Jako nastolatka myślałam, że jeśli kiedyś będę miała dzieci to chciałabym mieć dwóch synków; kończąc liceum rzuciłam hasło - "Też będę doktorem", a jedząc samotne niedzielne obiady marzyłam o własnym domku i rodzinie. Marzenia się spełniają.
wtorek, 23 sierpnia 2016
środa, 17 sierpnia 2016
Marie Kondo "Magia sprzątania"
Autor: Marie Kondo
Tytuł: "Magia sprzątania"
Przekład: Magdalena Macińska
Wydawnictwo: Muza SA
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 224
Jak stwierdziła autorka dzieła, skoro trafiłeś na tę książkę wiesz, że masz problem, a jeśli doczytałeś do tego miejsca (zdanie pojawia się pod jego koniec), to wiesz, że dasz radę.
To pocieszające i mam nadzieję, że i teraz dam radę. Przeprowadzka załatwiła dużą część problemu zatytułowanego "gromadzenie rzeczy", ale z drugiej strony w ciągu minionej pięciolatki zdążyliśmy już obłowić się w następne dobra. Których należałoby się z całą pewnością pozbyć. I kropka.
Filozofia Marie Kondo, zwana tu KonMari, grupuje kolejność porządków według następujących kategorii: ubrania, książki, papiery, rzeczy różne, rzeczy o wartości sentymentalnej i zdjęcia. Chociaż podejście Marie by dziękować skarpetkom trąci dziwactwem w naszym kręgu kulturowym, to przyznać trzeba rację jej sposobowi na przechowywanie tej części garderoby. Skarpety zwinięte w kłębki zajmują dużo więcej miejsca w szufladzie, niż złożone na pół w parach.
Dzięki niej udało mi się pozbyć paru ubrań, które kupiłam lub dostałam, a nie miałam odwagi ubrać lub oddać. Po przeczytaniu fragmentu mówiącego o tym, że czasem rzeczy spełniają swoją rolę i dają szczęście właśnie w momencie kupowania, zrobiłam to bez skrupułów.
Zostały przede mną ważniejsze rzeczy do uporzadkowania - papiery, kórych jestem namiętną zbieraczką.
Zaś jeśli chodzi o książki nie doszłam jeszcze do takiego etapu, i mam nadzieję, że nie dojdę, kiedy stwierdzę, że mam książki, które mnie nie interesują, i których nigdy ich nie przeczytam.
I choć nie jestem w stanie zrobić porządku na raz, jak zalecia Marie Kondo, to polecam przeczytać co napisała ta japońska konsultantka. Zaskoczyło mnie, że to tak młoda osoba, ponieważ czytając książkę ma się wrażenie, że mamy do czynienia z pięćdziesięcio-sześćdziesięcioletnią kobietą...
---------------------------------------------------------
Wpis bierze udział w wyzwaniach :
- "Gra w kolory II" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";
- "W 200 książek dookoła świata ".
Tytuł: "Magia sprzątania"
Przekład: Magdalena Macińska
Wydawnictwo: Muza SA
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 224
Jak stwierdziła autorka dzieła, skoro trafiłeś na tę książkę wiesz, że masz problem, a jeśli doczytałeś do tego miejsca (zdanie pojawia się pod jego koniec), to wiesz, że dasz radę.
To pocieszające i mam nadzieję, że i teraz dam radę. Przeprowadzka załatwiła dużą część problemu zatytułowanego "gromadzenie rzeczy", ale z drugiej strony w ciągu minionej pięciolatki zdążyliśmy już obłowić się w następne dobra. Których należałoby się z całą pewnością pozbyć. I kropka.
Filozofia Marie Kondo, zwana tu KonMari, grupuje kolejność porządków według następujących kategorii: ubrania, książki, papiery, rzeczy różne, rzeczy o wartości sentymentalnej i zdjęcia. Chociaż podejście Marie by dziękować skarpetkom trąci dziwactwem w naszym kręgu kulturowym, to przyznać trzeba rację jej sposobowi na przechowywanie tej części garderoby. Skarpety zwinięte w kłębki zajmują dużo więcej miejsca w szufladzie, niż złożone na pół w parach.
Dzięki niej udało mi się pozbyć paru ubrań, które kupiłam lub dostałam, a nie miałam odwagi ubrać lub oddać. Po przeczytaniu fragmentu mówiącego o tym, że czasem rzeczy spełniają swoją rolę i dają szczęście właśnie w momencie kupowania, zrobiłam to bez skrupułów.
Zostały przede mną ważniejsze rzeczy do uporzadkowania - papiery, kórych jestem namiętną zbieraczką.
Zaś jeśli chodzi o książki nie doszłam jeszcze do takiego etapu, i mam nadzieję, że nie dojdę, kiedy stwierdzę, że mam książki, które mnie nie interesują, i których nigdy ich nie przeczytam.
I choć nie jestem w stanie zrobić porządku na raz, jak zalecia Marie Kondo, to polecam przeczytać co napisała ta japońska konsultantka. Zaskoczyło mnie, że to tak młoda osoba, ponieważ czytając książkę ma się wrażenie, że mamy do czynienia z pięćdziesięcio-sześćdziesięcioletnią kobietą...
---------------------------------------------------------
Wpis bierze udział w wyzwaniach :
- "Gra w kolory II" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";
- "W 200 książek dookoła świata ".
czwartek, 11 sierpnia 2016
Krótko i na temat
Poranna rozmowa.
- Cześć mamuś!
- Cześć kochanie. Co porabiacie?
- Bawimy się w policję.
- I jak?
- Mieliśmy wezwanie na Włocławską 14/8 i do awantury w Lidlu.
- No tak, dzisiaj czwartek, jest nowa gazetka, jakieś promocje i stąd awantura...
- Dobra, kończę, bo mamy wezwanie!
środa, 10 sierpnia 2016
Czy się spieszyć
Ostatnia lektura [a jednak czytam, heh] nastroiła mnie mocno refleksyjnie pod kątem realizacji ogrodu.
Cieszy mnie zatem każdy kamień ułożony pod domem i wsadzona roślina, wyrwany żywiołowi chwastów kawałek ziemi. Choć wykończenie przeciąga się w czasie i przyznaję z ręką na sercu, dotąd wzbudzało we mnie frustrację, nabrałam właściwie przekonania, że radość sprawia mi tworzenie. Celem stało się nie osiągnięcie wykończonego, zaplanowanego ogrodu, lecz droga, która do tego prowadzi...
Wiem, dziwaczeję...
Mój ogród, który stał się łąką. Tak wyglądał zaraz po powrocie znad morza. Moim, nie jego.
Z małych radości, prezentuję begonie, które w tym roku dały się polubić i całkiem nieźle wdzięczą się na tle fioletowo kwitnącej bakopy.
Moim faworytem w tym roku jest komarzyca. Bezsprzecznie Namber Łan!
Ta o fioletowych liściach. Jest nieprawdopodobnie żywotna, pięknie się rozrasta, wytrzymuje lekkie nienawodnienie i tym samym nominuję ją do przyszłorocznych klombów na schodach wejściowych. Polecam z całego serca.
I wreszcie zakwitły mieczyki o biskupim kolorze.
Na koniec fauna: w zeszłym tygodniu wykluły się jascury vel dinozarły. Grasują gdzie się da, szczególnie zaś w słoneczne dni.
Cieszy mnie zatem każdy kamień ułożony pod domem i wsadzona roślina, wyrwany żywiołowi chwastów kawałek ziemi. Choć wykończenie przeciąga się w czasie i przyznaję z ręką na sercu, dotąd wzbudzało we mnie frustrację, nabrałam właściwie przekonania, że radość sprawia mi tworzenie. Celem stało się nie osiągnięcie wykończonego, zaplanowanego ogrodu, lecz droga, która do tego prowadzi...
Wiem, dziwaczeję...
Mój ogród, który stał się łąką. Tak wyglądał zaraz po powrocie znad morza. Moim, nie jego.
![]() |
| ostrość średnia, bo było pochmurno |
Ta o fioletowych liściach. Jest nieprawdopodobnie żywotna, pięknie się rozrasta, wytrzymuje lekkie nienawodnienie i tym samym nominuję ją do przyszłorocznych klombów na schodach wejściowych. Polecam z całego serca.
I wreszcie zakwitły mieczyki o biskupim kolorze.
Na koniec fauna: w zeszłym tygodniu wykluły się jascury vel dinozarły. Grasują gdzie się da, szczególnie zaś w słoneczne dni.
czwartek, 4 sierpnia 2016
...gdy śni się poezja...
... co zrobić?
Spotkanie z Miłoszem, i twarz autora "Barbarzyńcy w ogrodzie". Narodowe rocznice krwawych powstań i zdarzeń sprzed 60 lat...
Chyba za mało ostatnio czytam.
Chociaż wydaje mi się, że w normie.
Nie mogę złapać rytmu w te wakacje. W poprzednich latach jakoś umiałam nadać sobie rygor do prac różnych. W tym roku czuję wyjątkowe rozprężenie.
Dziękuję Ci Margarithes za klimatyczne zdjęcia, nuty i myśli.
Spotkanie z Miłoszem, i twarz autora "Barbarzyńcy w ogrodzie". Narodowe rocznice krwawych powstań i zdarzeń sprzed 60 lat...
Chyba za mało ostatnio czytam.
Chociaż wydaje mi się, że w normie.
Nie mogę złapać rytmu w te wakacje. W poprzednich latach jakoś umiałam nadać sobie rygor do prac różnych. W tym roku czuję wyjątkowe rozprężenie.
Dziękuję Ci Margarithes za klimatyczne zdjęcia, nuty i myśli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







