sobota, 28 grudnia 2013

"Urodziny Kłapouchego"

Autor: A.A. Milne
Tytuł: "Urodziny Kłapouchego", na podstawie "Kubusia Puchatka" A.A. Milne
Opowiada: Wanda Chotomska
Ilustracje pochodzą z bajki animowanej Disney "Kubuś Puchatek"
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 20
Wiek dziecka: 3+



Poszliśmy za ciosem. Wypożyczyliśmy z biblioteki kolejne przygody z udziałem bohaterów stworzonych przez A.A. Milne, ale w wersji Disney'owskiej.
Okazuje się, że treść tej książeczki to mieszanka opowiadań wyjętych z "Kubusia Puchatka" i "Chatki Puchatka", bowiem urodziny Kłapouchego to jedna z historyjek z tej pierwszej książki, natomiast zabawa w misie-patysie, pojawiająca się na początku i końcu, pochodzi zapewne z tej drugiej. Piszę "zapewne", ponieważ w "Kubusiu" jej nie ma, a do "Chatki" jeszcze nie dotarłam.

Moi młodzieńcy wysłuchali opowiadania z zainteresowaniem.
To historyjka o tym, jak wyglądał dzień, w którym urodziny obchodził osiołek. Niestety, nikt o tym święcie nie pamiętał, ale szczęśliwie, jak tylko zorientował się w sytuacji Puchatek, wieść poszła po Stumilowym Lesie i wszyscy, którzy się o tym dowiedzieli chcieli sprawić Kłapouchemu niespodziankę.
Kubuś postanowił poświęcić na prezent jedną ze swoich baryłek wypełnionych miodem. Cóż, kiedy w drodze do Kłapouchego strasznie zachciało mu się jeść i ... z pełnej baryłeczki pozostał pusty garniec. Wraz z Sową Przemądrzałą wymyślili, że może to być baryłka służąca do przechowywania różnych drobiazgów (różnych różności) i po wypisaniu na niej życzeń urodzinowych dla osiołka, Puchatek ruszył z prezentem w dalszą drogę.
Prosiaczek zamierzał ofiarować czerwony balonik, ale biegnąc do przyjaciela potknął się, upadł na niego i balon pękł. Ale Kłapouchemu do szczęścia wystarczyło tylko wspomnienie ogromnego nadmuchanego balona w jego ulubionym kolorze.
Za to na koniec dnia czekało na niego prawdziwe przyjęcie urodzinowe zorganizowane przez Krzysia, z czekoladowym tortem z lukrem i świeczkami, ze śpiewaniem "Sto lat"...

Tak jak przy pierwszej lekturze przygód Kubusia Puchatka oraz po lekturze oryginału, polecam tę książkę jako lekturę dla małych dzieci. W przystępny i bogato ilustrowany sposób zaznajamia z bohaterami A.A. Milne do czasu, kiedy dziecko samo będzie mogło do nich dotrzeć, zrozumieć i pokochać.

Bierzemy udział w wyzwaniu Magdalenardo "Odnajdź w sobie dziecko".

poniedziałek, 23 grudnia 2013

telefon moneta szklanka

Zadzwoniła komórka.
Męski głos przestawił się.
- Dzwonię z Iksbanku. Czy zgadza się pani na nagrywanie rozmowy?
Czemu nie, nawet jak komuś słusznie nawtykam, to tym bardziej nie chcę być anonimowa, a co mi tam.
- Tak, słucham.
- Najpierw dokonam weryfikacji pani danych.
- Proszę bardzo.
Czy jak to tam jest w kolejności w tych procedurach...

- Czy zgadza się pani, aby odwiedził Państwa rzeczoznawca, który dokona wyceny nieruchomości? Wycena jest bezpłatna, płaci za nią bank.
Hmmm, coś mi tu nie gra. Już raz taka sytuacja miała miejsce, i wyceno-ocena dokonana zaraz na początku inwestycji, mimo, że pani sprawiała wrażenie obeznanej w technologiach, nie podobała mi się. Cóż, trafiła na sam początek, kiedy ściany stawały.

Trzeba rozważyć wszystkie możliwości. Ryzyk-fizyk:
- A co będzie jeśli się nie zgodzę?
- Wtedy wycenę będzie pani musiała zrobić na własny koszt.
- Dobrze, zgadzam się.
- W takim razie zapytam, czy rzeczoznawca może kontaktować się z panią na ten numer telefonu?
- Tak.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia.

O żesz w mordę!
Co ja narobiłam!

Szybki przegląd haseł wyświetlających się w wyszukiwarce po wpisaniu "ponowna wycena nieruchomości". Jest nawet portal! I cała długa dyskusja między ludźmi, rok temu, ten sam bank. Niby nic się nie działo po takiej wizycie, ale ludzie zaczęli się zwoływać, by zaskarżyć bank i procedurę.
Skojarzyłam informacje słyszane w mediach, jak banki próbują naciągnąć na droższy kredyt obniżając wartość sfinansowanej nieruchomości. Wiadomo - krach bankowy, zastój w budownictwie, spadek cen nieruchomości i jest okazja, żeby udowodnić, że to co jest twoim dorobkiem życia ma aktualnie mizerną wartość, i wyciągnąć z ciebie więcej kasy. A to za dodatkowe ubezpieczenie, a to za zwiększoną marżę...
Jest opinia Krajowej Rady Nadzoru Bankowego, czy jak im tam - to działanie niezgodne z  prawem.
Ufff.
Co dalej, co dalej...
Krótka konsultacja z koleżanką księgową i kolegą kredytobiorcą.
Jedna - wszystko OK, druga - nie zgadzaj się.

Mój Boże, dopiero rok minął jak mogę spłacać kredyt w walucie, w której go wzięłam dzięki temu mogę zaoszczędzić miesięcznie kilkadziesiąt złotych na złodziejskim spreadzie, a tu taki cios.
Liczyć każdy pieniądz, oglądać każdą monetę, czy wystarczy, jakie opłaty, co jeszcze, nie zapomnieć o niczym.

Własny dom, własne wymarzone kąty, jeszcze nie do końca urządzone, bo przecież życie też kosztuje, a gdzie tu odłożyć większą kwotę? Ale za nic w świecie nie oddałabym uczucia wolności bycia na swoim...

Tyle lat jeszcze przed nami. Praca, praca, ile jeszcze lat pracy? Do emerytury? Ile to lat? A potem, co będzie? Dzieci dorosną, może wyjadą w świat czy będzie nas stać na takie życie na emeryturze???
A czy będzie jeszcze miał kto podać tę szklankę z herbatą, kiedy na plecach nadal będzie "spoczywał" kredyt? Czy będzie chciał? Czy będzie za co?

Mocne postanowienie - nie odbierać żadnych telefonów z nieznanymi numerami. I tobie też radzę - nie odbieraj, a jak już odbierzesz, to nie zgadzaj się na nagrywanie rozmowy.
Mam to w nosie.

Potem zwątpienie... a może lepiej odbierać?




Powstało z inspiracji Fidrygauki na temat "Szklanka, telefon i moneta". 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

(g)łupki

Jeszcze na początku jesieni na naszy wsi i osiedlu pojawiły się, powiązane tam i ówdzie, żółte wstążeczki. Pomyślałam wówczas, że po tych drogach będzie prowadził jakiś bieg. Odbywają się tu w okolicy takie co jakiś czas. Potem okazało się, że nie. Że w ten sposób oznakowane są miejsca, gdzie będą prowadzone poszukiwania gazu łupkowego.

I tak zaczęłam zastanawiać się nad taką sprawą: co się stanie jak znajdą pokłady pod naszym osiedem...
Wysiedlą nas?

Żeby było śmisznie (choć wcale nie jest, jak się nad tym głębiej zastanowić), to w tych samych rejonach inna ekipa szukała tych gazów dokładnie 2 lata temu...

To co, znaleźli czy nie?

Zamieniłam na ten temat kilka słów z sąsiadem teściów i mamy zbieżne zdanie na temat tych poszukiwań. Ktoś to kogoś robi w (g)łupka. Powiedziałam potem do małopożonka, że niech się nie tłumaczą, że mają co - lepszy sprzęt? - to co, za dwa lata przyjedzie następna ekipa i będzie szukała w tym samym miejscu tego samego bo ma lepszy sprzęt?!

Ktoś się chyba powinien przyjrzeć temu całemu planu, bo jak dla mnie, to znalazły się podkłady bez dna... do wycyckania... niekoniecznie łupków.

niedziela, 15 grudnia 2013

A.A. Milne "Kubuś Puchatek"

Autor: A.A. Milne
Tytuł: "Kubuś Puchatek"
Przełożyła: Irena Tuwim
Ilustrował:  Ernest Shepard
Okładkę i strony tytułowe projektowała: Joanna Wunderlich-Młodożeniec
Wydawnictwo, wydanie i rok: Książka i Wiedza, wyd. XVII, 1989
Ilość stron: 136
Wiek dziecka: 10+



Podejście do przeczytania Kubusia Puchatka zrobiłam ponad rok temu... Tak, tak... Postanowiłam wówczas przeczytać moim synkom oryginał. Cóż, kiedy tylko po otwarciu pierwszej strony okazało się, że nie da się tej książki przeczytać 5,5 i 3 latkowi z marszu. Musiałam interpretować treść i pomijać pewne fragmenty, bo uznałam, że tak małe dzieci nie zrozumieją zabiegu narracyjnego polegającego na tym, że historyjki z życia misia i jego przyjaciół opowiada Krzysiowi autor... To dość skoplikowana konstrukcja, pomyśłałam. Czytałam więc Karolkom te fragmenty, które opowiadały tylko o przygodach Puchatka, Prosiaczka i reszty mieszkańców Stumilowego Lasu.

Dla jakiego przedziału wiekowego jest to pozycja, mogą świadczyć moje wspomnienia z lektury Kubusia Puchatka pochodzące z czasów, kiedy miałam... hmmm... 18 lat. Będąc wówczas na trwającym 3 tygodnie obozie harcerskim, na który pozabieraliśmy ze sobą najróżniejsze książki, w naszej drużynie o przedziale wiekowym 14-18 lat królowała nabożna lektura przygód Kubusia Puchatka... Kiedy wcześniej przeczytałam go sama, nie pamiętam, może jak miałam 11 lat? Doprawdy, nie wiem.

Synkowie poznali kilka przygód z tej książki, przeczytanych z modulacją głosu i interpretacją postaci. Nie prosili o więcej, postanowiłam zatem przeczytać tę ksiażkę jeszcze raz, ale sama.

I mam bardzo ciekawe spostrzeżenia na temat tej lektury.

- Po pierwsze: bardzo chciałabym przeczytać "Kubusia Puchatka" w oryginale.

Skąd taki pomysł? Otóż czytając tłumaczenie, podziwiałam Irenę Tuwim szczególnie za przekład piosenek i misiowych rymowanek. Jestem bardzo ciekawa jak to wygląda i brzmi po angielsku...
Albo na przykład taki fragment:
"- Więc rzecz do zrobienia jest następująca: po pierwsze, wyznaczenie wynagrodzenia. Trzeba ogłosić...
- Chwileczkę - przerwał jej Puchatek podnosząc łapkę do góry. - Co mamy zrobić dla tego czegoś, coś powiedziała? Bo właśnie kichnęłaś w tej chwili, kiedy chciałaś to słowo wymówić.
- Mylisz się. Nie kichnęłam.
- Kichnęłaś, Sowo!
- Przepraszam cię, Puchatku, nie kichnęłam. Niepodobna kichnąć nie wiedząc o tym.
- Tak, ale nie można usłyszeć kichnięcia bez tego, żeby ktoś nie kichnął.
- Więc powiedziłam tak: Po pierwsze, wyznaczenie wynagrodzenia. Trzeba ogłosić...
- Co? Powtórz jeszcze raz... - poprosił Puchatek nieśmiało."
Czy usłyszeliście kichanie czytając ten fragment? :)

Zastanawiałam się, jak w oryginale nazywa się wujek Prosiaczka Wstęp Bron? A jak wygląda mjut?

- "Kubuś Puchatek"  to bardzo poetycka opowieść. Jak Wam się podoba taki opis wstającego poranka:
"Słońce leżało jeszcze w łóżeczku, lecz nad Stumilowym Lasem, na niebie, było światło, które wskazywało na to, że ono wkrótce rozkopie pościel i zacznie wstawać."

- A czy pamiętacie tę opowieść, jak Kłapouchy zgubił swój ogon a znalazł go Puchatek? I co zrobił Krzyś na końcu?
"... Krzyś przybił go młotkiem na właściwe miejsce..."


Utrwalliło mi się to w pamięci do tego stopnia, że nigdy nie zapomniałam, że ogonek Kłapouchego BYŁ PRZYMOCOWANY NA GWOŹDZIU.

Przy okazji jednej z poprzednich lektur opowiadań o Kubusiu Puchatku wymieniłam Magdą spostrzeżenia na temat przystępności tej lektury dla młodszych czytelników. Całkowicie zgadzam się z Jej opinią, że do małych i nieco większych czytelników bardziej trafiają książki z Kubusiem Puchatkiem oparte na bajce animowanej.
Ale jeśli już taki czytelnik dorośnie do tego, aby przeczytać oryginalnego "Kubusia Puchatka" czy "Chatkę Puchatka" A.A. Milne, to mogę zaręczyć, że nie zapomni ich za nic w świecie...
Zresztą, chyba każdy powiniej je znać, bo dorosłe życie bez poznania zabawy w "misie patysie", humorów Kłapouchego i misia o bardzo małym rozumku, to wierzcie mi, życie niepełne :)))

Bierzemy udział w wyzwaniu Magdalenardo "Odnajdź w sobie dziecko".

sobota, 14 grudnia 2013

Z Anguy powodu i na Jej nutę ;)

Łondegdaj zostałam uhonorowana przez niezwykłą kobietę, prowadzącą bardzo klimatyczny blog Angua's lair, "łańcuszkiem" blogowym pod tytułem Liebster Award. Odznaka gdzieś się po drodze zagubiła, ale nie o to chodzi. Trudno wybrać ulubione strony żeby kogoś nie skrzywdzić, wszystkie blogi, które lubię sobie poczytać (uwaga: nie zawsze zgadzając się z autorami...) wyświetlają się na moim pasku w blogu. Czasu na czytanie mam coraz mniej z końcem roku, nie wiem jak to się dzieje, ale jak coś mi wpadnie w oko, to nie popuszczę ;)

W początkach moich doświadczeń z blogami strasznie mnie interesowały takie wzajemne uhonorowania. Bo bardzo to miłe jest, a po roku blogowania stwierdzam, że tak naprawdę, to pozwala trochę bardziej poznać się nawzajem...
Odpowiadam zatem na pytania Angua'y (jak to odmieniać?):

1. Gdybyś mogła/mógł przenieść się w dowolny czas, dowolne miejsce...?
Hmm, dobrze mi tu gdzie jestem :)

2. Masz milion dolarów do wydania  w jeden dzień - co zrobisz?
Straszna sprawa, w jeden dzień? Dobra - pospłacałabym wszystkie długi swoje, bliskich i pomogła potrzebującym, tylko czy zdążyłabym przed północą?

3. Czy jest jakaś osoba, która Cię wyjątkowo inspiruje - ubiorem, stylem życia, intelektem (lub wszystko naraz)?
Kiedyś, jak była młoda to były takie osoby. Ale teraz idę swoją drogą. Chociaż zaraz zaraz...  intelektem tak, są takie osoby: prof. Bartoszewski, ks. Boniecki, ks. Lemański... Cenię sobie tolerancję religijną, światopoglądową i pokojowe nastawienie do ludzi oraz wyrazistość poglądów.

4. Masz okazję spotkać tę właśnie osobę (zakładam, że nie miewasz takiej okazji na co dzień) - skorzystasz czy się nie odważysz?
Na spotkanie z kimś mądrym, kogo cenię za poglądy i za to kim jest (np. profesor Bartoszewski), chętnie bym się wybrała.

5. To pytanie klasyczne, ale uważam, że warto je zadać - jaką książkę zabierzesz na bezludną wyspę, stację kosmiczną lub innego miejsca odosobnienia (nie wnikam, czy przymusowego)?
"W poszukiwaniu straconego czasu" - mam na półce jeszcze nie przeczytałam, może byłaby okazja bo to duuuuża pozycja.

6. Fantasy czy science fiction, a może wolisz stać twardo na ziemi?
Chyba to i to. Bardzo lubiłam czytać wywody Lema, przepadałam za jego komentarzami do wpółczesności, a w swoim czasie ukochałam sobie Ursulę Le Guin.

7. Kultura czy popkultura, a może nie warto rozgraniczać?
Myślę, że nie warto.

8. Jak często zdarza Ci się oceniać ludzi po wyglądzie i czy zdarzyło Ci się totalnie pomylić w tej ocenie?
Nie wiem, nie pamiętam takiego przypadku; raczej drążę "temat" do końca, jak się da, i sprawdzam co naprawdę siedzi w człowieku.

9. Czy ktoś ostatnio zrobił Ci śniadanie/kawę do łóżka?
Taaa, chyba jak byłam chora w Wielkanoc. To ja wstaję najwcześniej, niestety ;)

10. Kot czy pies, z którym zwierzem czujesz więź duchową?
Nie wiem, nie mam zwierza w domu, z dzieciństwa pamiętam psy i koty u babci. Raczej z psem i jeśli dojdzie do tego, że będziemy mieli zwierzaka, to raczej "piesa" :)

11. Umiejętność, której nie posiadasz, a bardzo chciałabyś/chciałbyś.
Pływanie; ma to jednak swoje dobre strony bo jestem niezatapialna ;)


No to teraz ja ;)
Skorzystam z możliwości zadawania pytań:

1. Kiedy pierwszy raz zetknąłeś/aś się z blogami i czy pamiętasz, co to był za blog?
2. Dlaczego piszesz bloga?
3. Czy masz coś nietypowego w sobie, co trochę utrudnia Ci życie (np. nr obuwia, za długie ręce, jesteś wyjątkowo wysoki/a)?
4. O czym marzyłeś/aś mając 18 lat?
5. Pink Floyd czy Led Zeppelin?
6. Kategoria jedzonko: wolisz flaczki czy ozorek?
7. Jak wygląda Twój ulubiony/wymarzony dzień?
8. Wolisz kobiety / jesteś kobietą, które noszą spodnie czy spódnice (sukienki)?
9. Jak myślisz, dlaczego ludzie nie czytają książek?
10. Czy masz taką książkę/film, który zmieniła Twoje spojrzenie na życie?
11. Czy wiesz co byś chciał/a dostać na prezent pod choinkę w tym roku?

Mój wybór pada na Amishę prowadzącą blog Żywotnik, Edytę która prowadzi Zapiski spod poduszki oraz Zbyszekspira, który jawi mi się jako ciekawy, poszukujący facet, który jak wybierze cytat, to tylko klaskać w dłonie ;):)))

Jestem bardzo ciekawa kim jesteście na co dzień, co myślicie i o czym marzycie.

Na koniec przypomniam o zasadzie - nominowany odpowiada na moje, nominuje trzech, informuje nominowanych oraz zadaje swoje pytania :)))

Ale to nie koniec. Bardzo mi się spodobał ostatni post Anguy (ło matko ta odmiana), o Jej ulubionych muzycznych tematach filmowych i chciałam tutaj pokazać kilka moich:

1. "Polskie drogi" - ciarki przechodzą mi po ciele za każdym razem kiedy słyszę tę muzykę...

2. Jevetta Steele i "Calling you" z filmu "Bagdad cafe"; mogłabym wyć do księżyca przez pół nocy lub na plaży do huczących fal ...I'am calling you...


3. Vangelis i "Rydwany ognia" :
4. Cała ścieżka dźwiękowa z musicalu i filmu Milosa Formana "Hair" a szczególnie "Aquarius":


5. Czarnoksiężnik z krainy Oz i Judy Garland. Oglądałam kiedyś fabularyzowany film o jej życiu... wstrząsające, ale głos i talent nieprzeciętny (słychać te same tony, co w głosie jej córki - Lizy Minelli, prawda?):


6. "Grease" - utwór "You're The One That I Want" i nogi same chodzą:



7. Ponieważ lubię cyfrę siedem dodam "Amelię" i motyw z tego filmu... coś w nim jest...


No i wyszło na to, że mam ze 100 lat, że to pamiętam, ale taka sentymentalna jestem...;)

No to wio! I udanego weekendu Wam życzę :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...