3:54, znowu nie mogę zasnąć.
Może to wina tego, że jestem zawalona i nie mogę oddychać (tym razem doprawiłam się przez zbyt intensywne rozgrzewanie wychłodzonego wnętrza samochodu).
Wczoraj o tej porze zrobiłam drugiego pomponika do czapeczki dla chrześnicy i pospisywałam sobie zamówienie do FMa.
Może to stres, chyba stres, bo wiem, że nie zdążę zrobić wszystkich zaplanowanych prezentów...
Nie zdążę fizycznie i poczta nie zdąży dostarczyć mimo, że zamawiałam już dawno (takie sobie wymyśliłam zamówienie w ksiegarni internetowej) .......
Godzinę temu w końcu nie wytrzymałam i włączyłam kompa. Wywnętrzyłam się ;), skomentowałam i trochę mi się polepszyło ;)
Miałam gonitwę myśli po całym tygodniu, a Mąż przed kolacją wyprowadził mnie z równowagi siedząc przy stole i rysując sobie po kartce jakieś bzdety. Zrobił lakoniczny, acz szczegółwy wywiad co dla kogo na prezent (poglębiając moją frustrację nad "niedoczasem"), i dalej siedział, a w zlewie gotowała się sterta garów po obiedzie. Większy K. zaczął marudzić, że nikt się z nim nie bawi, więc rzuciłam kolejną robótkę i druty, i poszłam do Niego na dywan. Mąż siedział dalej. W końcu dostał zjeb i ruszył dupę, żeby wprowadzić samochód do garażu.
No! porządek musi być! tym bardziej jak rządy nad trzema chłopami sprawuje baba ;)
Ale czasami to nawet nie ma z kim pogadać :D Hop hop, jest tam kto?
Jako nastolatka myślałam, że jeśli kiedyś będę miała dzieci to chciałabym mieć dwóch synków; kończąc liceum rzuciłam hasło - "Też będę doktorem", a jedząc samotne niedzielne obiady marzyłam o własnym domku i rodzinie. Marzenia się spełniają.
sobota, 15 grudnia 2012
sobota, 8 grudnia 2012
Wyszło szydło...
Ostatnio coś giną rzeczy...
Od soboty szukamy kluczy od skrzynki na listy. Może Mały O. wrzucił między zabawki, nie wiadomo. Lubi powyciągać z mojej torebki klucze, portmonetkę i pobawić się zawartością.
W skrzynce może są rachunki do zapłacenia...
Ale od dwóch dni nie mogę znaleźć szydełka! Buuhuuu buuuu
I to jest problem.
A postęp prac jest następujący:
Od soboty szukamy kluczy od skrzynki na listy. Może Mały O. wrzucił między zabawki, nie wiadomo. Lubi powyciągać z mojej torebki klucze, portmonetkę i pobawić się zawartością.
W skrzynce może są rachunki do zapłacenia...
Ale od dwóch dni nie mogę znaleźć szydełka! Buuhuuu buuuu
I to jest problem.
A postęp prac jest następujący:
![]() |
| tak było miesiąc temu... |
Bo dotychczasowe moje dzieło wygląda tak:
piątek, 7 grudnia 2012
Kolorowo, Mikołajkowo i słodko
Nie mam strony na FB (czytaj facebuku), ale regularnie podglądam babki:
http://pl-pl.facebook.com/BabkiCafe
Byłam tam, jadłam i polecam. Dla zlokalizowanych w Poznaniu bliższe koordynaty - obok Mexicana.
Smacznego!
środa, 5 grudnia 2012
Weekend
W ten weekend chciałam sobie poczytać od początku do końca blog DaCapo, ale w niedzielę po południu komputer nagle zastrajkował. Jak się okazało - dysk do wymiany. Przy okazji klawiatura - zalana kawą, bez klawisza Q - też wymieniona. Taki Mikołajkowy prezent od informatyków dostałam :D
A blog skończyłam czytać na styczniu 2012.
Skończę pewnie w ten weekend, ale z kolei pół soboty mam zarezerwowane u Izy-fryzjerki.
Jak mnie zobaczy z tym odrostem to padnie ze śmiechu.
Poza tym weekend minął mi na rozmyślaniu o szwagierce która, jak to stwierdził Mąż, "dojrzała chyba do decyzji o wyprowadzce" i Wigilia w tym roku odbędzie się w Jej nowym domu. Zastanawiałam się, jak to jest zacząć hmm, no właśnie jakie życie ? "samodzielne", "niezależne", " z odciętą pępowiną" w wieku 35 lat.
Rodzice 100 metrów dalej, i pewnie dalej będzie to życie uzależnione od nich, bo dziecko do szkoły, a męża pochowała 4 lata temu (rak).
Właśnie mam do wyniesienia do apteki przeterminowane leki, które zostały po Nim. Nieotwarte pudełka: MST Continus tabletki, Morphini sulphas ampułki, Transec plastry, Fentanyl plastry. Częściowo zużyte opakowania po Zofranie, Zantacu.
Bardzo schudł. Skarżył się, że go bolą plecy. Początkowo myśleliśmy, że to kręgosłup bo w pracy głównie jeździł samochodem, potem że żołądek, ale jak trafił do szpitala i w końcu potraktowali Go poważnie, to niestety szybko było jasne co jest. Nie wiem, kiedy mu najbliżsi powiedzieli, bo pamiętam, że nie chcieli Mu mówić. Lekarz stwierdził, że gdyby zjawił się pół roku wcześniej byłaby szansa.
Od momentu zdiagnozowania przeżył prawie dokładnie rok. Nasza ostatnia rozmowa to były Jego słowa: "Wiem, że nie byłem dobrym ojcem..."
A blog skończyłam czytać na styczniu 2012.
Skończę pewnie w ten weekend, ale z kolei pół soboty mam zarezerwowane u Izy-fryzjerki.
Jak mnie zobaczy z tym odrostem to padnie ze śmiechu.
Poza tym weekend minął mi na rozmyślaniu o szwagierce która, jak to stwierdził Mąż, "dojrzała chyba do decyzji o wyprowadzce" i Wigilia w tym roku odbędzie się w Jej nowym domu. Zastanawiałam się, jak to jest zacząć hmm, no właśnie jakie życie ? "samodzielne", "niezależne", " z odciętą pępowiną" w wieku 35 lat.
Rodzice 100 metrów dalej, i pewnie dalej będzie to życie uzależnione od nich, bo dziecko do szkoły, a męża pochowała 4 lata temu (rak).
Właśnie mam do wyniesienia do apteki przeterminowane leki, które zostały po Nim. Nieotwarte pudełka: MST Continus tabletki, Morphini sulphas ampułki, Transec plastry, Fentanyl plastry. Częściowo zużyte opakowania po Zofranie, Zantacu.
Bardzo schudł. Skarżył się, że go bolą plecy. Początkowo myśleliśmy, że to kręgosłup bo w pracy głównie jeździł samochodem, potem że żołądek, ale jak trafił do szpitala i w końcu potraktowali Go poważnie, to niestety szybko było jasne co jest. Nie wiem, kiedy mu najbliżsi powiedzieli, bo pamiętam, że nie chcieli Mu mówić. Lekarz stwierdził, że gdyby zjawił się pół roku wcześniej byłaby szansa.
Od momentu zdiagnozowania przeżył prawie dokładnie rok. Nasza ostatnia rozmowa to były Jego słowa: "Wiem, że nie byłem dobrym ojcem..."
wtorek, 4 grudnia 2012
Zima zaskoczyła drogowców
Dochodzi południe.
Pierwszy śnieg powoli topnieje, ale to co działo się dziś rano to była totalna wojna światów. Byliśmy z Większym K. w przedszkolu po godzinie (!) od wyjazdu z domu.
Całe szczęście, że koleżanka z rana dała na skrzynkę takiego linka: http://erq.tawerna.net/krzaki/kosmopolitanczykowianeczka
bo jak weszłam do pracy to myślałam, że wszystkich pozabijam.
Po drodze - tir potrącił jelenia. Piękny duży jeleń, wspaniałe poroże, szkoda zwierzęcia... Tir miał zupełnie zniszczone lewe światło, strach pomyśleć co by się stało, gdyby takie spotkanie miał zwykły osobowy. A lepiej nie hamować było, bo ślisko....
Dojeżdżając do przedszkola stwierdziłam, że szybciej w pracy będę jak zostawię pojazd na miejscu i przejdę drogę na pieszo... Uszłam może z 50 metrów i wywinęłam pięknego telemarka na lewe kolano (podparty, niestety). Potem jeszcze z 10 razy łapałam równowagę i klęłam na czym świat stoi, że jednak nie pojechałam samochodem.
Jest pierwsza śmiertelna ofiara dzisiejszego śniegu - pod tramwaj na Głogowskiej wpadła dziewczyna - poślizgnęła się biegnąc na niego.
Tłumaczyłam po drodze dziecku, o pięknej (?) polskiej tradycji, kiedy spada pierwszy śnieg jesienią (zimą)... Trzeba uświadamiać pokolenia przyszłości.
Nie o tym miało być, ale tak wyszło.
Pierwszy śnieg powoli topnieje, ale to co działo się dziś rano to była totalna wojna światów. Byliśmy z Większym K. w przedszkolu po godzinie (!) od wyjazdu z domu.
Całe szczęście, że koleżanka z rana dała na skrzynkę takiego linka: http://erq.tawerna.net/krzaki/kosmopolitanczykowianeczka
bo jak weszłam do pracy to myślałam, że wszystkich pozabijam.
Po drodze - tir potrącił jelenia. Piękny duży jeleń, wspaniałe poroże, szkoda zwierzęcia... Tir miał zupełnie zniszczone lewe światło, strach pomyśleć co by się stało, gdyby takie spotkanie miał zwykły osobowy. A lepiej nie hamować było, bo ślisko....
Dojeżdżając do przedszkola stwierdziłam, że szybciej w pracy będę jak zostawię pojazd na miejscu i przejdę drogę na pieszo... Uszłam może z 50 metrów i wywinęłam pięknego telemarka na lewe kolano (podparty, niestety). Potem jeszcze z 10 razy łapałam równowagę i klęłam na czym świat stoi, że jednak nie pojechałam samochodem.
Jest pierwsza śmiertelna ofiara dzisiejszego śniegu - pod tramwaj na Głogowskiej wpadła dziewczyna - poślizgnęła się biegnąc na niego.
Tłumaczyłam po drodze dziecku, o pięknej (?) polskiej tradycji, kiedy spada pierwszy śnieg jesienią (zimą)... Trzeba uświadamiać pokolenia przyszłości.
Nie o tym miało być, ale tak wyszło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


