czwartek, 25 września 2014

Co stuka po nocach?

Zadając to pytanie dzieciom, tak w nawiązaniu do jednej z ostatnich lektur, pewnie usłyszałabym odpowiedź w stylu: "Pająk z nogą w gipsie"...

Ale pytanie pojawiło się którejś sierpniowej nocy, między drugą a trzecią konkretnie, i po przeprowadzeniu dokładnego nasłuchu, źródło dźwięków zostało zlokalizowane gdzieś w okolicach rogu sypialni u wezgłowia.
Podejrzenia padły na kunę.

Następnego dnia obeszłam chatę dookoła oglądając dokładnie podbitkę, ściany i grunt wokół i zastanawiałam się, jak to zwierzę, znane ze swego"towarzyskiego" usposobienia, mogłoby się dostać tak wysoko... Ale po rozmowie z koleżanką, od zeszłego roku ekspertem doświadczonym w pacyfikacji kuny, którą dla celów operacyjnych nazwano Carlosem, uznałam że w świecie zdanym na łaskę i niełaskę środowiska nieprzekształconego wszystko jest możliwe...
Znalazlam w internecie tropy kuny i po raz drugi poszłam na obchód. Geologia sprzyjała, ziemia świeżo wygładzona przez deszcze, śladów jednak ani śladu...
W rozmowie z błogośpiącym natenczas małżonkiem wyraziłam pewne przypuszczenie, że może to myszka zaharcowała sobie w garażu pośród rurek i worków, i takich tam niezbędnych pozostałości, któż to wie...? Ale śladów tejże również nie znaleziono, a kolejne noce nie przyniosły podobnych efektów dźwiękowych.

Tajemnica została rozwiązana w miniony weekend.
Następnego dnia po przybyciu Babcia U. dokonała profesjonalnego obchodu wokół chaty i zakomunikowała ze znawstwem, że w podbitce zrobiły sobie... gniazdko ptaszki.
A konkretnie wydedukowała to po pozostawionych przez nie śladach na parapecie, a jakże!

Tegoż samego dnia wymyłam wszystkie parapety i okna, co dodatkowo oznaczało, że wyprosiłam pająki. Jednego z nich namierzyłam wieczorem podczas podlewania doniczek ustawionych w okolicach okna. Utajnił się skulony na liściu jaśminowca...

Jakież było moje zdziwienie, kiedy w niedzielę rano szykując rodzinne śniadanko wzrok mój padł na górny róg okna i...
Osłupiałam.
Stan wyglądał jak sprzed 24 godzin - pyszniła się w nim hardo rozpracowana po nocnej pająka zmianie, piękna, misternie utkana pajęczyna ze świeżymi muszkami rozpiętymi na niej jak diamenty na kolii.

Wnioski z zastanej sytuacji.
Wniosek 1. Przeciwko ptakom ponabijać druty.
I tutaj polecę z chwilową gawędą w innym kierunku.
Moja alma labor zlokalizowana w bliskiej okolicy Lasku Marcelińskiego zainstalowała latem dźwiękowe ostraszacze... Zorientowałm się w sprawie po powrocie z urlopu. Coś mi nie pasowało w okolicy, kiedy zmierzałam na spotkania i takie tam towarzyskie ekscesy. Dziwna-głucha cisza i czyste niebo... Ale dosłuchałam się po jakimś czasie, słyszanych w regularnych odstępach czasu, zawołań ptaków drapieżnych, z którymi po raz pierwszy miałam okazję spotkać się podczas służbowych pobytów w stolicy. Tam odstraszanie miało na sensownym (dla mnie) celu pozbycie się gołębi załatwiającyh sprawy na szklany dach na dziedzińcem.
Ale tu? Miałam też okazję spostrzec, wraz z MNK, skulonego w sobie wróbla, przemykającego ze strachem od krzaczka do krzaczka. Gdybyście go widzieli, biedaka...
"... i po ptakach..." skwitowałam sytuację.


Wniosek 2.
Zastosować preparaty przeciwko pająkom.
Bożeszmójboże.
Nie chce mi się gadać.

Wniosek 3.
Chwasty pryskać.
Opryskałam, zmontowawszy wcześniej opryskiwacz wedle instrukcji na nim. Jako osoba z tytułem naukowym ;) postępowałam zgodnie z obrazkami na butli, co obrodziło tym, że na dwa przęsła ogrodzenia WYLAŁAM, niezaopatrzoną w rozpryskiwacz rurką, 5 litrów oprysku.
Zdolna jestem, co?

Mam tylko takie naiwne spostrzeżenie.
Jak ktoś przeprowadza się na wieś, czy w dzicz, to kto tu jest gospodarzem i wcześniejszym lokatorem. Jaszczurki, pająki i ptaszki czy ludź?
Rozumiecie sami, że pająki i osrane parapety mi nie przeszkadzają. Cieszę się bardzo, że mimo stopniowej likwidacji chwastowiska spotkałam jeszcze w tym roku jaszczurki. Ale już trochę mniej.

Ale kuny wolałabym nie zapraszać ;)
 

4 komentarze:

  1. Bardzo malowniczo o tej kunie, ptakach i pająkach, bardzo Izabelko. Temat zoologiczny, a czytało się dość "beletrystycznie", że tak to określę.

    Kuny to są małpy, bo potrafią zaciachać kurę i jajka podebrać, ale ja, choć ze wsi całą gębą - nigdy żem takiej nie widziała... Widziałam jedynie efekty jej zbrodniczej roboty i słyszałam o niej opowieści od "starszych".

    Pająki zaś, co jest mi znane - potrafią być bardzo szybkie i jak Ty je drzwiami, to one ci oknem ;-).

    No. To jeszcze Cię pozdrawiam serdecznie :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jajka łapie się kunę do żywołapki. Doświadczona koleżanka opowiadała jak to się robi (jajko trzeba włożyć trzymając je w rękawiczkach), ale mimo że kuna została wywieziona, przyszły inne...
      Ja Ciebie również serdecznie pozdrawiam :-)

      Usuń
  2. O ku(r)na chata!
    Przypomniał mi się ten kawał rysunkowy:
    http://pobierak.jeja.pl/images/3/a/d/11051_potrzebna-dziewczynka-do-sypania.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja taką dziewczynką byłam ;) :))))

      Usuń

Bardzo lubię czytać komentarze, za każdym razem aż drżę z emocji: a nuż coś nowego się pojawi...

(Aczkolwkiek chamstwa nie zniese ;))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...