poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Anna Onichimowska "Trudne powroty"

Autor: Anna Onichimowska
Tytuł: "Trudne powroty"
Wydawnictwo: Literatura
Miejsce i rok wydania: Łódź 2000, wydanie II
Liczba stron: 144
Wiek: dla młodzieży


Po raz kolejny Pani Onichimowska pisze historię oczyma młodego mężczyzny.
Otóż ku mojemu zdziwieniu "Trudne powroty" to dalszy ciąg losów bohaterów, których poznaliśmy w opowieści "Samotne wyspy i storczyk". Tym razem widzimy świat patrząc z perspektywy Grubego. Przenosimy się o rok naprzód od zdarzeń opisanych w poprzednim tomiku i okazuje się, że życie wokół nie układa się już tak gładko jak rok wcześniej. Związek najlepszego przyjaciela Grubego, Maćka, czyli głównej postaci z poprzedniego opowiadania, i Ewy siostry Grubego nie istnieje. Gruby właśnie kończy pierwszy rok filozofii i zaczyna zastanawiać się co dalej. Nie może znaleźć wspólnego języka ze swoją dziewczyną, ale czuje  że potrzebuje ciszy, samotności i spokoju by przemyśleć i poukładać sobie w głowie własne sprawy.

Wyjeżdża w góry z myślą popracowania przez wakacje, ale wkrótce okazuje się, że zostaje tam  na dłużej. Ucząc w wiejskiej szkole nabiera przekonania co do tego co właściwie chce dalej w życiu robić. Postanawia zająć się pedagogiką specjalną, i chyba nie zdradzę zbyt wiele, jeśli podpowiem, że na tę decyzję ma wpływ kontakt z dzieckiem z domu opieki prowadzonego przez siostry zakonne.

Onichimowska jest bardzo uważnym obserwatorem i wnikliwie analizuje motywy działań postaci. Bezwzględnie pokazuje i wytyka egocentryzm i spontaniczną filantropię. Stawia zaś na dojrzałe i świadome działania. Widzę tu echo mądrości z "Małego księcia": "Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś".

Podoba mi się jej męskie spojrzenie na wiele spraw. Ciekawe jak książkę odebraliby męscy czytelnicy.


Wpis bierze udział w wyzwaniach Magdalenardo:
- "Odnajdź w sobie dziecko" i "Gra w kolory".

czwartek, 27 sierpnia 2015

"Zbuduj robala"

Autor: Claire Bampton
Tytuł: "Zbuduj robala"
Ilustracje: Lee Montgomery
Tłumaczenie: Michał Brodacki
Wydawnictwo: Wilga
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Liczba stron: 12
Wiek dziecka: 7+




Książka, która może pomóc pokonać fobie i strachy młodych.
Wybrał ją sobie Mały O., który już od maleńkiego (co odkryła prababcia) bał się mumy. Po złożeniu figurek, a w zasadzie kibicowaniu moim staraniom, jakby mniej zaczął obawiać się osy. Jego strach nie był jednak bezpodstawny, ponieważ latem zeszłego roku przypadkowo został przez taką jedną ugryziony w palec. Takie zdarzenia wzmagają niestety obawy dzieci.

Książeczka zawiera szereg interesujących, wzbogacających wiedzę informacji o przedstawionych gatunkach owadów i pająków: chrząszczach, mrówkach i osach. Można tu przeczytać ciekawostki z życia tych zwierząt i poznać ich różne gatunki. To mała pigułka z informacji, które zainteresują młodych badaczy i dzieci zaciekawione przyrodą. Encyklopedyczne, ale proste opisy budowy anatomicznej robali ukazują się naszym oczom po wyjęciu robaka ze strony.

Młodsze niż sześciolatki dzieci mogą mieć problem z samodzielnym złożeniem figurki, a ze swej strony polecam po złożeniu sklejenie robala "kropelką". Zapobiegnie to wysuwaniu się odnóży i nieskoordynowanym upadkom.

Autorka tej serii, Claire Bampton, w swoim macierzystym języku wydała również uplastycznione adaptacje poważniejszej literatury ("Drakuli" i "Frankensteina") a także znana jest z pozycji przybliżających dzieciom najbardziej znane dzieła sztuki. Interpretuje szerokie spektrum tematów od starożytności do historii naturalnej [klik].
Na naszym rynku można znaleźć na półkach inne książki z serii: "Zbuduj dinozaura", "Zbuduj koparkę" i "Zbuduj robota".


Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "Gra w kolory" i "Odnajdź w sobie dziecko III" na blogu "Moje czytanie" Magdalenardo;
 

- "W 200 książek dookoła świata - Edycja II - 2015 r."  na blogu Edyty "Zapiski spod poduszki".

 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Serwety za skarpety i żyła złota




Już przy KASIE można przekonać się o bezwzględności tutejszego klimatu ;-)
To zdjęcie pochodzi z kopalni złota

Szybko szybko najświeższe newsy.
Karolki przyjechały, pokopały piłę, ale zdążyły wylosować.
Zatem komu się dostanie komplet serwetek?

Oto losy i maszyna losujaca:

 
Moment losowania:
 

Proszę o duże pokłady cierpliwości, gdyż serwetki trafią do...


Blog młodej mężatki.

Karolki są już na tyle wyrozumiałe, że jak się powie 'jeden los' to jest to jeden los. Jeszcze dawa lata temu był to duży problem...


Tymczasem nie ma nas.

Widoki z trasy, którą pokonaliśmy w niedzielę.

Trochę już człowiek zapomniał jak wyglądają okolice centrów handlowych w niedzielne wczesne popołudnie...

Mały O. wyszedł po wciągnięciu frytek i totlecików,

rozejrzał się i zakomunikował


"W Białymstoku jest burza".

Noooo, ewidentnie:



To znaczy jesteśmy wyjechani i od dwóch dni okupujemy Góry Złote.
Dziś nawet dosłownie, gdyż byliśmy zwiedzać kopalnię złota w Złotym Stoku. Tata Karolków coś ma kiepskawą minę, ale nie ma się co dziwić, gdyż niewątpliwe atrakcje (gorąco polecam!) są mocno drenujące kieszeń. Złota tu już dawno się nie wydobywa, ale sama kopalnia i przyległy Park Średniowiecznej Techniki (z repliką czołgu wg. projektu Leonarda da Vinci) to dopiero żyła złota...


Wczoraj podjęliśmy próbę wejścia na Śnieżnik. Skończyło się na Hali pod Śnieżnikiem i herbacie z sokiem malinowym (pycha!). Nie ta kondycja, panie, już nie ta. Albo człowiek ma zbyt słabą pamięć tego co robił niemal 30 lat temu... Na sam Śnieżnik nie ciągnęliśmy dzieci; samo podejście żółtym szlakiem od Jaskini Niedźwiedziej było mocno wyczerpujące i zajęło nam 2 godziny. Moje wspomnienie wejścia na szczyt (dwukrotne) jest dość razczarowujące (kupa kamieni), a pogoda była dość wietrzna z niskim pułapem chmur więc obawiałam się, że na górze nic by nie było widać. Są góry z lepszym efektem końcowym.
Ale jakby nie było 1218 m n.p.m. to już coś dla początkujących łazików, prawda?


 

piątek, 21 sierpnia 2015

Osa


- Mamuniu, mamuniu, a przedwczoraj babcię użądliła osa.
- Gdzie?
- Koło Biedronki.


 

środa, 19 sierpnia 2015

Sztuka ogrodowego kompromisu

Późnym popołudniem dnia wczorajszego wsadziliśmy z ojcem Karolków około 13 metrowy rząd tui. Tym samym składam tu na siebie samokrytykę i biję się w piersi za taki występek. Mea culpa.
wdrożyłam tym samym na własnym polu cmentarną stylistykę, którą sama piętnuję: rząd tui (no patrzcie ludzie,  nawet napisać tego nie mogę bo wychodzi mi toi lub tuo.).
No to ma być tuo dla ogrodu i zapewne spacerujący (tudzież ujeżdzający drogę osiedlową zastanawiać się będą czy te ludzie, czyli my, nie mogli posadzić do końca tych krzaków - na całej długości tylnego ogrodzenia. (Pytanie: czy jak wrócę do domu to krzewy będą jeszcze stali tam gdzie były zasadzone...?)

Otóż, nie mogli.
Bo samiuśki róg w ilości 7 metrów bieżących ma być obsadzony kauskaskimi jodłami czy koreańskimi, nie pamiętam - sztuk w linii 2.
To efekt kompromisu między tym co lubię, czego nie lubię, a tym co zaproponowała koleżanka-architekt, żeby osłonić nas od tylnej (na razie niezagospodarowanej) działki.


A teraz sobie pomarzę.
Pod tym szpalerem ze szmaragdów, przyciętych na kształt żywopłotu, będzie sobie stała w tyle ogrodu ławeczka, na której może sobie kiedyś legnę.
I popatrzę Ci ja w niebo nade mną. Jak dwa tygodnie temu na spacerze do parku z Karolkami.

A było tak:


Kasztany dojrzewające już widać.


Karolki skakały na pobliskim bezpiecznym placu zabaw, a ja poćwiczywszy sobie na powietrznej siłowni, usiadłam na ławce, a potem tak mi się zachciało poleżeć na tej parkowej. No to się położyłam.

Przyroda na spacerach przywołuje najdalsze wspomnienia z miejsc i zabaw z dzieciństwa. Na przykład taki kwitnący późnym latem okaz robinii (?):



 
 
 
 
 
Takie drzewo rosło przy polnej drodze prowadzącej wśród pól i sadów, którą chodziliśmy na dworzec kolejowy bawiąc się w podchody. Aktualnie na tym miejscu stoją bloki, ale przechodząc z Karolkami przez osiedle w kierunku dworca, niepodziewanie natknęliśmy się na pozostałości umocnień zbudowanych (wedle słów mego Taty) przez Niemców. Ten bunkier znajdował się kiedyś prawdopodobnie na terenie któregoś z gospodarstw lub ukryty był wśród łanów zboża na polu. Teraz stoi na środku osiedla:


A skoro o podchodach. W zeszłym tygodniu dobiły do Dziadków bratanice. Dużo nie myśląc postanowiłam pokazać młodemu pokoleniu zabawy z mojego dzieciństwa. W piątek bawiliśmy się w podchody na działkach, a na sobotę zostawiłam skakanie w gumę. W tym celu 4 metry nabyłam w pasmanterii, co wcale nie było za dużo. Z tą gumą było trochę gorzej niż z podchodami, bo nie pamiętałam dokładnie jak to po kolei szło - od kostek do szyi owszem, ale ile razy podskakiwać i czy w dwie strony?
Podchody spodobały się ogromnie. Na gumę nowe pokolenie chyba za małe jeszcze.

A jutro jedziemy po Karolki!

Dobrej nocy :-D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...