środa, 15 stycznia 2025

Więzy

Napisane 22 listopada 2024.

Kiedy w czasie niecałych 2 tygodni i dowiadujesz się o 5 śmierciach w otoczeniu bliskich ci osób robi się jakoś dziwnie. Bardzo dobra koleżanka z pracy pożegnała mamę, zmarł znajomy - kolega z pracy będący od kilku lat na emeryturze, zmarł wujek, partner koleżanki z biura, zmarł mniej znany ktoś, ale z pracy.

Byłam na dwóch pogrzebach. W zeszłą sobotę pojechaliśmy pod Łódź pożegnać najmłodszego brata Taty. Stypa była w Koluszkach. 

Chyba jednak lepszym określeniem na nastrój tego spotkania będzie sięgnięcie do słowa konsolacja. Poczułam silne więzy krwi. Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale tylko rodzina daje ci poczucie osadzenia w czasie, rzeczywistości w taki specyficzny, wrodzony, sposób. Przypomni Ci kim byłeś i kim się stałeś. Wokół mocno rezonuje i pulsuje energia tych samych genów. 

Ciepło, dużo ciepła. Trochę wspomnień, nieco więcej "aktualizacji statusu". Po przekroczeniu pewnej granicy wieku znika dystans w relacjach pokoleniowych: z ciocią w wieku rodziców rozmawia się jak z bardzo dobrą, długo niewidzianą przyjaciółką. 

I to powracające zdziwienie: kiedyś nie było komórek, telefon stacjonarny też nie każdy miał,  samochód był dobrem prawie luksusowym, ale rodzina się spotykała. Czy może jednak wyolbrzymiam?

Zaraza z 2020 mocno poroniła rodzinne relacje. Rozdzieliła na święta, zniszczyła u nas regularne plany organizacji świąt (raz Wigilia tu, za rok druga strona).  

Poczułam, że chcę być bliżej tych którzy mnie ukształtowali. W dobry sposób. Którym zawdzięczam to kim jestem i gdzie jestem w życiu. Tak bardziej świadomie bliżej. Nie z poczucia obowiązku, ale z potrzeby serca.



sobota, 9 grudnia 2023

Post kontrolny

Chcę sprawdzić, czy mam możliwość publikowania wpisów na blogu i czy pojawią się komentarze. Konto google przypisane do bloga od czasu do czasu blokuje się, a jakiś czas temu, nie mogłam nawet dodać komentarza u Kaliny.

Jeśli się uda, to niewykluczone że będzie reaktywacja. Tu albo na nowym koncie. 

😉


niedziela, 11 kwietnia 2021

Mój wybór

Przyszło mi ostatnio do głowy, że wrócę, wróć: może dam radę wrócić tutaj, przy pomocy komentarza do tego co mnie mocno poruszyło, wzburzyło, wzruszło, zachwyciło. Jednym słowem: wyrażając emocje.

Ale może jednak lepiej ostudzić myśli w głowie zanim się coś chlapnie? 

I znów nic z tego nie wyjdzie...

Pod koniec tygodnia pojawiły się nieśmiałe informacje o tym, że jeszcze w kwietniu dzieci miałyby wrócić o szkół. Tymczasem tuż przed świętami sąsiadka moja podzieliła się ze mną najświeższymi informacjami z pola boju, czyli pracy w dziecięcym szpitalu. Jej dane potwierdziły w ciągu świąt relacje z Krakowa, z którego pokazano oddziały dzieci chorych na covid. Chorych, a nie z objawami PIMS.

Czy w takiej sytuacji dzieci powinny wracać do nauki stacjonarnej nawet jeśli nauczyciele zostali zaszczepieni? A co z rodzicami i rodzinami dzieci-uczniów? Czy to nie oni będą wtedy nadal rezerwuarem transmisji wirusa przenosząc go na  uwolnione dzieci?

Po roku zdalnej pracy i nauki mam już szczerze dosyć tej sytuacji i wolałabym by moje dzieci wróciły do szkoły (a ja do pracy stacjonarnej). 

Ale wolę mieć dzieci niedouczone i trochę nieruchawe, niż leżące w szpitalu.



niedziela, 19 stycznia 2020

Tu i teraz

Nie idzie mi pisanie tutaj.Weszłam na bloggera po długiej przerwie. Nie zaglądałam tu od końca października. Nawet za dużo nie przeniosłam się na FB. To nie jest taka zmiana. Zamiast czytać książki, wolę poświęcić chwilę na artykuł w gazecie, czasopiśmie.
Zaprenumerowałam na ten rok Tygodnik. Ostatni, i pierwszy zarazem raz, miałam coś takiego na studiach. Angielska wersja Newsweeka, z której ćwierć wieku temu wyczytałam o zbliżającej się antybiotykooporności bakterii.
W czwartej czy piątej klasie szkoły podstawowej (1983?) jako lekturę dodatkową z biologii podałam artykuł o nowej chorobie spowodowanej HIV. Jedna z moich bliskich koleżanek przypominała mi o tym po latach.
W tej chwili zastanawiam się nad prepersami.

sobota, 28 września 2019

Program musi być!

Przypadkowa prośba o wyrwanie kilku kartek z zeszytu doprowadziła do odkrycia zaskakującego dokumentu (mało powiedzieć, że po wyrwaniu wskazanych kartek zeszyt liczyłby 8 stron - dobrze czasem policzyć co uzyskamy po spełnieniu prośby 😉).

Na jednej z tych kartek znalazłam program rządu pod wodzą mojego młodszego syna.

Chyba lepiej będzie jak zapoznacie się z pismem odręcznym:


Program premiera powstał ponoć "kiedyś dawno". 
 Zastanawiające są te "spotkania osobiste", nie wspomnę o chwytliwym "koparki już jadą"...  W dalszej części zeszytu były strony poświęcone Sekretarzowi i Ministrowi Zdrowia; niestety puste...

 Czy mam się bać tego, co kryją pozostałe zbiory "nadpisanych zeszytów"?



czwartek, 15 sierpnia 2019

Grunt to orientacja

Letniej świeckiej tradycji stało się zadość i pod nieobecność Karolków mamie udało umówić się z sąsiadką na tzw. shopping (poprzednie wypady TU i TU).
I kiedy usatysfakcjonowane udanymi łowami na wyprzedażach, tuż przed 21 spoczęłyśmy w fotelach kawiarni, na telefonie pojawił się sms od Małego O.
- Zgubiłem spodnie od piżamy.

A był to czwarty dzień obozu piłkarskiego, na którym przebywał młodszy syn. Od początku owego obozu zdążył zgubić (i znaleźć) getry oraz zapodziać koszulkę meczową. Druga zguba została zgłoszona przez Mamę Karolków trenerowi, ale jak można się było spodziewać, szybko się odnalazła.
Tymczasem dziecku groziła noc w niekompletnym stroju do spania, więc szybko acz trzeźwo (znając jego zwyczaje dotyczące stylu rozbierania się) odpisałam:
- Pewnie masz w łóżku, poszukaj dobrze.
Sąsiadka - pedagog i matka dwóch córek - słysząc o problemie, poradziła (jakże zdroworozsądkowo!) zapytać:
-  A gdzie zgubiłeś?
Nie minęła nawet minuta kiedy przyszła odpowiedź:
- Znalazłem
- :-)


Uff ... można było zatem spokojnie sączyć matcha latte na ciepło...

W sumie, po wykonaniu prania, bilans wyjazdu okazał się ujemny:
- minus koszulka sportowa na krótki rękaw,
- minus spodenki treningowe,
- plus obie getry najlepszego kolegi, z którym dzielił pokój.




Tymczasem zaczynamy rodzinne wakacje.
Udanej reszty sierpnia dla wszystkich!


💚💚💚💚


wakacje 2018



piątek, 24 maja 2019

Co mama ma na twarzy?

- Mamusiu, czemu masz biały makijaż?
- To nie makijaż,  to maseczka.
- Odzmarszczkowa?
- Tak.

:-)

niedziela, 14 kwietnia 2019

Flota Zjednoczonych Sił

Z rozmowy z Wojciechem Waglewskim, która ukazała się miesiąc temu w "Głosie Wielkopolskim":
Taniec jest, mówiąc najprościej, sugestią, aby uwolnić się mentalnie, ponieważ od jakiegoś czasu jesteśmy totalnie zniewoleni mentalnie, w dużej mierze przez media. Korzystają one na tym, że politycy postanowili budować swoją potęgę na konflikcie, a media chętnie się do tego dołączyły ten konflikt nagłaśniając. Nie wiadomo kiedy my, jako społeczeństwo, przestaliśmy rozmawiać z członkami swej rodziny, z kolegami, podawać sobie ręce z bardzo często wyimaginowanych powodów. Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że to jakaś totalna bzdura, bo ten rów, który się wykopał między nami, jest coraz trudniej zasypać. Takiego rowu podczas mojego życia jeszcze nie było. A powody, dla których ten rów został wykopany? Trudno doszukać się w tym jakichkolwiek racjonalnych przyczyn. Można się różnić w poglądach politycznych, ale aby od różnicy przejść do kompletnej nienawiści i obrzucania się błotem, to już jest, mówiąc językiem młodzieżowym, patologia.
Z naszą rozmową wiąże się też bardzo ważna piosenka "Takie tam". Śpiewasz w niej: Dziś nie kupuję gazet ani sobie ani żonie, aby nikt nie dowiedział sie, po czyjej jestem stronie. Czy rzeczywiście nie kupujesz gazet?
Gazet nie kupuję od dawna. Nawet nie z tego powodu. Po prostu życie takie doraźne, w sensie publicystyki, mało mnie interesuje, ponieważ to życie ma bardzo krótki żywot. Unikałem publicystyki w piosence od dawna,  bo piosenki, takie jak "Łysy jedzie do Moskwy" Kazika sa bardzo fajne, ale łysy po tygodniu już przestał być łysy. Dlatego uważam, że życie publicystyczne ma dość krótkie nóżki i mało mnie interesuje, gdzie kto komu podłożył nogę. Ale faktem jest, że kupowanie gazet stało się też manifestacją pewnej postawy. Są miejsca, gdzie można kupić tylko jeden rodzaj gazet. Są miejsca, w których są różne rodzaje gazety. Wiadomo, że część publiczności czy kolejki patrzy wilkiem na tych, którzy kupują akurat takie gazety.
A po czyjej jesteś stronie?
Ja jestem po stronie rozsądku. Po żadnej stronie, jeśli chodzi o politykę. Żadnego  wyboru nie dokonałem. Wiem tylko, przeciw komu jestem, ale nie powiem. Cokolwiek bym powiedział, to i tak  się znajdzie przeciwnik tego, czego nie powiedziałem. Myślę, że nawet to, że mówię, iż jestem po stronie rozsądku, zostanie zinterpretowane w zależności od słuchacza bardzo tendencyjnie.
 (podkreślenie moje)




Ten wpis miał nawiązać do pewnego posta Kaliny.



Przy okazji niedawnej rocznicy śmierci Jana Pawła II oraz katastrofy pod Smoleńskiem usłyszałam  refleksję i przypomnienie, jak to w tamtych dniach jednoczyliśmy się, a w powietrzu wisiała nadzieja dobra, pojednania, zgody, lepszego jutra.
Lata mijają i nic z tego nie zostało, jest coraz gorzej. Przyznaję całkowitą rację WW. Czytając różne fora widać, że jakakolwiek różnica w poglądach wzbudza w drugiej stronie wrogość i atak; jesteśmy bez powodu ośmieszani, poniżani, wydrwieni.






Zaradniak M., Wojciech Waglewski: jestem po stronie rozsądku, „Głos Wielkopolski. Magazyn” 2019 nr 63

sobota, 13 kwietnia 2019

Po zimie

W tym tygodniu powiesiłam na gałęzi sąsiadowej brzozy ostatnią kulkę z ziarnami dla ptaków.
Zostały mi jeszcze słoneczniki z własnej hodowli, które jak tylko zniknie kulka włożę do karmnika i - hulaj dusza - wiosna w pełni.
Zauważyłam tej zimy wyraźną różnicę w
zachowaniu ptaków. W zeszłym roku wróble przeganiały sikorki.  Teraz, z jednej strony wyjadała ziarna sikorka, z drugiej siedział wróbel. Zgodnie, spokojnie, bez paniki.
Udało mi się znów zobaczyć sójkę, przyleciały też dwa inne gatunki ptaków, ale musiałabym wziąć atlas żeby sprawdzić, kogo mieliśmy przyjemność gościć.

Dokarmianie ptaków zimą to nie lada wyzwanie i odpowiedzialność. Jak już się zacznie, nie można zawieść zwierząt.

I cały czas zachodzę w głowę, kto urwał z gałęzi duży  kawał od słoninki... Musiał to być większy egzemplarz ptaka.




niedziela, 24 marca 2019

Przesadzanie

Przesadziliśmy dąb, który wyrósł nam wśród krzaków agrestu i lawendy.  Miał może 3 lata, ale zeszłego roku przerósł już nawet Tatę Obe.
Rozważaliśmy przeniesienie go w róg działki, ale ostatecznie wylądował w lasku, który kilka lat temu przetrzebiła letnia wichura.
Zanim wykopaliśmy dołek pod korzenie okazało się, że wybrane miejsce jest jakąś pozostałością po wysypisku śmieci: sznur, rdzawa ziemia, resztki płytek, resztki ubrania. Głęboko w ziemi. Samo to miejsce jest zaniżone, wygląda jakby faktycznie była tu zasypana rozległa dziura w ziemi.
Wlalismy dwie konewki wody.  Będzie bliżej do opiekowania się nim dopóki nie chwyci się ziemi.
Przy okazji wynieśliśmy z trawy obok 10 puszek po piwie. (Trochę boję się o dąbka żeby nie został bezintetesownie połamany przez miłośników odpoczynku pod chmurką...)
Miesiąc temu poszliśmy na spacer po lesie z reklamówką. Po listopadowym naszym wypadzie myślałam, że trochę będzie lepiej, a tu torba znów pełna butelek szklanych, plastikowych i puszek. W pewnych miejscach byłam załamana widokiem: jakby jaki Zły chodził po naszych śladach i robił jeszcze większy bałagan.

I nowe osiedle: zadbane ogródki, umilające oko gadżety w stylu vintage na tarasach oraz w oknach. A za osiedlową drogą las z własnoręcznie utworzonym pobudowlanym śmietniskiem pod nosem.

Największym zagrożeniem dla świata, w którym żyje człowiek jest on sam.

środa, 6 marca 2019

O czym rozmawialiśmy w szkole

- Dzisiaj w szkole rozmawialiśmy o niemlątkach różnych gatunków ludzkich.
- ... (wielkie oczy mamy)...?
- ... tak, o niemlątkach...
- A jakich gatunków?
- Samożywnych.







poniedziałek, 25 lutego 2019

Peter Evans, Ava Gardner "Ava Gardner. Wyznania intymne"

Autor: Peter Evans i Ava Gardner
Tytuł: "Ava Gardner. Wyznania intymne"
Tłumaczenie: Grażyna Łaciak-Gomola, Aleksander Gomola
Wydawnictwo: Pascal sp. z o.o.
Miejsce i rok wydania: Bielsko-Biała, 2013
Liczba stron: 352


W styczniu 1988 roku do dziennikarza, Petera Evansa, zadzwoniła gwiazda kina Ava Gardner z propozycją by napisał jej biografię. Nie znali się wcześniej, spotkali przelotnie może dwa razy, więc Ava zanim zatelefonowała do Evansa dokładnie sprawdziła swojego rozmówcę zarówno w środowisku dziennikarzy, jak i zaufanych osób, z których opinią sie liczyła.
Potrzebowała pieniędzy by żyć; wisiała nad nią realna groźba, że będzie musiała sprzedać swoją pamiątkową biżuterię.

Tak naprawdę nie jest to biografia, lecz historia pisania autobiografii, która w końcu nie powstała.
Peter Evans, od momentu kiedy dostał propozycję napisania biografii od samej gwiazdy, przebył z nią ciężką drogę. Podobnie jak jego rozmówczyni zrobił mały research o gwieździe (zresztą wśród tych samych osób co ona), a jego rezultat można podsumować stwierdzeniem, którym pożegnał go przyjaciel: "ona zje cię żywcem".

To w miarę wierny obraz tego, z czym musiał się zmierzyć. Telefony odbierane w środku nocy lub nad ranem, chimeryczność, nieprzewidywalność i bezpośredniość aktorki; dyplomatyczne gierki natury psychologicznej by nieopatrznie wypowiedzianym slowem lub niezbyt taktownym komentarzem nie zrazić do siebie gwiazdy. Spisywał i nagrywał na dyktafon bardzo dokładnie wszystko o czym gwiazda mu mówiła, ale z tego co usłyszał miał stworzyć taki obraz, jaki ona chciała by powstał. Nieposkromiona, pełna seksapilu, ekscentryczna i rozrzutna. W rozmowach z Evansem gniewna, bezceremonialna, bezkompromisowa i szorstka. Stąd po odczytaniu pokazywanych jej fragmentów biografii naiwnie zdziwiona i negująca fakt, że tak przeklina.

Choć szczera i bezpośrednia do bólu, do końca nie ujawniła intymnych szczegółów życia z Frankiem Sinatrą. I to zapewne z jego powodu biografia nigdy nie ukazała się ani za życia Avy, ani Evansa. Mimo, że Gardner rozwiodła się z Sinatrą 30 lat wcześniej, ten nadal opłacał jej lekarzy. W kluczowym momencie, gdy przechodzą w rozmowach do etapu życia z piosenkarzem, historia urywa się. Domysły są takie, że były mąż zaoferował Avie większe pieniądze za to, by zakończyła współpracę z Evansem, z którym zresztą miał osobisty zatarg. Mimo, że od dawna ze sobą nie byli, Ava liczyła się ze zdaniem Sinatry, nadal go kochała.

Ava Gardner zmarła na zapalenie płuc 2 lata później, i choć Peter Evans przeżył ją o 22 lata (zmarł w 2012 roku) zapisy ich niezwykłych, osobistych rozmów ukazały się dopiero teraz (2013).

Dla osoby, która ongiś namiętnie chłonęła historię kinematografii to obraz Hollywood od drugiej strony. Barwny i prawdziwy, ale również bardzo smutny.

Wpis bierze udział w wyzwaniu " W 200 książek dookoła świata - 2019".

sobota, 16 lutego 2019

Doktor Do

Pani ogłosiła listę lektur do przeczytania w najbliższym czasie. Po "Królowej Śniegu" trzecia klasa będzie omawiała "Doktor Dolittle i jego zwierzęta".

Zanim znalazłam tę lekturę u siebie na półkach, syn miał zacząć poszukiwania w szkolnej i gminnej bibliotece.

Wobec problemów z prawidłową wymową tytułu, przyjęliśmy, że pani bibliotekarka na pewno zorientuje się czego uczeń szuka, jeśli zapyta:

- "Czy jest książka Doktor DoLidla i jego zwierzęta?"

środa, 13 lutego 2019

Podsumowanie wyzwania "W 200 książek dookoła świata - 2018"

Przepraszam, że tak po cichutku i późno rozpoczynamy kolejny rok wyzwania.


Obowiązki rodzinne, które streszczają się krótko w hasłach "kartkówki", "angielski", "praca", a bardziej obrazowo jako "Dzień świra", powodują, że albo nie mam już ochoty włączać komputer w domu, albo komputer wykorzystują inni domownicy i nie dopchasz się człowieku...


Jeśli jednak ktoś ma ochotę przyłączyć się do nas to serdecznie zapraszam w imieniu swoim oraz Moniki i Gosi - najwytrwalszych uczestniczek wyzwania "W 200 książek dookoła świata".



Zeszły rok zakończył się miażdżącą przewagą Moniki, która zgłosiła 119 tytułów książek autorów 20 narodowości.
Gosia zgłosiła książki pod 7 krajami (9 tytułów), a ja 6 (10 tytułów); liczebnie wypadłyśmy nieco gorzej niż w 2017 roku. Niezawodna, jak zwykle okazała się Monika 💗 Dziękuję Ci bardzo!

Przytoczę dla porównania wyniki z 2017 roku:
Monika - 27 krajów (169 książek)
Gosia - 14 (14)
Iza - 6 (25).


Zapraszam gorąco zatem na nową stronę i odsłonę wyzwania!






Izabelka





poniedziałek, 14 stycznia 2019

Nowy rok

"Aby się wam dobrze żyło,
aby się wam chciało
i aby się wam udawało
więcej i bardziej niż byście chcieli.
Duuuuuuuużo zdrowia i energii i czasu dla ciebie"


Takie życzenie dostałam od koleżanki na nowy rok.
Chciałam się nimi z Wami podzielić bo trafiły w samo sedno, w mój najsłabszy punkt.
Jeśli Wam tego potrzeba przyjmijcie je dla siebie.

Mimo, że nie zaglądałam tu od dłuższego czasu blog żyje; jego tętno mierzone Waszymi odwiedzinami nie znika. To niesamowite...
Dziękuję bardzo. 💗💗💗💗💗


                                    **************************************

Uzupełniłam stronę wyzwania "W 200 książek dookoła świata - 2018".
Ponownie bezkonkurencyjna okazała się Monika - Monweg.
Moje gratulacje!

Monika pyta czy wyzwanie będzie kontynuowane.
To zależy od tego, czy będą chętni.

Czy są takie osoby?







wtorek, 30 października 2018

Nocka

Być może to wina przechodzącego nad nami frontu, ale nie mogę spać. Obudziłam się godzinę temu i nie mogę zasnąć. Ostatnio zdarzało się to prawie co noc, ale była pełnia co chyba wyjaśnia sprawę. Poprzedniej nocy nie mogłam spokojnie spać, bo Mały grał wczoraj mecze na turnieju Tymbark - pod gołym niebem. Martwiłam się o Niego i o pogodę, sprawdzalam za kazdym razem czy pada i jak mocno wieje. Caly dzień bylo tylko 4 stopnie. W tej chwili termometr pokazuje 13.
Etap gminny wygrali,  ale ja okupilam to dwoma koszmarami sennymi, 2 tygodnie temu miał grypę i wyślij teraz dziecko na boisko w taką pogodę.

Przemyślalam sobie milczenie. To chyba kwestia innych zajęć - latem walczyłam z chwastami, ale głównie z urodzajem malin, a teraz są  lekcje. Nie można ani trochę zaufać tym dwóm potomkom. Obaj naturalnie odpowiadają twierdząco na pytania o odrobione lekcje i spakowane tornistry, ale wyrywkowa rewizja rozmywa dymną zasłonę pewności.

Kiedyś odpalałam pod kołdrą laptopa. Teraz telefon,  ale widzę (doslownie), że zbyt częste wieczorne czytanie na telefonie szkodzi mojemu wzrokowi. To pamiątka po epidemicznym zapaleniu spojówek,  które przeszlam dokladnie rok temu. Regularne kontrole u " mojego" okulisty i leczenie zakonczyly się na początku wrześni i obiecalam Mu nienadużywanie telefonu. On zaś z kolei stwierdził, że z czasem i tak będę używać okularów do czytania: "To nie jest groźba, to obietnica". Jak go nie lubić? ;-)

Wracając do malin. Po powrocie z Sandomierza miałam do przerobienia 2.5 kilo owoców. Kilogram zasypałam cukrem na likier a z reszty zrobilam sorbet malinowy. Sorbet jeszcze się nie zjadł,  a owoce na  likier dalej pracują...

Wyjazdy z dziećmi na mecze owocują ciekawymi, wróć: przerażającymi odkryciami. Ponoć dzieciaki słuchają i oglądają teraz - wiadomo gdzie-  niejakiego lorda K. , który gada im jak " być prestizowym" (????) Mają pic wodę z lodowca. O noszeniu markowych koszulek nie wspominam.

Czy ja śnię?

niedziela, 14 października 2018

3maj-cie qciuqi za powrót

Kiedy tu zajrzałam, uświadomiłam sobie jak dawno nic nie napisałam...  We wrześniu nie zdążyłam opublikować wpisu o książce. Pierwszy raz od 6 lat nie napisałam nic przez miesiąc.

Dwa dni temu rozmawiając z sasiadką o harmonogramie prac domowych i zajęć dzieci sformułowałam myśl,  która podsumowuje mój brak aktywności w blogosferze:

"Po ośmiu godzinach pracy przy komputerze mam wstręt do liter."

Do czytania, pisania, czegokolwiek co wiąże się ze słowem drukowanym.

Niedobrze. Grozi mi wypalenie intelektualne.

Postanawiam tu powrócić. Tak.
 :-)


czwartek, 30 sierpnia 2018

"Żeglarz z Miletu"

Autor: Géza Hegedüs
Tytuł: "Żeglarz z Miletu"
Przełożyła: Camilla Mondral
Ilustracja do okładki oraz projekt graficzny kolekcji: Anita Głowińska
Wydawnictwo: Polityka Sp. z o.o. SKA
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2017
Liczba stron: 256

Książka wydana w kolekcji książkowej CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM Fundacji "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom " oraz tygodnika Polityka


Przenieść się do starożytnej Grecji,  do czasów filozofów, przed epokę demokracji ateńskiej. Stać się świadkiem perskich najazdów, handlu niewolnikami, bitew lądowych i morskich: bitwy pod Maratonem i pod Salaminą.
Poznać całkiem pokaźny fragment historii i obyczajów,  stosunków społecznych, wierzeń, wzajemnych animozji i relacji oraz niuansów w życiu greckich państw - miast.

Wystarczy otworzyć i oddać się lekturze "Żeglarza z Miletu". Od pierwszych słów czuć powiew śródziemnomorskiego wiatru i ciepło tamtejszego słońca.
Opowieść trzyma w napięciu i niebezpiecznie igra z nerwami słabszych czytelników, bo wydać na pastwę losu dwóch trzynasto - czternastolatków to nie lada sztuka. Początkowo martwimy się o Toksarysa i Hermodorosa, ale z czasem poddajemy się nurtowi przygód widząc, że chłopcy nieźle sobie dają radę, by przekonać się, że poradzą sobie na pewno!

 "Nie obawiaj się o chłopca. Tak powinno być, by wokół siebie słyszał różne poglądy. Ty i kapłani wskazujecie mu dobrą drogę, szkoła także uczy go dobrego, ja staram się dawać mu pożyteczny przykład, a od innych ludzi też się różnych rzeczy dowie. W końcu sam się po świecie rozejrzy i dobierze sobie te nauki, które mu będą przynosiły korzyści. Słuszne jest, by człowiek poznawał sprzeczne poglądy i sam decydował, w co wierzyć i jak postępować."

Widzimy jak dorastają i dojrzewają, a najpiękniejsze w tej opowieści jest poczucie wspólnoty i przywiązania. Są dla siebie bardziej jak bracia. Nie ma wśród nich rywalizacji; jest współpraca, zaufanie i altruizm.

"Żeglarz z Miletu" jest pochwałą przyjaźni, wierności, umiłowania wolności i przekonań o równości wszystkich ludzi. Pięknym przykładem, że można żyć w zgodzie z przekonaniami, nie hołdować mamonie i stanowiskom, i nie układać się z tymi, z którymi jest wygodniej i dostatniej żyć.
Taka dobra karta w kieszeni na życiową rozgrywkę.


Wpis bierze udział w wyzwaniach:
- "2 w 1" na blogu Magdalenardo "Moje czytanie";
- "W 200 książek dookoła świata - 2018 ". 

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Pomysł na wakacje

"Jutro wstaję i sobie leżę",

stwierdził Mały O. po dzisiejszej całodziennej  wędrówce po Sandomierzu.



sobota, 25 sierpnia 2018

Między nami sąsiadami

W środę przywiozłam Karolki od Dziadków. Po trwającej dłużej niż przeciętnie podróży, co spowodowane było wypadkami, korkami  i remontami w Poznaniu, o których nie miałam pojęcia) zdążyłam tylko wyładować bagaże i postawić je praktycznie w przejściu. Produkty spożywcze szybko wylądowały w lodówce a ja wzięłam się za robienie kolacji. Bramy wyjątkowo nie zamknęłam.
Było już ciemno kiedy Karolki zawołały mnie, że ktoś puka do drzwi.
Po otwarciu ujrzałam sąsiada po skosie.  Przyszedł z pytaniem czy nie przeszkadza nam szczekający pies. Bo on siedzi na tarasie (wyczułam też, że w towarzystwie szklaneczki czegoś mocniejszego) i jemu przeszkadza.  Wytłumaczyłam mu, że nie, że pies szczeka jak widzi kota (na marginesie: kot przychodzi do nas), ale przyzwyczailiśmy się.
Chyba mamy okna z drugiej strony, usłyszałam. No cóż, bliżej od nas mieć nie może - pies szczeka stojąc przy naszej wspólnej z jego właścicielem siatce. Bo jemu przeszkadza. Chyba ze trzy razy wyjaśniłam mu, że nam nie, i z zawiedzioną miną pożegnał się. Żeby do nas dojść musiał się trochę przejść, bo mieszka na innej ulicy. Że też mu się chciało.
Zapomniałam mu powiedzieć, że pies już szczekał kiedy się przeprowadziliśmy, czyli 7 lat temu, a Mały O. miał niecałe 2 latka i zasypiał przy tym "hałasie". I jakoś żyje. Trochę mnie to wtedy denerwowało, ale głównie dlatego, że bałam się czy szczekanie nie obudzi dziecka.  Tak się jednak nigdy nie stało.
Mąż, któremu powtórzyłam zajście wyraził się niezbyt cenzuralnie o osobach, które sprowadzają się na wieś, a z czasem lub od razu przeszkadza im wszystko co na wsi jest codziennością.
Wieś znika a, co może nie wszyscy rozumieją, "Chiny nas nie wyzywią".
Nie wiem co sąsiad knuje. ;-) Mam nadzieję, że nic.

Z kolei sąsiad, ojciec "sąsiadek", usuwał w poniedziałek gałęzie z wierzby na swoim ogrodzie. Pomagała mu młodsza latorośl. Gdy podeszłam zadał mi następujące pytanie (jego córka stała obok i słuchała): "Czy jak się obcina gałęzie drzewom to je to boli?"
Gdyby nie to, że dziecko stało i patrzyło na mnie wyczekująco, pewnie bym podyskutowała bardziej ogólnie, ale nie wiem skąd wzięła mi się odpowiedź w stylu,  że to jak obcinanie paznokci albo włosów u dzieci. Jeśli zostawi się drzewa owocowe same sobie, to z czasem marnieją i nie będą dawać owoców bo opanują je choroby. Mam nadzieję, że cięcie pielęgnacyjne pomaga roślinom żyć i czuć się dobrze. Odpowiedź całkowicie zadowoliła oboje.

Nie czytałam "Sekretnego życia drzew".

Co tam piszą na ten temat?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...