piątek, 29 maja 2015

Dobre wiadomości

źrodło Google+


Starszy koniecznie chciał przeczytać dialog z powyższego rysunku. No i przeczytał:
- O co chodzi, mamo?
- Zaraz Ci wytłumaczę. Widzisz, w Irlandii małżeństwem może być nie tylko kobieta i mężczyzna, ale też mężczyzna z mężczyzną i kobieta z kobietą.
...
- Aleeee jajaaaaa...

poniedziałek, 25 maja 2015

a życie toczy się dalej



Tydzień temu byliśmy gośćmi na komunii w rodzinie. I z tej okazji chciałam pokazać jakie cudeńka udało mi się sprezentować. Ich autorką jest Polinka, a ja cieszyłam, że młody dostanie coś oryginalnego.






Uroczystość była skromna, tylko w gronie najbliższej rodziny. Jakoś nie czuło się przepychu, o którym tak głośno przy okazji wręczania prezentów komnuijnych. U nas tego nie było, a nawet stwierdziłam w dyskusji z gośćmi, że właściwie wpisujemy się w nowy kierunek "I Komunia św. bez prezentów"...
Bo co tu dziecku na ten prezent dać?
Przeciętne, współczesne dziecko w tym wieku ma już prawie wszystko, i rower, często i komputer, i odtwarzacz, czasem aparat fotograficzny, czasem zegarek.

Nie to co my, dzieci, które przystępowały do komunii na przełomie lat 70 i 80. To była okazja do kupna i pierwszego poważnego roweru (czerwony, Wigry 3), zegarka (prezent od babci, który do dziś noszę na przegubie), i gramofonu (teraz muzyki z płyt winylowych już się nie słucha)...

Luksusem z naszymu działem było to, że uroczystość w domu miała oprawę w postaci pani, która w kuchni przyrządzała potrawy i jej brata,  który w eleganckim przebraniu z białymi rękawiczki donosił potrawy i serwował je do stołu.



Na koniec zaś mąż, który ostatnio słucha dziwnych stacji, gdy podjeżdżaliśmy pod dom, przełączając stacje w radio natrafił na piosenkę, z której usłyszałam tylko refren. Ale to wystarczyło...

To była piosenka, którą bardzo swego czasu lubiłam.
Szłam sobie samotnie leśną ścieżką i śpiewałam pod nosem. 15 lat to piękny wiek :-D


Takie jesienie były...

Po tej piosence otwiera się na youtubie parę innych piosenek wielkich dam polskiej sceny, które uwielbiam (J. Zagdańska, G. Łobaszewska).

I tak jak o tej wyżej, zapomniałam, to o tej nie mogę zapomnieć...
Przepiękny głos i wspaniały tekst. Pamiętam o nich każdego dnia:


Albo inna tej wokalistki:

...całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę
więc nie dzwoń do mnie kiedy będę stara...


 Tak sobie smęcę, bo co tu robić kiedy dziecko znowu chore?

środa, 20 maja 2015

Gloss*, czyli świat według mrówki


Godzina była wczesna a domownicy jeszcze spali. Oprócz dwóch demonicznych bohaterek tej historii.
Pierwsza z nich, w wieku zaawansowanym lecz jeszcze nie podeszłym, zdążyła wstać, ubrać się, zalać rytualną kawę po turecku i czekała. Na co czekała? Na powstanie reszty członków rodziny - córki, ziecia, wnuków.
Córka, druga z kobiet, obudziwszy się nieco później bez pomocy budzika, miotała się od szafki do umywalki, porządkując odzienie, włosy, cerę, makijaż. Szło jej to jakoś topornie tego ranka. Stukając, obijając się, wykonując zbędne ruchy, skończyła dzieło i podążyła piętro niżej...

Powitała ją tryumfalna mina starszej i odłożona na bok wykładzina z dziecinnym wzorem eksponująca corpus delicti.
Była to imponująca kolekcja licznych, czarnych, drobnych ciałek niewinnych mrówek. Dokonały żywota prawdopodobnie w ciągu minionych 30 minut, a odgłosy mordu zostały zagłuszone nieskoordynowanymi dźwiękami dochodzącymi z łazienki...

Nieludzki obraz ten został opatrzony stosownym komentarzem, który sięgał swymi źródłami do zdarzeń mających miejsce w tym domu przynajmniej dwa lata wstecz.
Ale teraźniejsza mina nie zapowiadała przyjemnych wspomnień i uśmiechu na początek dnia.
Podówczas starsza z kobiet, po podobnej mrówczej jatce, wyznaczyła wykonawcę i miejsce uzupełnienia braków budowlanych, którymi owe owadzie hordy napływały niespodziewanie do wnętrza, w trudnych do przewidzenia interwałach czasowych. Najczęściej sympatyczna familia mrówek próbowała zasiedlić dom swoją marną cielesnością podczas dłuższych nieobecności ludzkich członków.

Szczególne znaczenie dla zmasowanych akcji zasiedleńczych miał brak małych, wysiadujących na wykładzinie odwłoków ludzkich małolatów. Duzi nie są w zasadzie niebezpieczni. Największy, zamiast podjąć się wyznaczonego mu zadania i wypełnić godnie swoją rolę, wystawił tylko w paru punktach na trasie przemarszu niebieskie plastikowe dyski... Kilkunastu zwiadowców nie wróciło z rozpoznania, ale jak widać akcja zasiedlania domostwa nie została odwołana. Większa ciągle powtarza, że jak się mieszka na wsi to mrówki muszą być, ale bije naszych równo. Wredne babsko.
Trudno, jest idea muszą być ofiary.

W zasadzie to odwołuję "wredne" bo w całej tej sytuacji, o której chcę opowiedzieć, wredna wstawiła się za nami: że dawno "nic tu się nie pojawiło", że "ostatni raz na święta Bożego Narodzenia"....
No to dopiero jej się dostało!!! Próbowała się bronić, ale w pewnym momencie wyglądało na to, że złożyła słowną broń.

Pakowała torbę (nota bene ta torba jak leży na siedzeniu obok kierowcy to załącza czujnik, że pasy nie są zapięte).
Ale nagle, jakby wstąpiły w nią jakieś siły. W pokoju czuć było błysk elektryczności, jakaś myśl zwarła eletrony w powietrzu i padło:
"Nię będę dyskutować, bo Ty najlepiej wiesz wszystko, znasz odpowiedzi na wszystkie pytania..."

I wyszła.


O tym, jak przyjechała do nas rodzina z zagranicy w następnym odcinku.

c.d.n.

* skrót od glossariusz; tytuł i ostatnia kwestia zainspirowane tym fragmentem:



piątek, 15 maja 2015

Daj ryjka

Autor: Roksana Jędrzejewska-Wróbel
Tytuł: "Florka. Z pamiętnika ryjówki"
Ilustracje: Jona Jung
Wydawnictwo: Bajka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015. Wydanie 2
Liczba stron: 56
Wiek dziecka: od 5 do 8 lat



Ci, którzy oglądają programy dla dzieci znają Florkę z bajek animowanych.
Karolki też tak najpierw poznały Florkę. A to, że mamy Florkę w domu zawdzięczamy uporowi Małego O., który na Targowych Spotkaniach z Książką w Poznaniu pod koniec marca stanowczym głosem zażyczył sobie, by mu kupić obie dostępne wówczas na stoisku wydawnictwa książki. Cóż było robić? Kupna książek nie umiem dzieciom odmawiać ;-)  Jeszcze tego samego wieczora przeczytaliśmy od deski do deski jedną z nich.
Przepadliśmy w świecie tej ryjówki, mówię Wam.

"Z pamiętnika ryjówki" to pierwsza część z opowieści z życia Florki, które spisane w zwykłym zeszycie, za namową taty, stały się obrazem świata widzianego oczami dziecka (górnolotnie to ujmując). Nic nie szkodzi że ryjówkowego. Świat ryjówki nie różni się od świata ludzkiego, proszę Państwa. Cechuje go równie nieskomplikowany język wypowiedzi, proste zasady rządzące pojmowaniem rzeczywistości, szczery entuzjazm, otwartość i prostota w wyrażaniu emocji. Jednym słowem - dziecko w pełni, stąd też dzieci (a moje na pewno) uwielbiają Florkę. Przynam się, że ja też i dlatego kibicuję jej na Facebooku :-)))

Najlepszą rekomendacją dla tych, którzy jeszcze wahają się czy zajrzeć do książek z przygodami Florki niech będą słowa z okładki, których autorem jest Joanna Olech:

"Florka to ryjówka - taka myszka z ryjkiem. Od innych znanych wam Florek bez ryjka różni ją tylko to, że jada kanapki z komerem i muchy w czekoladzie, bopoza tym jest zupełnie zwyczajnym dzieckiem. bystrym, zabawnym, trochę marzycielskim. Florka ma duży zeszyt, który dostała od tatusia. Zapisuje w tym zeszycie wszystkie niezwykle ważne sprawy - ze pak Kret, robiąc remont, "zniknął" kolory, a pluszowego kotka Rysia porwał podstępny Bałagan. Że niebo połknęło piłkę, a rodzice się kłócą i godzą. Zastanwaia się, gdzie się chowa czas, którego wciąż brakuje mamie i tacie, i gdzie jesteśmy, kiedy śpimy. Jednym słowem - ze wszystkich znanych mi gryzoni z mlecznymi zębami Florka pisze najwięcej. I najlepiej. Świetnie pasuje do grona moich ulubionych książkowych postaci."
To napisała literacka mama Pompona. Lepszej zachęty nie trzeba, tak mi się wydaje.


Recenzja bierze udział w wyzwania Magdalenardo "Odnajdź w sobie dziecko" i "Gra w kolory".

 
 
 

sobota, 9 maja 2015

wiem wiem...

...

 nie ma mnie tu, ale cóż poradzić kiedy tyle spraw na głowie na raz, że człowiek pada na twarz.

Od miesiąca rozkopane i plac budowy wokół chaty. Sterta z nadwyżki betonu i resztek płytek twardnieje na kształt nowej góry, a tym czasem stara góra żwiru maleje.  Mam cichą nadzieję, że w przyszłym tygodniu front robót zamknie się na siatce.


Początek kwietnia zaowocował mózgościskiem spowodowanym różnymi planami zawodowymi związanymi z moją osobą a niekoniecznie związanymi z moją zgodą i rodzinnymi możliwościami logistycznymi. Szczęśliwie bez dalszych nacisków.
Aktualnie jesteśmy w środku oceny zdolności Małego O. do podjęcia nauki w szkole. Za mną rozmowa i ankieta moja, a przed Olem, Jego rozmowa i ocena.


Czego jeszcze nie wymieniłam? Aha, w środku kwietnia nagłe nocne zgłoszenie bólu ucha przez Małego i tydzień przeznaczony na leczenie zapalenia...


... i kiedy człowiek już widzi upragniony koniec....  nagle.... łubudubu srut...
Wyciąga ze skrzynki koperty, a w środku???



Wezwanie do złożenia wyjaśnień w US czyli u Brata Pita.
...pszszsz....
I: kolejne wezwanie z banku, że czegóś tam nie majom. Chociaż cztery razy zjawiałam się tam z papierami, stempelkami a nawet z całą familiom.  I nie majom...
Ręce opadają ;-)
Aha, i żeby nie było, że jest kiepsko, na to wszystko przychodzi informacja, że salon w którym zamawiałam meble został zlikwidowany, sprawy przejął inny, ale meble które powinny być pod koniec kwietnia w domu nadal pewnie rosną w lesie....



To tak, żeby człowiek nie myślał, że odpocznie sobie po tych wszystkich telefonach, przeczesywaniu  internetu w poszukiwaniu siatek, krawężników, kolów tynku, wydzwanianiu po cegły, wysłuchiwaniu utyskiwań na owe cegły oraz faunę w postaci mrówek (o tym może jeszcze napiszę, ale nie obiecuję) i innych takich niezbędnych do życia kobiet detali.
Kobiet?
Kobiet, kobiet.... bo to one są motorem wszelkich zmian w domostwie, co usłyszałam wprost od fachowca, z którym umawiałam się na wykonanie prac (rok temu): "Gdyby nie kobiety to w domu by się nic nie robiło, proszę pani. To kobiety wymyślają remonty..."
I wcale to nie była pretensja. W Jego głosie słychać było podziw.


To ten tego. Do następnego :-))) ;-)






Po głowie chodzi mi "... jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie..."
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...