czwartek, 10 grudnia 2015

O języku (władzy)

Wkurzona stylem jazdy kierowców, którzy mijają powiatową drogą nasze osiedle usiadłam raz kiedyś z rana i nasmarowałam podanie do władz drogowych.
Intencja pisma była omawiana już dużo wcześniej z koleżanką-sąsiadką, która również widziała sprawę do załatwienia.
Na początku września miałyśmy okazję spotkać się w siedzibie władz gminnych przy okazji "konsultacji społecznych" w sprawie projektów dróg, które gmina wielkodusznie (tuż przed wyborami) wyciągnęła zez przepastnych szaf i rzuciła na pożarcie wygłodniałemu cywilizacji i asfaltowych dróg ludowi...
Natenczas, analizując koncepcję projektu, któren kończył z jednej strony chodnik na 50 metrów przed przystankiem autobusowym, zadałam pytanie o "pociągnięcie tematu" o te brakujące do szczęścia kilka gupich metrów.
W odpowiedzi usłyszałam, że to nie było w planie, a budowa wymaga osobnej uchwały gminy i projektu, ale na wyższym szczeblu, bo w powiecie. No co wy powiecie.
- "To jest wystarczająco dużo czasu aby taką uchwałę podjąć i chodnik zaprojektować" odparłam. Zważywszy na to, że analizowana przebudowa dróg miałaby nastąpić za jakieś 2 lata. Minimum.
Cisza zapadła. Jak w pustej szufladzie.
No to z drugiej strony wzięłam się za przystanek - na wyjeździe z osiedla, gdzie latem (kiedy nie widać ostrzegawczych świateł nadjedżającego samochodu) można sobie elegancko czołóweczkę zafundować. Jak małżonek powiedział i kazał napisać w piśmie, o którym w pierwszych słowach tego postu piszę, nasmarowałam: "tylko dzięki wyjątkowej ostrożności i rozwadze mieszkańców osiedla nie dochodzi tu do wypadków". Czy przejście dla pieszych tu będzie. Nie. Zatem walnęłam prosto z mostu, że się dantejskie sceny tu rozgrywają, a oznakowania nie ma żadnego: że skrzyżowanie, że piesi, że zakaz wyprzedzania. Zero null.

No co się potem, Szanowne Państwo, działo to najstarsi górale nie pamiętają!
Gdy żeśmy z Małym O. wracali po 2-3 godzinach od dentysty, na wjeździe policyja stała i już kogoś namierzyła. Ha! Potem wielokrotnie zdarzało mi się ich widzieć tamże (i zawsze kogoś z imienia i nazwiska sprawdzali), znaczy się dobry punkt poboru opłat znaleźli. Bo to teren zabudowany jest, a że prosty kawałek drogi się jawi, no to sami sobie dopowiecie co tu się dzieje...
Ale urzędowe pismo z fachowym nazewnictwem znaków drogowych (takich wiecie B-27, D-14 żeby nie myśleli, że z lajkonikiem dyskutują) do właściciela drogi skierowane, nadal w folderze Moje leżało i płakało nad swą niesprawczością dziejową. No tośmy z koleżanką-sąsiadką spotkały się któregoś wieczora pod koniec października i zaczeły redagować.
I tu clue sprawy. Po wyborach już było, więc wiadomym też było kto, ile, kiedy i jakim stylem będzie rządził.
W te pędy sąsiadka kazała mi pismo, którego formuła w poznanych w szkole (tudzież pracy) formule pism urzędowych mieściła się, przeredagować w stylu Kukiza. Czyli: "ma być zrobione", tu podkreślić, tam na czerwono z dużych liter pisać. Żadnych takich, wiecie: "uprzejmie zwracamy się".
(A już szczególnie do tych z dużych  liter pisanych sformułowań obrzydzenie mnie brało).

Trochę żal mi było, ale z uśmiechem Giocondy pismo przerobiłam i wysłałam na skrzynkę 30 metrów dalej. Z problemami, bo cóś internet szwankował tego wieczora. Ale poszłooo.
Potem sąsiadka obiecywała, że po święcie się zajmie (11 listopada) i jutro minie miesiąc.

Tylko tak niedawno, kiedy sobie skutecznie chorowałam (czyli miesiąc temu) i czas, żeby myśleć miałam (hehe) myśl taka, tu w głowie, mnie naszła:

"Czy jak władza do nas takim językiem mówi, to my też musimy/powinniśmy?"

2 komentarze:

  1. Wy narzekacie, że Waszą ulicą samochody, w sposób który Wam nie odpowiada, ale jednak jeżdżą. My natomiast narzekamy, że na naszej ulicy samochody zawsze stoją. Nie dogodzisz... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli parking macie... Czy aby legalny? ;-)

      Usuń

Bardzo lubię czytać komentarze, za każdym razem aż drżę z emocji: a nuż coś nowego się pojawi...

(Aczkolwkiek chamstwa nie zniese ;))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...