sobota, 14 września 2013

Sąd kosmiczny

Wieczór, Większy K. szykuje się spać:

- Tato, a wiesz, że w kosmosie latają sondy kosmiczne? ...

- I ja taki sąd kosmiczy mam w moim wahadłowcu.

piątek, 13 września 2013

Wanda Chotomska "Kaczki siedmioraczki"

Autor: Wanda Chotomska
Tytuł: "Kaczki siedmioraczki"
Ilustracje: Jakub Kuźma
Wydawnictwo: Sara
Rok wydania: 2005 (?)
Stron: 10
Wiek dziecka: 0-6 lat

zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa
"Skąd Oni to wytrzasnęli?" pomyślałam, gdy któryś z synków przyniósł tę książeczkę do przeczytania...
Wszystko jasne, bo ich biblioteczka jest całkiem spora, a książeczki kupowała i kupuje Im nadal również Babcia.
"Kaczki siedmioraczki" to wierszyk o zwykłych z pozoru kaczkach, które znikają w tajemniczych okolicznościach: pierwsza oglądając ślimaczki, druga łowiąc szczupaka, trzecia wioząc kabaczki,  czwarta trzepiąc dywan, piąta robiąc pranie, szósta pakując paczkę, a siódma? Siódma głaszcząc źrebaka...

Tej zgoła sensacyjnej fabule towarzyszą bajecznie kolorowe, śmieszne obrazki dzięki którym, w trakcie czytania starsze dziecko może pobawić się w detektywa i spróbować odnaleźć zaginioną kaczkę. Przestrzegam, że czasami nie jest to łatwe, ponieważ autor ilustracji świetnie wczuł się w klimat wierszyka.
 




Szósta pakowała
dla krewniaczki paczkę.
Paczka jest. A kaczka?
Kto odnajdzie kaczkę?

 A dla młodszych dzieci pozostaje nadal wesoły wierszyk i kolorowe obrazki do niezmordowanego oglądania bowiem książeczka ma kartonową oprawę z zaokrąglonymi rogami. Jest więc bezpieczna i wytrzymała na miłość ze strony małoletnich czytelników-oglądaczy. Tak zresztą jak i inne książeczki z serii "Biblioteczka Niedźwiadka" wydawnictwa SARA.


Przeczytane w ramach wyzwania "Odnajdź w sobie dziecko".

Żniwa XXI wieku


Na zegarze południe, ale za oknem ciemno, pada deszcz i duchowo można się poczuć jak w krypcie...

Więc dla wywołania uśmiechu i poprawienia humoru oto "przedszkole przyszłości" ;)

No dobra, nie będę naprawiać świata, może się sam naprawi, ale przyszłości żniwa mogę przedstawić.
Otóż, dwa tygodnie temu miałam okazję pomagać w zwózce słomy na polu mego małża.

Ostatnio byłam zaangażowana do podobnego projektu w 2006 roku, jako świeżo upieczona małżonka. Wówczas chodziło o przerzucanie położonego rzepaku.
Dobrze, że to było po ślubie, bo gdyby było przed, to musiałabym być ubrana jak mumia, żeby nie pokazywać śladów zadrapań.

Teraz wygląd moich nóg, do wysokości kolan, najlepiej skwitowała Moja Fryzjerka mówiąc, że wyglądam jakbym była u kiepskiej kosmetyczki ;)

Zanim wysokozaawansowana technologia i wysokowykwalifikowana kadra wpadła na pole, wyglądało ono tak:





Ale POTEM na niwę wkroczyły zespolone siły kuzynów



i najnowocześniejszy sprzęt rolniczy:









Poszło raz dwa - dwie godzinki i stóg stał.


Dla pobliskich sąsiadów to było małe widowisko. Szczególnie jak pod pole podjechał traktor z przyczepą a po polu zaczął jeździć...

Ale co było innego robić?

Przyczepa - długość 4 metry vs laweta długość 8 metrów

Przyczepa - burta na wysokości około 175 cm vs laweta na wyskości kolan

Reszta do przemyślenia ;)

wtorek, 10 września 2013

Czwarta nad ranem...*

Co może robić matka dzieci w nocy, jeśli od wpół do trzeciej nie może zasnąć?
Przecież nie wstawię prania...
Więc jeśli już na osi czwarta, to przecież nie pójdę spać, bo za godzinę muszę się obudzić.
Zatem matka przykryta kocem bloguje :P

Chyba u znajomej na FB widziałam obrazek dziewczyny siedzącej w nocy na dachu, z podpisem: "Jeśli nie możesz w nocy spać, to znaczy, że występujesz w czyichś snach".
Zatem uprasza się Tę osobę i nieśnienie o mnie.

Do czwartej przemyślałam sprawę napisania listu do mojej dobrej koleżanki, z którą nie mam od jakiegoś czasu kontaktu, a wiem, że jest w Polsce, i że ma średnie pomysły na to, co dalej robić z życiem.

Myślę o tym, co powiedziała mi ostatnio Mama: "Odrzuć wszystko, co niepotrzebne".

Chodzi o to, że wożąc dwójkę dzieci do przedszkola, wracając około 17, właściwie nie pozostaje mi wiele czasu na cokolwiek. Obrać ziemniaki na następny dzień, przygotować jakieś mięso, nakarmić siebie i przypilnować Młodych, TROCHĘ posprzątać, potem seria odżywek i leków do podania... i iść spać...

A gdzie reszta?

Jest mi ciężko, czuję się jakbym ciagnęła kulę u nogi, tym bardziej, że Mały O. od momentu jak poszedł do przedszkola non stop nadaje w tonie: Mamusiu! Mamuniu!

Chciałabym być tzw. wystarczająco dobrą matką...
Chcę pohamować złość, zniecierpliwienie, zniechęcenie

i iść dalej z podniesionym czołem.

No cóż, pora się budzić.



* ten tytuł pochodzi z utworu Starego Dobrego Małżeństwa

sobota, 7 września 2013

Radość i zgryzota...

Przy okazji chciałam się pochwalić wygraną w sierpniowym konkursie u Żyrafy Tosi z Czytelni.
Nagroda dotarła do mnie w środę, w łapkach miałam ją 10 po ósmej wieczorem, kiedy wracałam z zebrania w przedszkolu.
Jeszcze byłam "na chodzie". Po nieprzespanej nocy, kiedy Mały O. rzygał jak kot. Ale zdrowa. Jeszcze...

Na dobranoc dziecię na szczęście zwaliło kupę typową dla zatruć i żołądek się odblokował. Podejrzewałam, że zatruł się "za mocno zakonserwowaną przed zepsuciem" mandarynką.
Do przedszkola po takiej nocy, i dniu na lekko osłodzonej herbatce, oczywiście nie poszedł. Większy K. skorzystał z tego niewątpliwego "bonusa"...

A tymczasem dziś* rano apetyt stracił i On. Od wpół do jedenastej zaczęła się "powtórka z rozrywki". Dołączyłam do towarzystwa i ja, ale mnie czyści (nadal) dołem...
Jutro też nie pójdą, tzn. nie pójdziemy, do pracy wszyscy. A czy planowana wyizyta u ortopedy się odbędzie, czas pokaże...

Tymczasem dzisiaj Większy K. rzucił tekst:
- Mamo, Oluś odzyskał głos!!!

Odzyskał głos, czyli dźwięk, w telefonie, na którym grał w Angry Birds.
Telefon marki szajsung, zakupiłam TYLKO po to, żeby dziecko starsze mogło sobie pograć. Smsy pisze się beznadziejnie, nie wiem jak usunąć niepotrzebne zdjęcia z galerii, już dwa razy odwiedziłam stoisko w centrum handlowym - raz, żeby Pan WPISAŁ mi PIN, a ostatnio, żeby Pan TYLKO wyłączył i włączył mój telefon... Chyba należę do starej daty obsługiwaczy telefonów...

Mały O. skorzystał z mojej wygranej i pochłonął lizaka - wieczorem już było z nim nieźle...
A Jego ulubioną zabawką jest mała bordowa torebeczka, w której mieściły się próbki m.in. kosmetyków Shiseido.
Nagrodą za dokończnie zdania "Biblioteka to..." była książka Murkamiego "Zniknięcie słonia". Przyznam się z ręką na sercu, że nic tego autora nie czytałam, ale recenzja i fragmenty zachęciły mnie po dwóch tygodniach "noszenia się z myślą i myślami" do zakończenia tego zdania...
W paczce znalazłam też żyrafową zakładkę :) i "Poradnik dla bloggerów". Przyda się, pewnie skorzystam z porad, bo zastanawiam się jak to jest, że blogi istniejące pół roku ;) mają już tylu obserwatorów?
U mnie wielki skok dokonał się tylko w sierpniu - z 2 obserwatorów do 6, hurra!!!
Bardzo dziękuję tym osobom. To niezwykle miłe uczucie... :))) Bo to na dodatek, nie byle jakie osoby ;)

A Basi Pelc bardzo bardzo dziękuję za uznanie!



* P.S. ten post powstał w czwartek późnym popołudniem. Jego chaotyczna narracja to efekt mojego samopoczucia. Tymczasem w nocy choroba zaatakowała Tatę Obe... W piątek rano dzwoniąc do przedszkola dowiedziałam się, że rodzice zgłaszają o chorobie innych dzieci.
Więc wszystko jasne.

P.S. nr 2. Sobota rano - "It's dobrze" ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...