wtorek, 10 grudnia 2013

"Piesek hau hau" Książeczka z dźwiękiem

Autor: -
Tytuł: "Piesek hau hau"
Przekład: Agnieszka Ciastek
Ilustracje: Francesca Ferri
Wydawnicwo: Dom Wydawniczy Bellona
Rok wydania: 2007
Stron: 8
Wiek dziecka: 0+
Oto książeczka - maskotka - piesek. Był to prezent dla Małego O. pod choinkę kilka lat temu. Niestety, jej dodatkowy walor, a mianowicie szczekanie pieska, już nie działa. Po naciśnięciu na lewą łapkę piesek bowiem wydawał dźwięki. Ale nadal pozostała maskotka i książeczka.
Przez prawie rok piesek grał rolę Buzza Astrala, ale ostatnio Mały O. postanowił go "uwolnić" od skrzydeł i poprosił o przeczytanie.
Fabuła jest nieskomplikowana: mały piesek ma piłkę i prosi zwierzątka, które spotyka o to, by pobawiły się z nim. Ale niestety, żabka, wiewiórka, krówka, ptaszek, owieczka i bóbr mają lepsze zajęcia niż zabawa z piłką. Piesek spotyka w końcu kotka, a kotek uwielbia grać w  piłkę więc znajduje towarzysza do zabawy i wszystko dobrze się kończy.
Książeczka znajduje się na brzuszku maskotki, a materiałowe strony spięte są rzepem:


Towarzyszące czytaniu dźwięki były bardzo sympatyczne, ale nie wiadomo kiedy i dlaczego, ta atrakcja przestała działać. Pozostała miła maskotka...

Bierzemy udział w wyzwaniu Magdalenardo "Odnajdź w sobie dziecko".

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Pomikołajkowy post z Indianinem

Sponsorem dzisiejszego postu jest ZUS, Mikołaj i Luxtorpeda.

Zacznijmy od początku czyli od końca. Oto, czego słuchają dzisiaj moje dzieci:


A ja z nimi:

I love you
My name is
 Mojżesz Winnetou...

i Mały O. śpiewający "uuuu" drugim głosem ;)

Ponieważ kochamy książki, w tym roku Mikołaj obdarował nas wyjatkowo dużą ilością książek:


O sportowe zainteresowania Większego K, znajomość legend polskich i przygód P. Rosiaka zadbał "tutejszy" Mikołaj. Natomiast pozostałe wspaniałości dostarczył na tuż przed mikołajkową śnieżycą, nasz uprzejmy listowy (jak mówią na listonosza tubylcy...)

Zrobiło się już siwo, kiedy z klaksonem pod naszą hacjendę zajechał ostro jakiś samochód. Wyskoczyłam do drzwi, i po otwarciu okazało się, że to rzeczony listowy z pytaniem czy znalazłam awizo. Bóg mi świadkiem, że awizo, jeśli było, poleciało do nieba i nie znalazłabym go "nidydyciu".
Ale on jechał akurat już do domu i stwierdził, że zabierze nam tę paczkę i dostarczy osobiście.
Kochany Mikołaju, dziękujemy Ci bardzo bardzo!

A co ma do tego ZUS? Do środy nie wychodzę z domu bo dostałam zwolnienie na brak głosu. Zatem uprzejmie proszę Panie wygrywające z Rozgrzewajki o cierpliwość, wyrozumiałość, a wysyłkę potwierdzę e-mailem.
Bożenę proszę też o kontakt, odezwij się!


 

sobota, 7 grudnia 2013

Wyniki ROZGRZEWAJKI, czyli jak polska zima wpłynęła na wynik losowania

Szanowni Państwo,

winna jestem na początek małe wyjaśnienie. Losowanie nie odbyło się zgodnie z zapowiedzą 6 grudnia.
Niestety, zimowa aura w postaci śnieżycy i porywistego wiatru wyłączyła nam prąd tuż po przybyciu do domciu. Prawie 2 godziny siedzieliśmy przy świeczkach, i kiedy Tata Obe w końcu do nas dotarł, wyciągnął z garażu kuchenkę na gaz i podkolacyjka już się podgrzała, światełko się znalazło...
Należało jednak szybko ogarnąć kuchnię i przyszykować kolację zanim znów nam ukradną prąd. Obejrzeliśmy jednak transmisję losowania grup finałowych na Mistrzostwa Świata w piłke kopaną w 2014 roku i dzięki temu dostaliśmy pozwolenie na nasze losowanie od samego ... Pele ;P

Ocoloto? Otóż takie końkursy w stylu losowania są NIELEGALNE, jak się dowiedziłam krótko po jego ogłoszeniu czytając pewnego razu dyskusję pomiędzy Basią i Edytą...
My jednak jesteśmy legalni :P, druga część losowania odbyła się w śnieżnej atmosferze 7 grudnia w towarzystwie przemiłego żółwia, który przybył do nas wprost z prowincji Bahia w Brazylii, z Costa du Sauipe.

Na zdjęciu poniżej wysłannik Pelego w towarzystwie przemiłych uczestniczek rozgrzewajki:

Otóż, jak mogli się Państwo zorientować, do finałowego losowania przystąpiło 10 odważnych dziewczyn, których nie odstraszyły wygórowane warunki konkursu!
W ostatniej chwili dotarła do nas Bożena, która nieomal tuż przed dwunastą postanowiła się złamać i zapisała się do grona stracenców...

Następuje zakodowanie losów...


a następnie losy trafiają do kul:


Kule trafiają do maszyny losującej:


(żółwik-wysłannik cały czas czuwa nad prawidłowym przebiegiem losowania)

I tu nastąpiła gorąca dyskusja między Większym K. i Małym O. kto "miesza".
Tym samym, kolejny punkt losowania został złamany, bowiem dogadali się między sobą, że losuje Mały O. a Większy K. gra odczytywacza.
Uwaga za chwilę nastąpi kulminacyjny moment. Mały O. wylosował kulę:


And the winner is....

Angua, odczytana jako Anglia ;))))

Losowaczom tak się spodobał proceder, iż losowali dalej...





I dalej...



I losowali jeszcze po zakończeniu losowania...

Podsumujmy:

Nagrodę główną otrzymuje Angua, natomiast nagrody pocieszenia: Bożena i Edyta.
Gratulujemy serdecznie trójce wygranym, a pozostałym uczestnikom z serca dziękujemy za udział.
Prosimy o podanie swoich adresów na e-maila.


Mama idzie szykować kolację. Do usłyszenia nocą, jak sygnał będzie lepszy, bo tego posta piszę od półtorej godziny... uffff

piątek, 6 grudnia 2013

Magia i dzieci

Mały O. miał rację mówiąc, że śnieg przyjdzie z Mikołajem. Właśnie wstałam i jest biało...

Byłam też sprawdzić, czy Mikołaj zostawił już prezenty.

W tym roku o pożywienie zadbał Mały O. Jest nieco skromniej niż Większy K. w zeszłym roku, kiedy były ciasteczka i mleko, ułożone przy butach. Młodszy brat ofiarował czekoladkę ze swojego kalendarza adwentowego, poprosił mnie o kubek z herbatą i byłam przekonana, że na talerzyku pod kominkiem znajdę jeszcze żelka, ale go nie było.Widocznie pomysł był, ale realizacja zakończyła się na brzuszku...
Wynegocjowałam jeszcze tylko, żeby zbytnio nie dopajać Mikołaja w trosce o jego pęcherz... i poszli spać.
Ciekawa jestem miny Małego O. jak rano zobaczy, że zniknął list, czekoladka i herbata, a w wypucowanych butach znajdzie swoją wymarzoną piłkę i fioletowe autko...
Rok temu Większy K. był w szoku na widok zostawionych okruszków: " Mamo, ... zjadł...!"

Podobną minę widziałam w zeszłym tygodniu u Małego O. jak po Andrzejkowym przedstawieniu w przedszkolu z udziałem prestidigitatora, przed pójściem spać czarowaliśmy zabawki. Najpierw próbował zaczarować mnie, żebym zniknęła, ale Mu wytłumaczyłam, że ludzi się nie czaruje, bo mogą zniknąć i się nie pojawić, i co wtedy? Ale zabawki, jak najbardziej, są do zaczarowania, i siedząc dwa kroki od Niego, korzystając z momentu zamkniętych oczu (obowiązkowy element czarów uzgodniony), wyczarowywaliśmy znikającą pszczółkę, wielulkę, misia, i co tam po kolei stało na półce. Oczy Małego O. robiły się okrągłe ze zdziwienia, gdy zabawka "znikała"...

Co ciekawe, w sobotę rano, kiedy byliśmy już po śniadaniu, poszedł na chwilę sam do swojego pokoju i słyszłam jak próbuje samodzielnie czarować pszczołę. Wrócił po chwili ze słowami "Mamo, ja caluję, a pscoła nie znika..."

Buty pięknie wypucowane - pilnował mnie i prosił już w środę czy Mu pomogę je wyczyścić...

Mikołaj nie miał wyjścia, nawet jeśli mało zjadł, to młodzi postarali się o listy i czyste buty :)))

czwartek, 5 grudnia 2013

Kolekcje różne i różniste

Słowo się rzekło, trzeba go dotrzymać.
Niniejszym prezentuję namacalny dowód automobilowej fascynacji Małego O.

Orkiestra - tusz!

1. Kolekcja wskaźników temperatury wody w chłodnicy:



2. Kolekcja biegów:




3. Kolekcja prędkościomierzy:



4. Kolekcja obrotomierzy od samochodu z napędem benzynowym:


5. Kolekcja obrotomierzy od samochodu z napędem diesla:


6. UWAGA: Rarytas - obrotomierz od ferrari:


Mały O. ma fantazję - gaz do dechy - na obrotach 15 !!!



7. Na koniec najnowszy nabytek: wskaźniki poziomu paliwa:


Jeśli Państwu nie zgadzają się powyższe zestawienia z danymi opublikowanymi tutaj, to efekt tego, że zbiór Małego O. stale się powiększa (oraz tego, że mama w weekend zanurkowała do wora z makulaturą w poszukiwaniu "czegoś co mogło zostać wyrzucone", i znalazła tam też kilka cichcem usuniętych modeli...)

***************************************************************************

Przy okazji ja też zaprezentuję z dumą moją nową kolekcję firan. Prezent urodzinowy od Rodziców. Czas prasowania = około 4 h.
W sam raz dla zabieganej matki dwóch kochających ją bezgranicznie synów.
Ale dzięki temu nowemu nabytkowi wnętrze mam jak z dworku i biję się w piersi:

PODOBA MI SIĘ TO MIMO, ŻE CHOLERNIE DUŻO CZASU ZABIERA PRASOWANIE!!!!

Mój minimalizm i pragmatyzm (cel życiowy jak najmniej sprzątać i prasować) dostały
prztyczka w nos ;)
Ale co tam: powiszą tak długo jak się da, a zanim je na nowo zamontuję dzieci pokończą szkoły ;)))) ;P
OK, to był żart.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...