam nawet audycję telewizyjną z "Niewidzialną ręką" jako wzór godny naśladowania...

Jeśli chodzi o sam proces czytania opowiadania dziecku, to jest ona napisana dość łatwym językiem, ale z uwagi na zawoalowaną historię w tle, wyczuwalne niedomówienia i przemilczenia jest trochę zawiła. Opowiadanie jest też zaskakujące dla współczesnego dziecka (i dorosłego), które słyszy, że 12 letnia dziewczynka wybiera się w środku nocy motorem do Moskwy. Cóż takie to były czasy i takie możliwości.


Recenzja bierze udział w następujących wyzwaniach:
- Magdalenardo "Odnajdź w sobie dziecko - odsłona III";
- Basi Pelc "Rosyjsko mi!"
- Edyty "W 200 książek dookoła świata - edycja II - 2015".


P.S. Magdę przepraszam za sparafrazowanie tytułu Jej wyzwania :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...