środa, 3 lipca 2013

Uroczysta kolacja - fajnie jest

W poniedziałek stuknęło nam z Tatą Obe siedem lat. Ho ho ho, cóż to jest wobec wieczności...

A poniewóż Karolki miały zarezerwowaną wizytę kontrolną u Pani Psor od chorób płucnych, która się przedłużyła z racji mojej szczegółówej litanii chorób, które wraz ze stosownym leczeniem wymieniałam przy każdym z Nich,  godzina zrobiła się słuszna i kolacyjna, zatem pojechaliśmy jeszcze wykupić zbliżone recepty dla obu. Większy K. miał dostać wieczorem syrop, a w planach jeszcze były zakupy, bo chleba w domu już nie było. Sąsiedztwo sklepu i restauracji samo nasunęło rozwiązanie i poszliśmy na frytki do McD. I mimo, że obaj między regałami z pieczywem a kasą, wtrząsnęli po bule, nadal obstawali, że chcą iść zjeść. Zastanawiałam się więc, czy znajdą miejsce na frytku i skrzydełku.
Znaleźli.
Usiedliśmy przy wysokim stole - Karolki oba w wyjściowych strojach vel duo "Lewandowski-Błaszczykowski". Wtrząsnęłi po frytkach, popili soczkami, Mały O. nakarmił mnie jednym czikenem i w sumie został jeden niezjedzony.
Na koniec Mały O. pochylony nad blatem wyszeptał mi:
- Ale tu jest fajnie.
- Co mówisz ?
- Ale tu jest fajnie.
- A dlaczego tu jest fajnie?
- Bo są frytki...


I tu miał być skecz Bałtroczyka o językach reliktowych, ale go znaleźć nie mogę :(

poniedziałek, 1 lipca 2013

Zamiast koncertu

Wczorajsza pogoda trochę pokrzyżowała plany Tacie Karolków i Jego kopiom.

Wstępnie, już tydzień wcześniej wiadomo było, że w niedzielę w Międzyrzeczu ma występ Luxtorpeda.
Młodzi nagrzali się jak szczerbaty na sucharka, ale aura okazała się wyjątkowo niełaskawa na wieczorne nadjeziorne harce na świeżym powietrzu. W południe słupek rtęci osiagnął magiczne 15 stopni, ale wiatr jak na Pomorzu ;)  Na dodatek oba małe smarkają się na zielono. No to było w planach, ale znikło ;) Pospaliśmy sobie troszku popołudniem za to...

Ale młodzieńcy nie odpuścili tak łatwo i zrobili sobie koncert puszczając płytę i przywdziewając koszulki, które Tata Im kupił 2 tygodnie wcześniej sam będąc (i w towarzystwie Wujków) na koncercie w Swarzędzu. Taki charytatywny był.

A tak wyglądał tamten koncert oczami Większego K:



Kto był, ten pozna ;)
Hans w kasku, Litza w czerwonej czapeczce. Z tyłu, z boku perkusista.

Podobieństwo uderzające :D


sobota, 29 czerwca 2013

O morwie

Hura, hura, hura!

Dziś rano zanim obudziły się moje dwa Karolki skończylam pierwszą górną firankę do kuchni. Po przygodach z zagubieniem szydełka, poszukiwaniach, zakupie nowego (jak się okazało nie w tym rozmiarze) i odnalezieniu, prawie po roku dłubaniny...

Zdjęcia ze spaceru środowego. Po dwóch dniach ciągłego deszczu musiałam Ich, znaczy się Karolków, wywietrzyć.


Po lewej stronie tej drogi rosną sobie trzy morwy. Stwierdziłam, że opowiem Karolkom jak to Ich mama, dzieckiem będąc, jadła owoce morw.
Te są białe, a ja jadłam jeszcze czerwono-fioletowe. Żeby chłopaków zachęcić powiedziałam, że smakują jak banany, na co Mały O. dodał, że "donda jak tuskawka". I udało się ich namówić na spróbowanie.
Początkowo nieśmiało, ale jak wracaliśmy tą samą drogą, to już sami wołali, żeby im dać do jedzenia.

Kto teraz jeszcze je morwy....?


Okolica się zazieleniła i zarosła bardziej, niż się spodziewałam...


kocanki piaskowe, morze kocanek...


I ulubiony widok Większego K. Tym razem w letnio-deszczowej odsłonie:



Czy Wy też zauważyliście to zjawisko? W tym roku iglaki mają wyjątkowo długie przyrosty!
Mój Najlepszy Kolega potwierdził tę obserwację - w swoim ogródku stwierdził to samo.
Zauważyłam to na tej ścieżce - to przejście wyjątkowo zarosło:

A wczoraj wracając z pracy zjechałam do sklepu ogrodniczego i po zakupieniu trzech sztuk macierzanek, koniec tzw. przedogródka zaaranżowałam ziołowo: macierzanka na przemian z miętą. Zostały jeszcze 4 otwory do obsadzenia. Ale to chyba po wypłacie.

Udanego weekendu :)!

piątek, 28 czerwca 2013

Grzegorz Kasdepke "Bodzio i Pulpet"

Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: "Bodzio i Pulpet"
Ilustrował: Artur Gulewicz
Wydawnictwo i rok wydania: Nasza Księgarnia, 2012
Stron: 64
Wiek dziecka: 6-10

Oto jak rodzi się mól książkowy.
Przed wyjazdem na nasze wczesne wakacje wzięłam z księgarni Martas katalog z książkami. Dokładnie z myślą, żeby starsza pociecha sobie weń popatrzyła. I Większy K. przeglądał sobie ten katalog, a jak przejrzał, to od razu wybrał sobie kilka książek, które miałabym Mu kupić. Była wśród nich właśnie ta książka. Kiedy usłyszał, że są w niej opowiadania o tym, jak chłopcy grają w piłkę nożną (!) z ufoludkami (!!!), to już nie wiem co musiałbym zrobić, żeby tej książki nie dostał w swoje łapki...

Zatem, gdy tylko wypatrzył ją na półce w TESCO, wziął, przejrzał na kolanach (taki ma zwyczaj) i stwierdził: "Bierzemy".
Mimo, że o twórczości Pana Grzegorza Kasdepke wiele czytałam, nic Jego do tej pory nie przeczytałam. Okazja się nadarzyła.

Opowiastki ze szkolnego życia dwóch tytułowych przyjaciół, z których jeden ma niezwykłą skłonność do spotykania ufoludków. Widzi ich niemal wszędzie, bez względu na okoliczności i panujące warunki pogodowe -  wśród padającego deszczu, sypiącego śniegu, na szkolnym koncercie, przy śmietniku na ich osiedlu Chomiczówka.

Parę razy musiałam zatrzymać się czytając opowiadania moim Synkom, bo zanim wypowiedziałam głośno słowa, zdążyłam je w myślach przeczytać i wybuchnęłam śmiechem :)

Czyta się je świetnie, ale wiekowo dostosowane są raczej dla nieco starszych dzieci, mniej więcej od 6 lat, choć i tak poziom abstrakcji i wyobraźni Bodzia jest dość wysoki. Ale powiem szczerze: szkolna rzeczywistość i pomysłowość uczniów przerasta czasem możliwości naszej dorosłej wyobraźni.  Zastanawiam się zatem, czy autor czerpał z własnych doświadczeń szkolnych? Bardzo to możliwe, bo czytając miałam wrażenie, że takich Bodziów i Pulpetów spotkałam kiedyś w swoim życiu chodząc jeszcze do szkoły...

Książka została wydana w serii zatytułowanej "Seria z ufoludem". Do tej pory, oprócz powyższej, wyszła w niej jeszcze jedna książka, też autorstwa Grzegorza Kasdepke. Jak się domyślacie, starszy nie odpuści... W końcu ufoludki i kosmos oraz piłka nożna to jedne z większych fascynacji dorastających mężczyzn, prawda? W każdym bądź razie moich tak.

Przeczytane w ramach wyzwania czytelniczego "Odnajdź sobie dziecko".

czwartek, 27 czerwca 2013

... w tak pięknych okolicznościach przyrody...*

* tytuł posta pochodzi z filmu "Rejs"

Od rana świeci słoneczko. Ale zimno jak w Skandynawii (tylko 10 Celsjuszów... brrr).

Ale mnie nie zimno, rozgrzał mnie Mój Osobisty Małżonek, z którym nie mogłam się dogadać czy wychodzi z domu i czy Ciocia N. będzie o szóstej jak zwykle.
Odpowiadał dziwnymi i nicniewyjaśniającymi półsłówkami "Co" "Kiedy?" " Chyba"
Nosz w modre jeża!
Widział się z Nią wczoraj przez 2 godziny i nie wie nic! A wieczorem na moje hasło "Jutro Natalia ma rano badania" półprzytomnie stęknął "Aaaa".
Zabić takiego z miejsca.

Potem mi przeszło, bo jak zobaczyłam ludków jadących przede mną spacerkiem na trasie pozwalającej wycisnąć legalnie 100km/h to mi ciśnienie spadło, bo widać jak na dłoni było, że wystarczy, żeby zaświeciło słońce, a już jeżdzą autolanserzy, którzy chyba się "pokazują, że mają".
Matkobossko!

Wczoraj w Radiu ostrzegali, że jeśli ktoś nie ma kategorii "B-Deszcz", to niech nie używa samochodu.
A dziś sytuacja się odwróciła.

Ale za to plusik z deszczu jest taki, że mam posadzone przywiezione od Cioci znad morza roślinki rabatowe.
Dwa tygodnie czekały, w tym czasie szpadlem własnoręcznie i przy pomocy OM chwasty wyrugowałam a teraz....  teraz czekam na piękne efekty pracy :D

Bodziszek kantabryjski,

[zdjęcie pochodzi z tej strony]

i rogownica

[zdjęcie pobrałam stąd]

posadzone na przemian.

I jeszcze zostało trochę miejsca... coś bym tam musiała dosadzić :)

Ach, i jeszcze wczoraj pod wieczór jak przesłało padać, wyciągnęłam Karolki na spacer do "ich lasku". Nie byli tam dawno... ho ho, nie pamiętam już kiedy, na pewno przed wyjazdem. W kwietniu, maju? Ładnie tam wszystko urosło.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...