niedziela, 16 października 2016

Książki są wszędzie

Ja to jestem nieuleczalnie chora na książki. Nawet z turnieju piłkarskiego potrafię je przywieźć, co zresztą udało mi się zrobić po raz drugi. Wiosną wypatrzyłam kilka pozycji typowo poradnikowych i biograficznych, które schowałam i wręczyłam mojemu małemu zawodnikowi z okazji urodzin (obchodzi je w maju).
Tym razem już zza szyby wołała mnie kartka "wszystko za 10 zł". W przerwie między meczami poszliśmy się ogrzać i po oczywistym zakupie czekolady z automatu dla Małego O., podjęłam decyzję, że upłynnię jeden banknot, ale pod warunkiem, że będą to książki wyróżnione nagrodą. Były takie, były...
Nie załapało się kilka bardzo znanych nazwisk, ale mimo tego jestem z wyboru baaardzo zadowolona. Proszę oto jedna z nich - klik.

A tymczasem by zapisać sobie w pamięci pozycję, która mnie mocno zainteresowała, zacytuję przeterminowaną gazetę.
Ten fragment recenzji, będący wyjątkiem z książki "Zaraz wybuchnie" Michała Komara (wyd. Czuły Barbarzyńca) bardzo mocno do mnie trafił. Historyczny kontekst niedawno znów miał swoje dwie rocznice; gazeta pochodzi ze stycznia.

Jest więc w "Zaraz wybuchnie" spotkanie z Aleksandrem Niekriczem, żołnierzem Armii Czerwonej z czasów II wojny, a później politycznym emigrantem i autorem szczerych książek (więc antysowieckich; Niekricz pisywał prawdę np. o katastrofalnym początku wojny hitlerowsko-bolszewickiej z czerwca 1941 r.). Pewnego razu - był 1967 r. - zjechał do Warszawy. Chciał zobaczyć Wisłę i Płytę Czerniakowską, a więc miejsce, gdzie wylądowali żołnierze armii Berlinga, by nieść złudną, samobójczą, pomoc powstaniu.
Patrzył więc na rzekę i dziwił się, że wąska. A potem zapytał Komara:
"- Czy Bór-Komorowski wiedział o Katyniu? - Oczywiście - odpowiedziałem. - A jego sztabowcy? - Też.
- Ale ja się pytam, czy wiedzieli, że to nasza wina? - Wszystko na to wskazuje - odpowiedziałem. - To dlaczego spodziewali się pomocy naszej armii? - zapytał Aleksander Niekicz i zapłakał po raz drugi".
I niech ktoś mi powie, że ten krótki dialog, a zwłaszcza prościutkie pytania czerwonoarmisty, to nie jest połowa zawartości współcześnie napisanych tomów, które chcą objaśnić, czy powstanie miało szanse.


Smoleński Paweł, Przychodzi Komar do generała, "Gazeta Wyborcza" 2016 nr 20.8657.

wtorek, 11 października 2016

ORWO antologia

Tytuł: "ORWO antologia"
Wybór, opracowanie, wstęp Dorota Hartwich i Agnieszka Wolny-Hamkało
Wydawnictwo: FORMAT
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2011
Liczba stron: 124

Znane nazwiska: Żulczyk, Iwasiów, Dziubak, Klimko-Dobrzaniecki, Fiedoruk, Chmielewska,, Orbitowski, Rudzka... Ponad sto pastelowych stron na lepszym papierze, oprawionych w srebrną okładkę zachęca potencjalnego czytelnika starannością wydania i wrażeniem posiadania cennego skarbu w rękach.

Choć wstęp i dedykacja wyjaśnia nazwę zbioru opowiadań, mam dla niego własną teorię.
Dla pokoleń pamiętających kolorowe klisze fotograficzne ORWO, ale dlaczego nie dla innych? Zaczynam odnosić wrażenie, że coraz częściej jesteśmy dzieleni przez rzeczy małoistotne, typu wspólnota czasów, w których dorastaliśmy. Owszem, jest to pojednujące odniesienie, ale czyż nie ciekawiej posłuchać jest historii z czasów, o których zupełnie nie mamy pojęcia, nie tylko licytować się okrzykami w stylu "A pamiętasz...?!" Ale kto teraz ma ochotę cierpliwie słuchać tego, co ma do powiedzenia druga strona...
A dlaczego dzieleni? Bo formują się wtedy pojęcia pokolenia X, Y, Z, takiego, siakiego, które w podtekście brzmią: "my - wy", "lepsi - gorsi". Czy to jest potrzebne, i komu? Jesteśmy po prostu inni, ale wszyscy tworzymy jedną historię.

Opowiadania powstały na Międzynarodowy Festiwal Opowiadania i sięgają do czasów kiedy klisze niemieckiej (wschodnioniemieckiej, bo była taka) firmy były jedynym narzędziem służącym do utrwalania rzeczywistości w kolorze. Z perspektywy czasu kolor ten nie jest oszałamiający (ale nigdy też nie był w czasie rzeczywistym), zaś przywołane wspomnieniami w antologii wydarzenia, owszem. Zostawiają w głowie wyraźne barwy: krwi, ośnieżonej polany w lesie, ciemnej piwnicy, czarnej nocy pod namiotem. Są czasem projekcją traumatycznych przeżyć, może dopiero tu i teraz uwolnionych z pokładów pamięci, choć wówczas przyjętych do świadomości tak po prostu. Być może magicznie, bo dzieciństwem rządzi magia...

Warto spotkać się z tym światem, który może wydać się nam całkiem bliski nie tylko przez równoległą oś czasu. To dzieciństwo i jego problemy, frustracje, obawy, nadzieje są podobne bez względu na wspólny mianownik przeszłości. Przenosząc się w czasie wstecz kilkanaście lub kilkadziesiąt lat przekonamy się, co było ważne dla nas. Co żywiło naszą wyobraźnię, jakie lektury, filmy, wspólne zabawy.
Kto ma odwagę wrócić do siebie z tamtych lat?


Myślę, że warto sięgnąć po "ORWO antologię", uważnie przyjrzeć się tym obrazom i dowiedzieć się z czym mierzyli się znani i lubiani - piszący i ilustratorzy.



*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  


Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "Gra w kolory II" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie",

- "W 200 książek dookoła świata".

niedziela, 9 października 2016

Trójkąt i gimnastyka

Zanim wypalę posta, że internety jękną i klękną ;-), albo też i nie (gdyż z pisaniem noszę się jak słoń z ciążą), wtedy dalibóg! wykasujcie mnie ze swych stron, historia niecodzienna, gdyż niedzielna.

Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają, gdyż widzę, że blog oddycha, choć nie syntezuje...

Świadkiem owych zdarzeń nie byłam, przebieg zaś nam z przekazu małżonka.

Po raz drugi odbyło się dziś spotkanie przedkomunijne, na które należało zabrać różańce ku poświęceniu, albowiem październik mamy, który miesiącem modlitwy różańcowej jest.

Brat młodszy pierwszokomunisty wziąwszy w rączki różaniec, obejrzał i zauważywszy krzyżyk rzekł:
- O, Pan Jezus na drążku ćwiczy.


Wiem, wiem... ale... dziecko wie co to krzyż. Jednak w takim świecie żyje - bratu zamontowano drążek do podciągania więc ten...


P.S. Na łączniku różańca jest zaś medalik, który określił jako "puchar" - to z relacji starszego.







czwartek, 29 września 2016

O zarabianiu

Matka, po raz kolejny tego samego dnia wymiatając piasek i resztki traw spod nóg synów:
- Ile razy tu można sprzątać?! Ja się przy was zarabiam!
Syn (młodszy):
- Mamo, ty nie zarabiaj, ty nas kochaj.

Kurtyna.
:-)

sobota, 17 września 2016

Na sen

Mały O. wymyty, przebrany w piżamę leży w łóżku. Tata siedzi na jego brzegu kiedy wchodzę do pokoju. Spoglądam na synka - ma wyczesaną i przyklepaną na lewą stronę, mokrą grzywkę. Zwracam mężowi uwagę - pokazuję z uśmiechem oczami i głową tę stylizację.


Za chwilę jestem już obok Małego i mówię:
- Oluś, ale do spania nie układa się fryzury.
- Ale ja chciałem żeby mnie sen powidział.




Dwa tygodnie września minęły.
Jest coraz gorzej z czasem, który mogę poświęcić dla siebie. O uwagę walczą dzieci, kuchnia, ogród. Komputer i książki są na ostatnim miejscu. Zasypiam w tym samym czasie co dzieci.
Dzisiaj znów turniej piłkarski.
W dodatku gdzieś zgubiłam lub przez przypadek wykasowałam zdjęcie przepięknej jarzębiny pełnej owoców... To takie przykre uczucie, że dogina mnie do poziomu ziemi i  trudno pozbierać się w sobie...
Wiem, moje problemy są abstrakcyjne. Ale w moim życiu czuję się aktualnie zupełnie pominięta...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...