Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odnajdź w sobie dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odnajdź w sobie dziecko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 grudnia 2015

Auta (Cars) - przewodnik po świecie, z którego nie można się uwolnić...

Napisał: Simon Jowett
Tytuł: "Przewodnik po świecie aut"
Ilustracje pochodzą z filmu animowanego "Auta" wytwórni Disney Pixar
Przełożyła: Małgorzata Fabianowska
Wydawnictwo: Egmont
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2009
Liczba stron: 48
Wiek dziecka: od 3 lat

Ten post to ostrzeżenie dla rodziców i opiekunów. Wujków, cioć, babć, dziadków, starszego czy młodszego rodzeństwa też. Ostrzeżenie przed chorobą pod nazwą "fascynacja filmem Auta".

Już zabawa autkami odeszła w zapomnienie i zabawki zdążyły pokryć się kurzem. Już książki stały nieruszane na półce długi, długi czas, aż tu nagle, pewnego dnia... wybuchła szalona miłość od nowa.

Pierwsza i druga część filmu oglądana w weekendy jedna po drugiej, zapisana od góry do dołu kartka formatu A4 ze spisem zabawek, których jeszcze nie mają, a miałby je przynieść pod choinkę Gwiazdor...
Przestrzegłam nawet sprzedawczynię w sklepie papierniczym z zabawkami, upewniwszy się co do wieku jej dziecka (4-5 lat), że dopóki w domu są te zabawki, dopóty istnieje "realne zagrożenie ponownym wybuchem epidemii".

"Przewodnik po świecie aut" to bardzo szczegółowe opracowanie przedstawiające wszystkie wartościowe informacje dla fanów pierwszej części filmu "Auta". Dodatkową atrakcją dla zaślepionych miłością do Zygzaka McQueena jest wkładka w środku książki, na której znajduje się wspaniały widok na tor, na którym odbywał się pierwszy filmowy wyścig. Karolki studiują te strony z lupą w ręku analizując układ zespołów i odtwarzając filmowe scenki na dywanie. Książka jest już w stanie lekkiego rozpadu, ale nadal w użyciu, więc nie wiem jak długo jeszcze wytrzyma.
Było nie było, książka opisuje wszystkich najważniejszych bohaterów z filmu "Auta" i jest Biblią dla Auto-maniaków.

Przy okazji okazało się, że autorem, nie autorką (jak czytamy na drugiej stronie książki) jest Simon Jowett. To scenarzysta, który pisał m.in. dla "Stacyjkowa", "Boba Budowniczego",ale też do filmu "Sędzia Dredd".


Wpis bierze udział w następujących wyzwaniach:

- "Gra w kolory II" i "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo,


- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015 r." na blogu Edyty "Zapiski spod poduszki".

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Lila Prap "Międzynarodowy słownik mowy zwierząt"

Tekst: Lila Prap
Tytuł: "Międzynarodowy słownik mowy zwierząt"
Ilustracje: Lila Prap
Tłumaczenie: Bolesław Ludwiczak
Wydawnictwo: Media Rodzina
Miejsce i rok wydania: Poznań 2005
Liczba stron: 40
Wiek dziecka: od 6 do 12 lat


I już po Wigilii. Czy mieliście okazję wysłuchać tego, co mówią w ten wieczór zwierzęta?

Nasze, Małego O. i moje, powroty do domu odbywały się ostatnio przy dźwiękach płyty "Angielski dla przedszkolaków ". W jednym z utworów dzieci poznają jak po angielsku odzywa się kot, koń, kogut, kaczka, indyk. Nasze swojskie kukuryku, ihaha, gul gul nie brzmią tak samo.
A w tej książce, jak na słownik przystało, można sprawdzić jak brzmią głosy tych i innych zwierząt w wielu językach. Dokładnie w 42! Dla zaciekawionych: w słowniku jest język perski, romski, nepalski, tajski, suahili.
Do książeczki dołączona jest płyta CD z nagranymi odgłosami zwierząt. Zgodnie z poleceniem można sobie sprawdzić jak brzmią zwierzęta w innych językach. Podpowiedź w książce jest taka, że brzmią odmiennie. Otóż z uwagą wysłuchałam wszystkich 14 nagrań i nie zauważyłam wyraźnych różnic. Dziwne to trochę. Bo ja właściwie spodziewałam się usłyszeć na płycie nagrania "ludzkich tłumaczeń", czyli: "neigh neigh" (ihaha),  "cook-a-doodle-doo" (kukuryku) itd.

Cóż, dobrze, że autorka współpracowała z tłumaczami przy tworzeniu słownika i do pomocy mamy zapisy fonetyczne.
Na plus można zaliczyć, że są tu fajne rysunki zwierząt, bo autorka jest również ilustratorką.

Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Gra w kolory II" i "Odnajdź w sobie dziecko III" u Magdalenardo na blogu "Moje czytanie"


- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015r." u Edyty na blogu "Zapiski spod poduszki".


czwartek, 17 grudnia 2015

"Tupcio Chrupcio. Kapryśna myszka"

Autor: Anna Casalis
Tytuł: "Tupcio Chrupcio. Kapryśna myszka"
Ilustracje: Marco Campanella
Tekst polski: Eliza Piotrowska
Wydawnictwo: Wilga
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Liczba stron: 28
Wiek dziecka: od 3 do 7 lat

Seria: "Tupcio Chrupcio"

zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa
Jak wiele bajek dla dzieci ulega teraz sfilmowaniu! Czasem trudno się zorientować, co było pierwsze, bajka filmowa, czy książkowa. W przypadku Tupcia Chrupcia pierwowzór powstał najpierw w wersji papierowej. Jego rodzicami są włoscy artyści - Anna Casalis [http://www.giunti.it/autori/anna-casalis/ oraz rzeźbiarz i rysownik, Marco Campanella [http://www.marcocampanella.it/].

Książka o myszce imieniem Tupcio Chrupcio należy do serii "Wychowanie przez czytanie" i porusza tematy bliskie każdemu rodzicowi.
Tupcio czasem jest bardzo wybredny i humorzasty. Tak jak dzieci kiedy "mają zły dzień". Tym razem ma iść z mamą na zakupy, ale nie bardzo może się wybrać. A kiedy już na tych zakupach są, staje się krnąbrny i ciągle o coś prosi, a to o kolejną przejażdżkę na karuzeli, a to o lody. I kiedy wracają z zakupów do domu mama w końcu traci cierpliwość i chowa się przed kapryśnym synkiem.
Chrupcio zaczyna bać się ciemności, kruszeje i wraca pełen potulności na łono rodzicieli, którzy przyjmują go bez wymówek.

Tak, czasem jedyny sposób na dziecko, które ma tak zły dzień, że nie idzie się z nim w jakikolwiek sposób dogadać, to zostawić go samego sobie ze swoimi humorami.

Karolki znają Tupcia głównie z kresówek, ale tę książeczkę nabyliśmy na czas określony w bibliotece. :-) Bajki z udziałem tej myszki, które widzieliśmy w telewizorze, były bardzo blisko problemów, które napotykają na swojej drodze małe dzieci. Z książek, ta była pierwsza jaką przeczytaliśmy. Warte polecenia w tej grupie wiekowej.


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

- "Odnajdź w sobie dziecko - III" i "Gra w kolory II" Magdalenardo na blogu "Moje czytanie",


- "W 200 ksiażek dookoła świata - Edycja II - 2015 r." Edyty na blogu "Zapiski spod poduszki"

środa, 16 grudnia 2015

"Nie mogę żyć bez tej książeczki"

Autor: Ramona Bădescu
Tytuł: "Pomelo i kolory"
Ilustracje: Benjamin Chaud
Przełożyła z francuskiego: Katarzyna Skalska
Wydawnictwo: Zakamarki
Miejsce i rok wydania: Poznań 2014
Liczba stron: 124
Wiek dziecka: od 3 do 7 lat


Pomelo to nowy idol Małego O. Tytuł posta to słowa mego dziecka, które padły kiedy podjęliśmy decyzję o zwróceniu książeczki do biblioteki. Cóż było robić, dzyń dzyń, przedłużona na kolejny miesiąc. Mam nadzieję, że Gwiazdor, który u nas robi prezenty na 24 grudnia (;-)) weźmie pod uwagę uczucia dziecka i podrzuci drugi egzemplarz pod choinkę.

Tymczasem przyjrzyjmy się Pomelo. Pomelo, jak mówi sama wikipedia, jest wielkości dmuchawca (dandelion). Czy to ma znaczenie w jego postrzeganiu kolorów? Może i ma. Z takiej perspektywy świat wygląda nieco inaczej. Nieco mniej dosłownie, nieco bardziej niepokojąco. Interesująco i bez niepotrzebnego ograniczania wyobraźni.
Bo jak inaczej nazwać barwy świata, w którym żyje Pomelo?

"za każdym razem inna żółtość siuśków"

"niepokojący pomarańcz jesieni"
- Cemu niepokojący? Pokojący, bo potem jest zima i psychodzi Mikołaj - komentował obrazek Mały O.


"błękit snów"
Prawda, jakie to trafne?

"szara zieleń pleśni"
Owacje na stojąco za ten rysunek!
I nieco więcej rozważań nad kolorem różowym. Otóż i one:

u góry: "róż absolutny pośladków Pomelo"
niżej: "róż sałaty, gdyby tylko tego chciała"
Prawda, że odlotowe?
I gdy zapytałam Małego czy weźmie książeczkę do przedszkola, żeby pokazać kumplom przedostatni obrazek i pośmiać się, odparł poważnie: "Nie".  Wygląda na to, że tylko matkę to bawi.

Ale z Pomelo jeszcze się zobaczymy...


Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo,


- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015 r." na blogu Edyty "Zapiski spod poduszki".

środa, 9 grudnia 2015

Miguel Sousa Tavares "Królik i Chopin"

Autor: Miguel Sousa Tavares
Tytuł: "Królik i Chopin"
Ilustracje: Fernanda Fragateiro
Z portugalskiego przełożył: Gabriel Borowski
Wydawnictwo: Rea-SJ
Miejsce i rok wydania: Konstancin-Jeziorna 2015
Liczba stron: 57
Wiek dziecka: od 7 do 12 lat


Pozwólcie, że użyję patetycznych słów: "Serce roście kiedy czyta się takie opowieści dla dzieci". Jednocześnie przychodzi refleksja, że są na szczęście jeszcze współcześni pisarze, którzy takie opowiadania piszą. Mój zachwyt może oczywiście wynikać z tego, że mało jeszcze w życiu przeczytałam i widziałam, więc nad czym się tu roztkliwiać, pff...
Ale prawda jest taka, że wybór lektur na rynku czytelniczym dla dzieci jest przeogromny, ale nie wszystkie chwytają człowieka za gardło i serce.
Ta, tak.

Ismael został wybrany przez swojego ojca, królika Maltese, znanego jako najmądrzejszy i najsprytniejszy królik w lesie, na następcę. Tym samym zamiast bawić się ze swoim licznym rodzeństwem zgodził się spędzać całe dnie na poznawaniu zasad rządzących króliczym życiem. Dzięki temu dowiaduje się jak przeżyć - kto jest największym wrogiem, jak zapewnić sobie wodę w czasie upałów, gdzie wykopać norkę. Poznaje też mowę ptaków i drzew. Ismael przechodzi przez kolejne szczeble wtajemniczenia i umiejętności, jakie posiadł jego ojciec dając obraz niezwykle szczegółowej wiedzy na temat życia królików.  Barwny i ciekawy obraz staje się jeszcze ciekawszy kiedy okazuje się, że królik Maltese rozumie ludzką mowę i uczy Ismaela pisma. A Ismael kocha muzykę.

Tu wkraczamy na baśniową ścieżkę opowieści, na której królik ma okazję spotkać Fryderyka Chopina, odpoczywajacego w domu niedaleko lasu, w którym Ismael żyje. Królik codziennie wieczorem biegnie na taras domu, gdzie może słuchać gry kompozytora. Pianista w końcu zauważa, że ma słuchacza i rozpoczyna się wzajemne poznawanie. Początkowo ich rozmowa wygląda "typowo", ale okazuje się, że Ismael potrafi porozumieć się kiwając głową, poruszając łapkami... i w końcu używając pisma.
Dwa światy ludzki i zwierzęcy spotykają się i zaprzyjaźniają dzięki wrodzonej wrażliwości.
I chociaż historia jest podwójnie nieprawdopodobna, bo prowadzi nas do tajemniczego dzieła, które miał napisać Fryderyk Chopin dla swojego przyjaciela Ismaela, to jest niezwykle ciepła i magiczna.
Nawet jeśli ktoś myśli, że to bzdura, to moim zdaniem bardzo roztkliwiająca, która nawołuje do pokochania przyrody.
Przytulajcie się do drzew, troszczcie się o zwierzęta. Jeśli ich zabraknie, co nam pozostanie na tym świecie?

P.S. Warto też zobaczyć ilustracje w tej książce.


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

- "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo,


- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015 r." na blogu "Zapiski spod poduszki" Edyty,

- "Celuj w zdanie" na blogu "Tu się czyta!" Sylwii P.

piątek, 20 listopada 2015

Niezwykłe kołysanki, czyli propozycja prezentu

Tytuł: "Kołysanki"
Ilustrował: Artur Piątek
Wydawnictwo: Siedmioróg
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2006
Liczba stron: 48
Wiek dziecka: bez ograniczeń



Serdecznie polecam tę książkę. Szczególnie teraz, kiedy zbliżają się święta i ktoś chciałby zrobić prezent na przykład przyszłej mamie. Albo małym dzieciom?

Znamy się z "Kołysankami" od czasów narodzin Większego K.  Dzięki temu, że na końcu dołączona jest płyta z utworami nagranymi przez Ewę Lorską, Rafała Ignaszewskiego i zespół Marka Kisielińskiego można również posłuchać kołysanek w bardzo przyjemnym wykonaniu. Na zdolniejsze osoby znające nuty w środku czeka niespodzianka, ponieważ każdy utwór ma swój zapis.

Wśród autorów znajdziemy najznamienitsze nazwiska, tytuły i słowa: "był sobie król, był sobie paź...", czyli "Już księżyc zgasł", "Iskiereczka" Janiny Porazińskiej, która mruga na Wojtusia z popielnika, moje ukochane "Idzie niebo ciemną nocką", którego melodię słyszaną z ust Babci przypomniałam sobie dzięki tej książce oraz inny wiersz Ewy Szelburg- Zarembiny "Jeż" (cudne strofy), "Ach, śpij, kochanie"  Ludwika Starskiego i Henryka Warsa znane z filmu "Paweł i Gaweł", "Kotek" Juliana Tuwima z muzyką Witolda Lutosławskiego co śni o miseczce pełnej mleczka, subtelne "Śniegulinki" Jana Maklakiewicza (stryja Zdzisława), "Kołysanka (Małe dzieci)" Anny Świrszczyńskiej, "Bajeczki śpią" Stefanii Grodzieńskiej, "Kiedy byłem maleńki" nieznanych autorów (która przypominała mi się na spacerach z wózkiem, w którym leżał już Mały O.), "Dobranoc" Wincentego Pola, szare bure kotki dwa, czyli "A... a... aaa..." Stanisławy Bogusz i popularne kanony "Wieczorem"  oraz "Panie Janie".

Jako dorośli nie pamiętamy zazwyczaj całości kołysanek, co ujawnia się boleśnie kiedy zjawia się potrzeba uśpienia jakiegoś małego brzdąca. Taki zbiór to okazja by sobie je przypomnieć i wykorzystać. Taki must have dziecięcej biblioteczki. Czasem mogą się przydać nawet później. Jeszcze teraz Większy K., który ma prawie 9 lat, prosi mnie czasem by mu zaśpiewać "Idzie niebo ciemną nocką" kiedy nie może zasnąć. :-)


Wpis bierze udział w wyzwaniach "Gra w kolory II" i "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo.




czwartek, 19 listopada 2015

Maria Kownacka "Kajtkowe przygody"

Autor: Maria Kownacka
Tytuł: "Kajtkowe przygody"
Ilustracje: Przemysław Tomczak
Wydawnicytwo: Oficyna Wydawnicza G&P
Miejsce i rok wydania: Poznań 2011
Liczba stron: 84
Wiek dziecka: 8-12 lat

Lektura szkolna dla klasy III


Stare lektury są niemodne. Stare lektury są napisane śmiesznym, niezrozumiałym językiem i opowiadają o obyczajach, które minęły i nigdy nie wrócą. To bezwartościowe bzdury, które należy wytępić z kanonu lektur.
Prawda, czyż nie?

A teraz moje zdanie.
Stare lektury mają swój urok. Opowiadają o czasach, kiedy nas jeszcze nie było, żyli nasi dziadkowie a może nawet rodzice, i pokazują świat, który już nigdy nie wróci. Młode pokolenie, jeśli tylko pozwolimy mu być wrażliwym i nie zostawimy sam na sam z niezrozumiałymi sprawami, potrafi się przy nich świetnie bawić i uczyć.

Czytanie Większemu K. "Kajtkowych przygód" to dla mnie był po pierwsze, powrót do szczątkowo pamiętanej lektury szkolnej, a po drugie sentymentalna podróż w czasie do mojego dzieciństwa. Kto nie słyszał o Kajtku, bocianie, który nie odleciał na zimę do Afryki i zamieszkał w gospodarstwie? Może młodsze pokolenie już go nie zna, ale dla pokolenia mojego i starszego to kultowa postać. Podobnie jak inny bohater Marii Kownackiej, Plastuś. O dziwo, "Kajtkowe przygody" nadal są wymienione wśród lektur, które służą dzieciom początkowych klas szkoły podstawowej. Można się spierać czy jest to potrzebne, ale trzeba się zastanowić czy dzieci mają poznawać tylko łatwe, prosto napisane opowiastki, vide język z serii "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai", która nie ujmując fabule jest napisana tak prostym czasem teraźniejszym, że aż razi.

Wracając do Kajtka, Antka, Wawrzka, psa Bukieta, Mruczka i innych postaci ludzkich i zwierzęcych. Świat widziany oczami bociana może być śmieszny, o czym przekonałam się czytając jego przygody Większemu. Dziecko śmiało się i domagało się kolejnych rozdziałów, z żalem rozstając się z opowiadaniem. Oczywiście musiałam czasem robić dygresje i tłumaczyć co robią ludzie na wsi (międlą len, babcia przędzie na kołowrotku, kopcują ziemniaki i marchew, przygotowują beczkę do kiszenia kapusty), ale to była przyjemna i zaskakująca podróż z myślą, że może już niedługo nie będzie miał kto sięgać do tych czasów, skoro już teraz kryzys lat 80 młode pokolenie przyjmuje z niedowierzaniem pytając "Jak to, w supermarketach nic nie było?"
Tło historyczne i obyczajowe jest faktycznie bardzo odległe, ale w pierwszych klasach podstawówki większy nacisk kładzie się na symbole i omawia proste sprawy. Lektura taka jak ta, to ciekawa i niespotykana przygoda z... bocianem w domu.


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
-"Odnajdź w sobie dziecko III" i "Gra w kolory II" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo,


- "Celuj w zdanie" na blogu "Tu się czyta!" Sylwii P.

sobota, 14 listopada 2015

Mark Brake "Jak zostać łowcą kosmitów. Poradnik odkrywcy"

Autor: Mark Brake
Tytuł: "Jak zostać łowcą kosmitów. Poradnik odkrywcy"
Ilustracje: Colin Jack, Geraint Ford
Tłumaczenie: Ewa Wolańska
Wydawnictwo: Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o. S.K.A.
Miejsce i rok wydania: Ożarów Mazowiecki 2013
Liczba stron: 112
Wiek dziecka: od 8 lat
Tata Karolków wykazuje zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi. Swego czasu namiętnie oglądał po nocach program "Strefa 11". I jak przystało na człowieka, który "wierzy" w cywilizacje pozaziemskie, kręgi w zbożu, kule ognia i inne tam ufa, zdarza mu się być świadkiem niewytłumaczalnych zdarzeń. Ale bez przesady... ;-) Pioruny kuliste, w które uwierzyliśmy 2 lata temu będąc nad morzem okazały się w tym roku ... o tym dalej. Ale przez dwa bite lata karmiliśmy siebie i znajomych opowieściami o zbliżającej się wraz ze ścianą siwych chmur kuli ognia. Opowieść zasłyszana od Cioci, która miała świadka w osobie męża mojej przyjaciółki, więc świadkowie wiarygodni. Nie wiedzieć czemu, w tym roku Ciocia, siedząc przy kawie wyprowadziła prosty dowód logiczny, na którego końcu znajdowały się fajerwerki. Trudno.
Ale korzystając z jakiejś wyprzedaży ocaliłam od zapomnienia tę książkę - z myślą o małżonku, rzecz jasna. "Może skorzysta", pomyślałam. "Przyda Mu się".

Tymczasem do lektury przystąpił Większy K. oraz ja. To dość skomplikowana pozycja, w której znajduje się mnóstwo naukowych informacji, analiz i wywodów. Jest to interdyscyplinarna lektura dla osób zainteresowanych i zafascynowanych kosmosem, niekoniecznie tym, czy gdzieś oprócz Ziemi istnieje życie. Autor, Mark Brake, to fachowiec w dziedzinie spodziewajcie się zatem profesjonalnej analizy. Gdzie można spodziewać się życia w kosmosie, jakie są konieczne warunki do tego, by życie mogło istnieć, czy inne cywilizacje moga być bardziej czy mniej rozwinięte od naszej, oto podstawowe zagadnienia, które przedstawia "Poradnik odkrywcy".
Dowiedziałam się z niego między innymi dlaczego Pluton, o którym uczyłam się w szkole, że to ostatnia planeta Układu Słonecznego, aktualnie (a dokładnie od 2006 roku) nią nie jest.
Wiem też dzięki poradnikowi, że Ziemia znajduje się w strefie Złotowłosej, czyli części zamieszkiwalnej naszej galaktyki oraz, że prawdopodobnie życie może istnieć tam, gdzie jest ciekły metan lub amoniak, nie tylko woda.

Z uwagi na to, że Brake czerpie z wielu dyscyplin i dziedzin nauki (botaniki, ewolucji, archeologii, biochemii, fizyki) to pomimo, że książka opatrzona jest barwnymi, prostymi, dziecięcymi rysunkami jest dość skomplikowana i "mocno naukowa" jak na możliwości percepcyjne ucznia początkowych klas szkoły podstawowej. Ale nie chciałąbym nikogo zniechęcać do sięgnięcia po nią, bo to naprawdę bardzo wartościowa książka. Czytając ją dziecku lub z dzieckiem można wyjaśnić co trudniejsze terminy a pomoże w tym słowniczek znajdujący się na końcu książki.

Starsze dzieci i młodzież (wliczam w to młodzież w wieku Tatka Karolków) na pewno skorzysta z informacji zgromadzonych w tej książce. Życzę powodzenia w łapaniu kosmitów! ;-)

Wpis bierze udział w następujących wyzwaniach:

- "Gra w kolory II" i "Odnajdź w sobie dziecko III"  na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";




- "Celuj w zdanie" na blogu Sylwii P. "Tu się czyta!" ;

- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015 r." na blogu Edyty "Zapiski spod poduszki".





sobota, 31 października 2015

"Stoliczku, nakryj się!"

Tekst: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: "Stoliczku, nakryj się!"
Zilustrował: Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Agora S.A.
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2006
Liczba stron: 40
Wiek dziecka: od 5 do 8 lat


O jak zawodna jest ludzka pamięć! Zupełnie nie pamiętałam, że w baśni braci Grimm o zaczarowanym stoliczku znajduje się też fragment o osiołku, któremu... spod ogona wypadały złote monety oraz słynne kije-samobije. A to wszystko jest w tej historii!


Spotkałam się z opinią, w której utwory braci Grimm są uznawane za niezbyt odpowiednie dla dzieci: zawierają drastyczne sceny, niepotrzebnie grają na złych emocjach i uczuciach (dla dzieci rodzice powinni być ostoją bezpieczeństwa i bezwarunkowej miłości; tu nawiązuję do "Jasia i Małgosi"). Może dlatego z mojej dziecięcej pamięci zostały wyparte te elementy baśni, które zaskakują mnie nawet jako osobę dorosłą?

W oczach dzieci podmiana zaczarowanego osiołka na osiołka, który nie wykazuje magicznych zdolności w rejonach ogona jest zabawna. Dorosły będzie się zastanawiać czy nie mamy tu do czynienia z zaszyfrowanym przekazem...

Chyba lepiej czytać takie historie jako dziecko o czystym, nieskażonym doświadczeniem umyśle. :-)

Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Gra w kolory II" i "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie".




czwartek, 29 października 2015

Hej, Jędrek!

Tekst: Rafał Skarżycki
Tytuł: "Przepraszam, czy tu borują?"
Rysunki: Tomasz Lew Leśniak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 224
Wiek dziecka: od 8 do 12 lat

Seria "Hej, Jędrek!"


Jędrka poznałam, przepraszam bardzo, poznaliśmy dzięki Momarcie.
Jako pierwszy przeczytał przygody Większy K. Strasznie mnie ciekawiło co jest w tej książce.

Pół godziny pod drzwiami przedszkolnej sali w oczekiwaniu na koniec zajęć Małego O. plus towarzystwo w trakcie kolacji wystarczyło na pochłonięcie tej ekscytującej historii. Jędrek ma dziesięć lat, dwóch najlepszych kumpli Witka i Grubego, starszą siostrę, psa, całkiem zwyczajnych rodziców i wpada na trop afery złodziejskiej, w której łupem pada kilka tysięcy diamentów. Śledztwo prowadzi jego mama, która jest zresztą dość kultową postacią w tej fabule. Jędrek często powtarza jej powiedzonka i sentencje co jest bardzo budujące, jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia rodziciela. ;-)
Spot nieoczekiwanych zdarzeń powoduje, że w szkolnym gabinecie stomatologicznym (ja się pytam gdzie w tych czasach takie są?) pojawia się nowa, młoda, powabna dentystka, która w błyskwicznym tempie robi przegląd uzębienia kolejnym klasom i funduje każdemu z uczniów średnio po 3 plomby.
Tylko u Jędrka i Karoli, z którą dotąd Jędrek nie znajdował wspólnoty myśli i przekonań (głównie tych dotyczących szkoły i nauki), budzi to duże podejrzenie. Niczym Moulder i Scully z Archiwum X knują szczwany plan angażując do niego Grubego i Witka, i kładąc szkolną egzystencję Jędrka na ostatecznej szali rozgrywek. Tu nawiązanie do ostatniego komentarza Magdy, czego można dowiedzieć się z książek dla dzieci i młodzieży. Otóż poznać można jakie są konsekwencje zawieszenia w prawach ucznia... Nie życzę tego nikomu.

Na przeszkodzie by być zupełnie zaskoczoną uplecioną intrygą stanęła mi znajomość jednej z ksiąg "Biura dektekywistycznego Lassego i Mai", ale i tak świetnie się bawiłam czytając tę książkę - uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Akcja rozwija się brawurowo.

Na półce leży i czeka na mnie druga część przygód Jędrka (przeczytana przez Większego), a w zapowiedziach widziałam już trzecią.
"Przepraszam, czy tu borują?" zabrała do czytania w pociągu Babcia. :-) Ciekawa jestem jej wrażeń.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

- "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo

- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II -2015 r." na blogu "Zapiski spod poduszki" Edyty.











piątek, 23 października 2015

Na wojskowo

Przedostatnia wizyta z gminnej bibiotece zaowocowała niezwykłą zgodnością tematyczną między książkami wybranymi przez Karolkowych braci.
Mały O. wyłuskał to:


Autor: Anna Podgórska
Tytuł: "Co słychać... W wojsku"
Ilustrował: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Aksjomat
Miejsce i rok wydania: Kraków 2007
Liczba stron: 12
Wiek dziecka: 3-6 lat
Seria: "Co słychać..."

To twardokartonowa książeczka dla mniejszych dzieci, ale nie przypuszczam aby wśród 2-3 latków istnieli tacy fascynaci wojskowości... No chyba, że zainteresowanie odziedziczyli po tatusiu, dziadku tudzież innym wujku. Mój nieomal sześciolatek zamiłowanie do czołgów nabył podczas namiętnego oglądania "Czterech pancernych i psa".
Trzeba przyznać, że jak na bardzo niewielką formę temat wojska przedstawiony jest tu dość wyczerpująco. Maluchy poznają pojęcie poligonu i rodzaje pojazdów wojskowych. Zapoznają się z formacjami wojskowymi - siłami powietrznymi, wojskami lądowymi, marynarką wojenną. Poznają dzięki niej symbole wojskowe, jak słynną lotniczą szachownicę oraz najbardziej znane samoloty wojskowe, czyli MIGa-29 i F-16.

Z kolei Większy wyciągnął z półki tę oto książkę:

Autor: Ian Harvey
Tytuł: "Niesamowite przekroje. Czołgi"
Przekład i adaptacja: Tomasz Makowski
Ilustracje: Richard Chasemore
Wydawnictwo: Wiedza i Życie
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1997
Liczba stron: 37
Wiek dziecka: od 8 do 12 lat
Seria: "Niesamowite przekroje"


I dzięki temu Matka Karolków doznała oświecenia. Trzy dekady w nieświadomości pozostawała myśląc, że miejsce dla Gustlika znajdowało się w czołgu obok Grigorija i Janka.
Dopiero zobaczywszy ten oto przekrój:


przekrój bardzo detaliczny, ten sam obrazek co na okładce, ale dopiero TU zrozumiałam...

doszło do jej mózgownicy, że to fizycznie nie byłoby możliwe, aby Gustlik ładował odłamkowe z poziomu podwozia. No bo jak niby dostawałyby się one potem do lufy, hę?
Oto, do czego czasem przydają się dzieci.
Do poznania prawdy o świecie. ;-)

Poza tym ta książka daje świetny przegląd modeli i przekrojów czołgów od czasów I wojny światowej - Renault FT-17, Konigstiger, Churchil, Sherman i, przepraszam za epitet, "nasz" swojski T-34. A na końcu książki mamy przegląd czołgów i pojazdow "dziwolągów". To bardzo ciekawa i pouczająca lektura zarówno dla małych mężczyzn, jak i tych już wyrośniętych chłopców.


Wpis bierze udział w następujących wyzwaniach:

- "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo,


- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015 r." na blogu "Zapiski spod poduszki Edyty.














środa, 30 września 2015

Irena Landau "Kuba i niesforna piłka"

Autor: Irena Landau
Tytuł: "Kuba i niesforna piłka"
Ilustracje: Marta Sobalska
Wydawnictwo: Publicat S.A.
Miejsce i rok wydania: Poznań 2015
Liczba stron: 32
Wiek dziecka: 6 - 8 lat

Seria: "Pierwsze czytanki"


Bardzo spodobała mi się seria "Pierwsze czytanki". Duże litery, nieskomplikowane ale ciekawe historyjki, kolorowa szata graficzna. W sam raz dla dzieci rozpoczynających przygodę z samodzielnym czytaniem. O niektórych książkach z tej serii była już okazja tu napisać (KLIKKLIK). Tym razem korzystając z tego, że znalazłam się w stolicy i miałam wystarczająco dużo czasu by pobuszować w przyległym do dworca Empiku, nabyłam dwie kolejne książki, których nie miałam okazji zauważyć wcześniej w internetowych księgarniach.


Kiedy rano Kuba wyszedł z domu na ogródek znalazł tam piłkę. Piłka miała złociste kropki i jedną srebrną. Gdy okazało się, że przedmiot nie należy do żadnego z sąsiadów, chłopiec mógł się nią bawić. Ale już na początku zabawy okazało się, że piłka "nie słucha" chłopca i nie leci tam, gdzie Kuba ją rzuca.
Jak myślicie, jaka mogła być przyczyna?
Piłka nie była przedziurawiona, nie była też nierównomiernie nadmuchana, i to nie wiatr ją znosił w innym kierunku...
Z piłki dochodziły odgłosy mlaskania i rozmowy, ale słyszał je tylko pies Kuby, Rogal.
...
Otóż, był to statek kosmiczny, który wylądował z powodu awarii. I tak, jak niespodziewanie się znalazł w ogródku Kuby, tak znienacka wystartował w kosmos.

Co ciekawe, Mały O., który skończy 6 lat w listopadzie i któremu czytałam to opowiadanie przed snem nie domyślił się, że piłka to było UFO. W przeciwieństwie do Większego K. (lat 8), który sam je sobie przeczytał chwilę po nas i świetnie zrozumiał, o czym była mowa.


Wpis bierze udział w wyzwaniach:

- "Odnajdź w sobie dziecko III" - u Magdalenardo na blogu "Moje czytanie" i
- "Celuj w zdanie" u Sylwii P. na blogu "Tu się czyta!".

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...